wtorek, 22 kwietnia 2014

Sienkiewicz w wersji anime

     Pomysł tak genialny znienacka mnie odnalazł, że grzechem byłoby się nim z szerszą widownią nie podzielić, a szerszej niż mój mizerny blogaś nie posiadam, więc z takich powodów ta notka powstała. Słuchajcie ludkowie!* Czy nie byłoby to genialne, gdyby zrobić anime na podstawie Trylogii? Tak, tej właśnie Trylogii, Sienkiewicza Trylogii. Zanim nazwiecie mnie głupcem lub szaleńcem, proszę, pochylcie głowy przez chwilę nad tym zagadnieniem. Zobaczcie, jak wielki potencjał animetwórczy drzemie w tych książkach!

     Trylogia obfituje w dosłownie epickie walki. Czy jest ktoś, kto nie zna kultowego pojedynku Kmicic vs Wołodyjowski? Jeśli są takie osoby, to szybko muszą nadrobić zaległości. Przecież to jest idealne! Walki z shounenów się chowają. Na pewno pięknie by to przełożono na anime. Spójrzcie na Kmicica – czyż nie jest z niego idealny i wręcz klasyczny bishounen? Już widzę jego fandom. A ile pięknych i dzielnych kobiet się przez książki Sienkiewicza przewija! Jakie pole do popisu byłoby przy włosach i ciuszkach takiej Heleny Kurcewiczowej, do tego przebiera się ona za mężczyznę – czy jest coś, co chętniej widzi się w anime? Bohun z kolei byłby uwielbianym mrocznym bishounenem z rzeszami fangirlsów. Do tego Zagłoba, pretekst do humoru, często niewybrednego. Do tego krew, gore wręcz – Azja na palu, Tatarczuk zrzucony na szable, wszystkie bitwy!

     Ludzie, czy Wy to widzicie? Oczami wyobraźni widzicie, o to mi chodzi. Ja to widzę, widzę buzię w tym teńczu! Właśnie, wyobraźcie sobie, jak Japończycy mogliby przedstawić wątek nieszczęsnego Azji Tuhajbejowicza. W dodatku mogliby wprowadzić tyle elementów z obcej, europejskiej kultury, do tego dawnej kultury. I te wszystkie piękne domy i przestrzenie stepów, utalentowani graficy mogliby z tego prawdziwe cuda wyczarować. Mam pomysł na opening do trzeciej serii (Pan Wołodyjowski):


     Zanim popukacie się po czole, zastanówcie się przez chwilę. Przecież to momentami bardzo przypomina Guren no Yumiyę, opening jednego z obecnie najsłynniejszych anime. Openingi po niemiecku, angielsku, a nawet po włosku i łacinie już się zdarzały, więc po polsku z napisami japońskimi też by przeszedł. Napisy koniecznie muszą być, bo tekst jest bardzo na miejscu. Przecież to brzmi zupełnie jak z jakiegoś shounena, tylko znacznie lepiej!

     Czy widzicie ten potencjał? Wiem, że to tylko moja wizja nie do zrealizowania, i że Polska historia w m&a będzie pewnie reprezentowana nadal jedynie przez Aż do nieba Ryoko Ikedy, ale pomarzyć sobie można. Zatem i Wy zamknijcie oczy i otwórzcie umysł na tę wspaniałą wizję. Powiem krótko – oglądałabym.


*Teraz trochę zaleciało Stachurą.

Za szkody psychiczne, które wywołała ta notka, nie biorę odpowiedzialności.

sobota, 19 kwietnia 2014

Wielkanocna abominacja, tylko dla ludzi o mocnych nerwach!

     Wiemy wszyscy, że święta czasem cudów są. W tym właśnie czasie powstało w moim domu cudo maleńkie, takie, które w dłoni się mieści, wapienne i białkowe. Jedyne takie jajko. I jedyny taki stroik. OSTRZEGAM! Stroik jest czymś tak niesamowitym, że może wywołać poważne szkody w umysłach oglądających go osób, dlatego nie dajcie się ponieść brawurze i zastanówcie się poważnie, czy jesteście gotowi ponieść konsekwencje swojej ciekawości. Ojej. Przecież już widzicie jego zdjęcie. Chyba właśnie kilkanaście osób stało się grzybami. Cóż, Wesołych Świąt!


     Oto jest stroik, który zdobi mój malutki pokoik. Moja mama skomentowała to coś prosto: Jezus, Maria. I wyszła. W moim koszyczku znalazł się cudny strach na wróble, gumowa żaba (wiecie, że jak się ją naciśnie, to piszczy?), niebieski motylek (nie cierpię motyli), kurczoki w gniazdku, jakieś gałązki i inne szmery bajery, no i grzyb programu – muchomorek. Ja tam jestem dumna ze swojego dzieła. Moja mama ze mnie mniej.  

sobota, 12 kwietnia 2014

Ulubione endingi

     Straszyłam Was falą notek o mandze i anime, prawda? Lista moich ulubionych openingów już była, no to jak to tak, nie zrobić także listy endingów? Przecież wszystkich ludzi ogromnie ciekawi to, jakie endingi lubię, to elementarne, drogi Pieczarksonie. Czy pieczarki nie są urocze? Tym razem Was zaskoczę (nie, nie zaskoczę, nie ma bardziej przewidywalnych ludzi ode mnie) i kolejność będzie całkowicie i absolutnie przypadkowa. Hm, biorąc pod uwagę to, że mam regulamin i tabeleczki zamiast mózgu, taki brak porządku faktycznie może być zaskakujący. Czy ja właśnie zaprzeczyłam sama sobie tak ze dwa razy? Cóż... Nieważne!

1. K-On! – Don't Say Lazy!


     Nie zdarza się to często, ale są takie anime, których ending jest znacznie bardziej spektakularny i rozpoznawalny niż opening. K-On! to doskonały przykład. Seria o dziewczynkach, które jedzą ciastka zamiast grać? Czemu nie! Oglądałam tak dawno, że właśnie głównie Don't Say Lazy! – energiczna piosenka o niezbyt głębokiej treści, za to z pięknym PV – wbiło mi się w pamięć. Szkoda, że całe anime nie było utrzymane w podobnej konwencji.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Mangowy marzec

     Czas płynie straszliwie szybko, dopiero co była zima, a teraz już wiosna, wiosna wkoło, zakwitły bzy! To z pewnością sprawka kosmitów, przyspieszyć czas to przecież dla nich nic, skoro potrafili coś takiego jak Matrioszka zbudować. Ale wtedy nie miałyby po co przyspieszać czasu na Ziemi. Cóż, pozostanie to pewnie zagadką, więc po prostu zaprezentuję marcowe zdobycze mangowe. Chyba łącznie mam już sto trzynaście mang i manhw. Niedługo podsumowanie roku, będzie się działo. Mały apel – pilnie poszukujemy redaktorów, Ludożerca taki biedny.


Dengeki Daisy #14
Beast Master #2
Ao no Exorcist #4
Labirynt uczuć 
Szkarłatny kwiat 
Neo Arcadia – Tęcza w Ciemności