niedziela, 19 stycznia 2014

Myszy brak.

     Nigdy chyba jeszcze nie miałam tak silnej pewności, że moje życie jest całkowicie beznadziejne. W sumie źle powiedziane - od ponad pół roku ja w zasadzie nie mam życia. Męczę się okropnie - naprawdę, to jest po prostu nieludzkie. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że nie wiem, co chcę po tym wszystkim robić, nie ma dla mnie właściwie żadnej pracy. Na pewno nie będę mogła robić tego, co lubię. Po co to wszystko, skoro nigdy nie będę szczęśliwa? Infekcja ropna zatok, antybiotyki, jak miło. Jutro wstanę mniej więcej o czwartej rano, po stresującym szykowaniu się do szkoły odjadę z przystanku koło mojego domu o 5:10. Nos będzie mnie bolał strasznie, podobnie jak i brzuch. O 7:10 zacznie się pierwsza lekcja, mam nadzieję, że uda mi się na nią zdążyć, bieg na mrozie taki fajny. Nie mam lekcji z piątku, nie miałam jak ich przepisać, żadnych notatek, zadań, nic.


     Chemia, wos, wok, matematyka, polski, biologia, angielski, fizyka, biologia. Czy to nie jest piękny dzień? Czyż nie każdy marzy o takim planie lekcji na poniedziałek? Czeka mnie około ośmiu sprawdzianów i prac klasowych, choć zapewne będzie ich trochę więcej, kiedy je napiszę i kiedy tak dokładnie będą - nie wiem. Nikt nie przejmuje się tym, że sprawdziany można było robić do czternastego stycznia, bo już właściwie powinny być wystawione oceny. Nikogo to nie interesuje ani trochę. Zaległości z dwóch tygodni są porażające. Tyle prac. Autobus powrotny odjedzie do mojego kochanego miasteczka o 16:20. Choć oczywiście, to tylko założenie, zapewne trochę się jeszcze spóźni i postoję na przystanku dłużej. To naprawdę pomoże mi w całkowitym wyzdrowieniu. W domu będę około 17:30, tak zakłada rozkład jazdy, ale ja doskonale wiem, że wrócę dopiero po 18:00. Zadania domowe, nauka do sprawdzianów, nadrabianie zaległości z piątku. I znowu to samo.




26 komentarzy:

  1. Los nas czasami nie oszczedza. Wiem co czujesz, a moze nie? Myslalem ze to ja mam przesrane, ale w porownaniu do Twoich problemow to pikus, chociaz nie wiem czy dozyje konca tego roku.

    Nawet w slabych szkolach dla slabych uczniow jest nawal prac, wiec nie ma to znaczenia czy wybierasz dobre liceum czy tez slabe technikum, i tak nie masz zyia. System Cie tak przezuje i wypluje, jak Tytan.

    Jezeli jeszcze raz pomyslisz, ze nie jestes nikomu potrzebna, to pomysl tez ze istnieje taka osoba dla ktorej jestes calym swiatem.

    Temus.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety generalnie życia większości ludzi na tej planecie są nic nie warte i nic by się nie stało, gdyby nas nie było, ludzkość na niczym by nie straciła. Ja jestem typem, który uważa, że samemu musimy nadawać sensu swojej egzystencji i jeżeli sami nie będziemy zadowoleni ze swojego życia nie mamy prawa oczekiwać, że inni będą nam mówić, że wszystko jest w porządku, ale może to dlatego, że jestem typem, który trzyma wszystko w sobie i sam zmaga się ze swoimi problemami. Nie lubię też bagatelizować problemów innych i mówić właśnie "nie marudź bo inni maja gorzej", bo to nie ma znaczenia, co się dzieje w życiu innych, liczy się nasze życie i nasze problemy i tylko my sami mamy prawo oceniać, czy nasze problemy są tymi dużymi, czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, trochę się z Tobą zgadzam. Chociaż kiedy patrzę na to, co mam u siebie w szkole, powinnam się zawstydzić. Bo ciągle marudzę, że nie mam na nic czasu i robię wszystko na ostatnią chwilę (albo i już po), a w porównaniu do polskiego liceum moje zajęcia to pikuś - 6 przedmiotów, phi! Mnie się jednak wydaję, że po prostu dostosowałam się do tego systemu i zapomniałam, jak to jest w Polsce. Tym bardziej, że tak naprawdę nie znam realiów jakie panują w polskich liceach. Cóż, trzeba po prostu wziąć dupę w troki i nie oglądać się na boki (poetka ze mnie, nie ma co).
    Też myślałam, że nie jestem nikomu potrzebna. Ale pomyśl, jak zareagowali by Twoi bliscy, gdybyś po prostu zniknęła? Poza tym nikt nie rodzi się bez powodu - to jest tylko nasze zadanie, by nadać życiu (swojemu i innych) sens. No i moźe jednostka ma małą siłę przebicia, ale już wiele jednostek tworzy silną grupę, która rzeczywiście może coś zdziałać.

    Oj, rozpisałam się (może nie do końca na temat, no cóż). W każdym razie powodzenia w pokonywaniu wszystkich przeszkód, jakie los postawi na Twojej drodze.
    PS. Ludzie z mojej szkoły też zwykle z początkiem IB nie mają pojęcia, co chcą robić w życiu - jestem nieliczną, która miała jako-tako wyznaczony cel. Także nie łam się - najważniejsze, że chcesz się uczyć, a reszta nie ma aż tak wielkiego znaczenia.

    Powodzenia~!

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem ci w sekrecie ( anonimowy w sieci tak bardzo), że już dużo razy też chciałam zniknąć. Bo przecież świat nie wybuchnie, gdy taka X nagle zniknie, prawda? Słońce będzie świeciło, księżyc będzie się obracać, a patrioci będą toczyć walki na śmierć i życie z lewackimi drzewkami. Niby wszystko będzie takie samo, z tą różnicą, że zniszczysz życie rodzinie i znajomym. Ludzie, którzy "znikają" zazwyczaj nie myślą o tym, co stanie się potem- co będą czuć wszyscy ci, którzy ich znali (mnie osobiście w co gorszych dniach trzyma wizja mojej małej siostry pytającej się rodziców gdzie jestem. Niby nic, niby żałosne, a już nie mogę się zdobyć na głupie ukradnięcie nożyka do papieru). Wiem, że to ciężkie, nawet jeśli wiadomo, że ktoś ma gorzej, bo ta świadomość nie pomaga. Co z tego, że dzieci w Afryce głodują? Ja nie jestem głodującym dzieckiem z Afryki, ja jestem taka a taka z miasta takiego i takiego z takimi problemami. To, że nadal będę żyć nie nakarmi tych dzieci. Ani to, że one głodują, nie rozwiąże mojego problemu.
    Jeśli mogę coś doradzić, choć łatwo sobie mówić: nie poddawaj się. Staraj się nie myśleć, co będzie jutro. Żyj chwilą. Obserwuj ludzi. Wyobrażaj sobie ich historie. Staraj się udzielać, staj się częścią tego świata. Wiem, że to trudne, zwłaszcza kiedy nauczyciele chcą cię jak najbardziej udupić, ale nie myśl o tym, nie myśl o swojej przyszłości. Skup całą uwagę na bliskich i na tym, co by zrobili po śmierci. Nie myśl o "znajomych" i "przyjacielach" czy "nauczycielach" "kierowcy z autobusu linii takiej a takiej", bo to osoby, które ciężko bo ciężko, ale może uda im się podźwignąć. Myśl o tych, których wiesz, że 100% cię kochają- może to być członek rodziny, chłopak/dziewczyna, przyjaciel czy pies, kot, surykatka, węgorz, może dziecko, które odwiedzasz podczas wolontariatu albo samotna staruszka, której pomagasz wynosić śmieci. Może to być zła rada, ale żyj dla innych. Oczywiście pod żadnym pozorem nie możesz zapomnieć o sobie i się zaniedbywać, ale nie myśl "co świat zrobi, gdy zniknę". Myśl:"co A czy B zrobi, gdy zniknę". Bo każdy ma A i B, którego życie się załamie i który już zawsze będzie żyć z tą świadomością, że nic nie zrobił, nie zauważył. "Zniknięcie" działa jak domino i pociąga za sobą kolejne osoby. Nie pociągnie to za sobą całego świata, ale ty też z pewnością masz osoby, na których ci zależy, a to one będą najbardziej cierpieć. To nie film, nie powrócisz z zaświatów w glorii i chwale, nie zaczniesz od początku ani nie staniesz się duchem, który będzie nawiedzał bliskich patrząc, jak na to zareagowali. Nie będzie Orfeusza, dzięki któremu powrócisz, nawet jakby chciał. Znikniesz, zero, kaput, nie ma cię, nie ma następnego rozdziału. Ty się zatrzymałaś, a świat idzie dalej, bez ciebie. I nie dlatego, że nikomu na tobie nie zależało, tylko dlatego, że twoi bliscy będą mieć 2 opcje: poddać się, załamać i pójść w twoje ślady albo podnieść się i budzić się z krzykiem do końca życia, każdego poranka.
    Wiem, że to trudne, chociaż nie mogę powiedzieć, że cię rozumiem, ponieważ każdy jest inny i ma inne problemy. Ale nie możesz się poddać. Nigdy nie wiesz, co cię czeka w przyszłości. Od ciebie, od twojego nastawienia zależy, jak będzie wyglądać reszta twojego życia. To trudne, ale nie masz ograniczeń, możesz być kim tylko zechcesz! Spróbować każdego zawodu, żyć w każdym kraju i cieszyć się chwilą z rodziną i bliskimi. Dlatego, choć to będzie katorga, musisz wciąż iść naprzód tak, że gdy będziesz już staruszką powiedzieć: popełniłam kilka błędów w życiu, ale nie żałuję. Ziemia się nie przestanie kręcić, ale życie niektórych ludzi tak. Zrób to dla nich, jeśli nie chcesz zrobić tego dla siebie.
    Się rozpisałam. Może dlatego, że dzisiaj śniło mi się, że popełniłam samobójstwo. I wiesz? Każdy mój taki sen kończy się tym, że wyobrażam sobie naiwnie, jak powracam, w ostatniej chwili przeżywam, zaczynam od nowa. Ale tak się nie da, mamy tylko jedną szansę. Dlatego musimy dać sobie radę, chociaż nie wiem, jak w cholerę trudne by to było.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam zamiaru Cię pocieszać, bo chwilowo żyje podobnie jak Ty. Właściwie to bytuję. Między jedna lekcja a drugą. Z ulgą ide do szkoły, bo chociaż wtedy mogę sie wyspać na lekcjach, i nie muszę myśleć nad tym wszystkim, czego będę musiała sie nauczyć w domu. Lekcje już mi bokami wychodzą. Chwałą Bogu, nie mam takich zaległości, ale kończę własnie semestr i wszystkie moje dobre oceny zostaja perfidnie zniszczone przez niezapowiedziane kartkówki i milion sprawdzianów na tydzień- moje dzieło leży w gruzach. W szkole nie mam do kogo gęby otworzyć, przyjaciele nigdy nie mają dla mnie czasu. Na dodatek bolą mnie non stop zeby i naprawde wolę nie myśleć, jak się leczy "wewnętrzny ropień" na zębie ktory posiadam. Nic a nic nie podoba mi się w moim życiu i nie mam siły nawet na nie psioczyć.

    I co robie w takiej sytuacji? Przeważnie nic, lewituję nadal miedzy jawą a świadomością i jak robot idę dalej. Ale jedna rzecz trzyma mnie przy życiu- jedna, jedyna rzecz i zobowiazanie. I to naprawdę jedyne, co mogę zrobić i poradzic w takiej sytuacji. Znaleźć sobie tą jedyna wieżę ostatniej szansy.
    Inaczej to wiesz co- pies zdechł.
    Czego ci nie życzę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje życie wygląda teraz dokładnie tak samo. Ale trzeba mieć nadzieję. Kiedyś to się zmieni, zobaczysz.

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem Ci coś żono, jako licealistka z ponad 2 letnim stażem-początki są wyjątkowo do dupy. Nawał przedmiotów, nowi nauczyciele, materiał z kosmosu i zero pomysłu na organizację. I cudowna komunikacja miejska/pks czy inne środki transportu. Nie wiem, jak to jest u was ze szkołami, ale u nas te z pierwszej dziesiątki czy nawet piętnastki nie są jeszcze takie zabójcze, bardziej cisną w szkołach od 15-go do 30 miejsca, bo po prostu kosztem uczniów chcą się wybić w rankingu. Może nie masz aż tak źle...
    Ale muszę przyznać, że nawet moja szkoła mnie męczy. Od 2 lat mam lekkie wory pod oczami, przynajmniej rano.
    Myślę, że 2 klasa będzie dla Ciebie odpoczynkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ejj, bez Ciebie byłabym innym człowiekiem!

      Usuń
    2. Może byłabyś łysa mhahahahahha :D

      Usuń
    3. Człowiek tutaj zatapia się w otchłani angstu, a tu mu nie pozwalają ;____;
      A ja bym była ruda :D

      Usuń
    4. Ja może bym był... mniejsza o kolor włosów! Łysy będę :C

      Usuń
  8. Jezu, zaczyna być źle, gdy nawet ludzie na bloggerze emosują. A to takie niezdrowe! A ja dodatkowo ani pocieszać nie umiem ani niezbyt lubię konieczność pocieszania. NO ale pamiętaj, masz jeszcze 2 lata liceum. Wiele ludzi w twoim wieku nie wie jeszcze co chce robić. I co? To powód żeby się załamywać i twierdzić, ze nic dobrego w życiu ich już nie czeka? Masakra. Jak bardzo pesymistą można być?

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie żyj dla ogółu. To nie ma sensu, ogół nigdy nie zauważa, poza tym jest po prostu... ogółem. Z definicji czymś, dla czego nie warto się starać. Masz mało, z notki wynika, że wręcz masakrycznie mało wolnego czasu, po co marnować to, co ci zostaje na myślenie o tym, jak bardzo nikogo nie obchodzisz. Przecież obchodzisz, tylko, że to nie jest ogół, a konkretne osoby. I tak jest lepiej, naprawdę. No więc generalnie żyj dla siebie i dla tych konkretnych osób, dla których coś znaczysz, a ogół, świat czy jakkolwiek to nazwać zostaw za sobą. Ty go nie obchodzisz, więc dlaczego on miałby obchodzić ciebie?

    Szkoła z definicji nie pozostawia wolnego czasu, ale tutaj potwierdzę to, co napisało już kilka osób powyżej -w drugiej klasie faktycznie jest łatwiej. Przede wszystkim dlatego, że to są już zajęcia typowo profilowane, więc wiele debilizmów typu wok czy podstawy przedsiębiorczości po prostu odpadają.

    A komunikacja miejska wcześniej zasuwała po Mordorze, innego wytłumaczenia, dlaczego jest tak cholernie nikczemna, nie widzę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie będzie idealnie. Wiesz, że marzę o takiej szkole? W której mogłabym się spełniać, bo w moim liceum to niemożliwe. No ale jest tak, ze żeby mieć coś dobrego, trzeba za to zapłacić, nic nie przyjdzie ot tak, za darmo. Ani dobra szkoła, ani dobra praca. To nieprawda, że wystarczy mieć cel w życiu i wierzyć mocno w jego spełnienie. Nie żałuj tego co jest, życie jest jak sinusoida, będzie lepiej. Byle byś nie dawała za wygraną, i parła do przodu, robiła to, co lubisz, rozwijała się nadal. Taki człowiek nie może przegrać życia!
    I pamiętaj, że jesteśmy dobrzy nie tacy jakimi jesteśmy, ale tacy jakimi pragniemy być :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też mam dość całej tej monotonności, nie umiem tak żyć, nie chcę marnować najlepszych chwil. Najgorsze, że nic nie można z tym zrobić.
    Dobija mnie myśl, jakie życie jest krótkie i jak bardzo je marnujemy żyjąc tak po prostu z dnia na dzień. Nie mogę znieść myśli, że po naszej śmierci wszystko co robiliśmy pójdzie w zapomnienie, nasze hobby, marzenia, plany, myśli, ulubione rzeczy. To takie straszne...

    OdpowiedzUsuń
  12. Hehe, no proszę. Niestety okres szkolny jest chujowo nudny i szczerze mówiąc łatwo wtedy popaść w marazm. Jak dla mnie, to nie brakuje Ci planu na przyszłość czy innego liceum, tylko pasji. Znajdź coś co Cię nakręca i zacznij to robić. Wtedy pomysły i dobry humor, a może nawet fajni znajomi, przyjdą sami. Tylko nie pierdol mi tu o braku czasu, bo jeśli ja mogłam pracować na etat po 10 godzin, a potem jeszcze organizować projekt międzynarodowy własnego pomysłu, to Ty możesz o tej 17 zabrać za pisanie/rysowanie/tańczenie/śpiewanie/chodzenie na spacery czy co tam jeszcze innego. Tym bardziej, że ma Ci to sprawiać przyjemność i będzie jednocześnie odpoczynkiem. Nie wiem kto wpadł na to, że odpoczynkiem może być tylko leżenie na kanapie. Jak się orze w polu, to może.

    Gdybym ja zniknęła wtedy, kiedy chciałam to zrobić, nie trafiłabym do gazety i nie przeżyła tych wszystkich związanych z nią przygód. Nie poznałabym też człowieka, na którym mi zależy, z którym razem planujemy i działamy, myślimy o przyszłości. Znikłabym w smutku, jako żałosny nikt, z przekonaniem o własnej bezwartościowości. Jak wrzucę na bloga mój tekst o znikaniu, który napisałam parę dni temu, to Ci podrzucę linka.

    OdpowiedzUsuń
  13. Współczuje mam trochę podobnie ale ciesz się życiem. I zrobiłaś duuużo dobrego przeciągając mnie na animpwską stronę mocy ;p

    OdpowiedzUsuń
  14. Myszo, smucisz się, więc zapraszam do mojej akcji, w której będziesz musiała się uśmiechnąć przynajmniej raz dziennie! winduru.blogspot.com/2014/01/wyzwanie-365-usmiechow-na-przekor.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Też jeszcze nie wiem co chcę robić, ale mam nadzieję, że jakoś to będzie. Na pewno dasz radę. ;3 Ja w tej chwili mam wolne, ale zapowiadają się najgorsze ferie ever (tak akurat przyszło mi to wyrażenie na myśl), praktycznie nie mam czasu dla siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i PS, dzięki Tobie zaczęłam lubić tego typu muzykę, możesz być z siebie dumna ;D

      Usuń
  16. Męczyć się warto dla tych krótkich chwil. Czytam twojego bloga od długiego czasu. Wcześniej widziałam cię radosną, zabawną, pełną różnych dziwacznych pomysłów dziewczynę. Teraz jest źle, ale potem będzie lepiej :). Zobaczysz ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. No to ja wypowiem się krótko: Uśmiechnij się, żyj każdą chwilą, nie poddawaj się i miej nadzieje na lepszy dzień C:

    OdpowiedzUsuń
  18. Nawet nie wiesz jak dobrze cię rozumiem. Od pewnego czasu ja sama nie mam życia, w kółko tylko nauka i brak czasu na cokolwiek. Powiem ci, że ja również nie mam w chwili obecnej pojęcia co mam zamiar robić w przyszłości, kiedyś widziałam siebie w roli lekarza, ale to był właściwie wymysł rodziców, chciałabym móc robić coś, co sprawiłoby mi radość, ale wszyscy twierdzą, że to nieopłacalne. W dodatku ostatnio coraz bardziej oddalam się od ludzi, mam czas właściwie tylko dla dwóch osób, reszta to zawistne istoty, które tylko czekają na moje potknięcia, cieszą się z moich niepowodzeń, czy takie wredne pomioty można nazywać ludźmi?
    Myszo, napisałabym coś jeszcze o sobie, bo również uważam, że moje istnienie jest niepotrzebne, ale czy nasze emosowe rozumowanie ma sens? Od pewnego czasu próbuję podchodzić do wszystkiego bardziej pozytywnie, staram się wyjść z tego emocjonalnego kanionu i próbuję przeznaczać każdą wolną chwilę na coś co sprawia mi przyjemność, czasem nawet olewam te wszystkie 100 sprawdzianów i zostaję w domu po to, aby moja psychika w pewien sposób odpoczęła od tego nieprzyjaznego środowiska. To samo z byciem komuś potrzebnym: jeśli będziesz sobą, to prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto nie będzie mógł bez ciebie żyć. Wiem, że moje pseudowywody są banalne i bez większego ładu i składu, ale no Myszo, głowa do góry!
    Swoją drogą, już chyba do końca życia wszelkie grzyby i kosmici będą mi się kojarzyć z twoimi teoriami spiskowymi :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie poddawaj się. Prawdopodobnie kiedyś Ci się to opłaci, bo nic co robimy nie robimy na marne ;) Trochę pozytywnego myślenia działa cuda - uwierz mi, wiem to z własnego doświadczenia <3 Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam teraz podobny czas, a w nim: brak sił, smutek, zwątpienie...

    OdpowiedzUsuń
  21. Masakra rozbijać się po innych miastach, żeby trafić do szkoły. Podziwiam, bo dla mnie 15 min drogi autobusem do uczelni to ból tyłka. xD I nie martw się, raczej nikt w tym wieku dokładnie nie wie czego chce od życia i kim chce być. Tak na prawdę to wychodzi w praniu i często odnajdujemy swoją drogę po hmm... długim czasie? I często po zdobyciu tytułu magistra, nie z tej dziedziny jaka nas na prawdę kręci. W każdym bądź razie: dasz radę~

    OdpowiedzUsuń