czwartek, 21 listopada 2013

Monochrome War

      Cud się zdarzył, mysza napisała opowiadanie, opowiadanie o kosmitach. Nie wiem, czy jest bardzo złe, złe, czy takie sobie, wiele pracy przede mną. Zamieszczam je tutaj i czekam na szczere opinie  to ważne, chcę się poprawiać i pisać coraz lepiej. Tutaj starałam się bardzo ograniczyć opisy przeżyć wewnętrznych i ogólnie specyficznie ujmować emocjonalność bohaterki (co ja właśnie napisałam, ale dobrze, to brzmi mądrze), by pokazać jej problemy psychiczne. Dajcie znać, jaki jest efekt. Zapraszam do czytania! 

http://www.zerochan.net/1618664#full
Żeby notkę jakoś ubarwić. 


zielone, zielone, zielone

     Widzę zieleń, wszędzie, gdzie tylko nie spojrzę, panuje zieleń. Otaczają mnie mundury wojskowe. Do moich uszu dociera komenda, wyprężam się i salutuję. Uwielbiam to robić, czuję wtedy, że wszystko znajduje się dokładnie na swoim miejscu. Zawsze lubiłam porządek, może dlatego wstąpiłam do wojska. Armia była niezbyt liczna, od dawna panował pokój, ostatni pobór przeprowadzono dobre sto dwadzieścia lat temu. Jestem ochotnikiem, jak każdy. Nie liczy się to, że jestem denerwująco niską  blondynką, takim chucherkiem, które nijak nie pasuje do obrazu idealnego żołnierza  uważam, że ciężką pracą można zdziałać prawie wszystko. Myślę sobie czasem, że poprawnie wykonuję swoje obowiązki i samolubnie nazywam się dobrym żołnierzem. 


czerwone, czerwone, czerwone

     Nadeszli znienacka, nie sposób było tego przewidzieć. Po prostu nagle na niebie pojawiły się błyszczące metalem srebrne spodki. Jak się głębiej zastanowić, to nawet zabawne, że kosmici naprawdę budują swoje pojazdy w kształcie klasycznego latającego spodka, najbardziej kiczowata i oklepana wizja okazała się być prawdziwa. Nie jest mi jednak do śmiechu, choć ciężko mi to przyznać, boję się, okropnie, strasznie się boję, ale to nieważne. Zaatakowali jedno z miast w Nawce, niebo rozbłysło czerwonym światłem, jakby wystrzelono gigantyczną flarę, niestety, obiekt nie zmierzał ku górze. Nagle połowa miasta przestała istnieć, po prostu stało się, wystarczył jeden pocisk. Tego po prostu nie można sobie wyobrazić. Jeszcze wczoraj dwa tysiące osób oddychało, jadło, rozmnażało się, poruszało, robiło wszystko, co robią żywe istoty. Zamiast niskich welkesowych kamienic i owalnych parków można zobaczyć jedynie krater. Piękna barwę ma skała macierzysta.


srebrne, srebrne, srebrne

Nie wiem, dlaczego, nikt na tej planecie tego nie wie. Nie było żadnych zwiastunów, żadnych informacji czy komunikatów jak w filmach, radary też nie zauważyły żadnego zbliżającego się obiektu, gdy trzy statki pojawiły się w polu ich widzenia, było już za późno. Inwazja kosmitów, nie cierpię takiego czegoś, zupełnie burzy porządek. Nienawidzę nieplanowanych rzeczy. Nie wiem, czy jestem bardziej zdegustowana czy przerażona, ale to nie ma absolutnie żadnego znaczenia, teraz liczy się obrona naszego kraju, całej planety! Przez tyle lat nie próżnowaliśmy, choć nie toczyliśmy wojen, laboratoria pracowały cały czas, nie sposób zatrzymać postępu i powstrzymać odkryć. Nikt jednak nie myślał, że kiedykolwiek przyjdzie nam wykorzystać w praktyce wiedzę zdobytą na szkoleniach, a przynajmniej tę jej część. Mogę być przydatna, mogę wypełnić swój obowiązek. Niecierpliwie przygryzam wargi. 

      Nawiązali z nami kontakt, rychło w czas. To były najstraszniejsze dni w moim całym marnym życiu, ale nigdy nie czułam się tak potrzebna, robiłam coś właściwego. Zazdroszczę wszystkim, którzy zostawali w dole i mogli zajmować się planowaniem i obsługą naziemnych dział. W specjalnych statkach, małych i szybkich, ruszałam ku srebrnym dziwadłom. Nie wiem, jakim cudem udało mi się przeżyć, ręce tak bardzo mocno dygoczą, choć staram się to ukrywać. Cztery razy wsiadałam do maszyny i atakowałam, za każdym razem dygotałam coraz bardziej i bardziej, nie potrafię tego powstrzymać. Co za słabe ciało. Dzisiaj po raz pierwszy nie ubrałam kombinezonu i nie wystartowałam razem z oddziałem. Trwają ,,rozmowy" z tymi cholerami, nie mogę doczekać się, kiedy dobiegną końca. Każdy człowiek czuje to samo napięcie. Siadam na rękach, ale to nie pomaga, teraz całe moje ciało drży. Takie słabe.


białe, białe, białe 

     To największy absurd, jaki widziałam. Jestem wściekła, wściekła jak nigdy. Żałuję, że to już koniec i nie mogę wsiąść do maszyny i rozwalić tego wszystkiego. Ich, naszych władz, wszystkiego. To tylko nieporozumienie! Co to ma być?! Nieporozumienie, nieporozumienie, do cholery! Przecież to jest jakiś żart. Zniszczyli pół miasta, zniszczyli czternaście statków! To ma być nieporozumienie? Złość miotą mną po całym pokoju, w końcu zatrzymuję się na jednej ze ścian i łapię za głowę. Mam ochotę wyrwać z niej każdy włosek. Przecież oni zgłupieli, jak mogli łyknąć takie coś, tak gładko? Te wyjaśnienia nie nadają się do niczego, to wszystko nie tak! Najpierw pojawiają się i atakują, a teraz białe flagi? Okazali się być tak podobni do nas, nieprawda. Co z tego, że krew jest tak samo czerwona, gdy nie mogę spojrzeć w te wielkie, wypukłe oczy zajmujące pół twarzy, nie mogę przekonać się do tych obrzydliwie cienkich kończyn? To jakiś żart.


żółte, żółte, żółte

     Zalewa mnie gorycz. Działam jak w transie, nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. Moje ręce nadal drżą. Ambasady, porozumienie, nowe nauki, tyle rzeczy się dzieje, pożerają się tak łapczywie. Ohydne. Oczywiście, przeprosiny, oczywiście żałoba, ale wszyscy jakby zapomnieli. Opór sceptyków powoli zanika. To nie może dziać się naprawdę. Nawet ja muszę przestać. 


niebieskie, niebieskie, niebieskie

     Oślepia mnie światło. Niebo jest takie, jak być powinno. Porządek. Jestem już przygotowana. Nie mogę tego zaakceptować. Nie podoba mi się to, co stało się ze światem. Co stało się z ludźmi, czy wydłubano im mózgi łyżką i zjedzono? Gdzieś mam te wspaniałe korzyści. Taka ładna, archaiczna broń jest w moich rękach. Te straszne przebłyski w głowie, że może jednak to prawda, może mają rację. Przecież wiem dobrze, że ją mają. Wiem, że to tylko moja własna trucizna, ale nie mogę przestać.


granatowe, granatowe, granatowe

     Słońce ukrywa się, zadowolne. Widzę ich odległe, błyszczące gniazda, tak niewyobrażalnie dalekie, i dobrze. Ale niestety, nie wszystkie, niektóre są tak straszliwie blisko. Zmierzam właśnie ku jednemu z nich, krok za krokiem, piękny, równy rytm. Raz, dwa, trzy, cztery, idę ze śpiewem na ustach. Piosenka całkowicie wyrwana z kontekstu. Przynajmniej ładnie brzmi. Chciałabym żyć życiem, do którego jest adekwatna. Nie, nie, podoba mi się jednak moje. Zrobiłam, co mogłam, wykonywałam obowiązki. Mimo wszystko, jestem z siebie dumna. 


Nawet jeśli miną lata i samochody zaczną latać po niebie,
 Nawet jeśli na pewno po wielu latach maszyny zaczną mówić,
Zanim cokolwiek powiesz lub nazwiesz coś wygodnym, 
Proszę, ulecz najpierw rany w swoim sercu.

     Jestem już coraz bliżej, coraz bliżej. Świat staje się coraz ciemniejszy, wiatr wieje coraz mocniej, śpiewam coraz głośniej. 

Jeśli po takim niebie zaczną latać pociski, 
Jeśli z tego powodu zaczniesz błagać o szczęście,
To musisz stać się życzliwą osobą, 
Ciekawe, czy uda mi się o tym przekonać samego siebie.

     Taka straszna cisza, choć taki głośny wiatr. Ręce dotykającego ciepłego metalu tańczą niekontrolowanie. Widzę już światła. 

Śpiewałem piosenkę o mojej chęci napotkania śmierci, 

Nawet wtedy wbito we mnie kolejny kołek. 




czarne, czarne, czarne

      Stop. Jestem u celu, myślę sobie, że to dobre miejsce. Idą. Nie wiedzą jeszcze niczego, ale ja wiem, dokładnie wszystko zaplanowałam, to nieistotne, że w zasadzie nie było czego planować, bo to, co robiłam nie było specjalnie skomplikowanym działaniem. Jeden zbliża się do mnie na odpowiednią odległość. Widzę go znad długiej lufy, nagrzanej ciepłem moich drżących rąk. Teraz już nie dygoczą, naciskam spust. Krew jest raczej pomarańczowa. Jestem upojona radością i siłą nocy. Oddycham głęboko, wypełniając się najcudowniejszym powietrzem. Jest mi tak lekko.


pomarańczowe, pomarańczowe, pomarańczowe

     Kolejny i kolejny, euforia wzrasta. Teraz biegną ku mnie cała gromadą, zaraz zginę. Czy zabiliby mnie? Nie wiem. Wyciągam inną broń, którą łatwiej jest przystawić do głowy i strzelić. Uśmiecham się.


tytuł opowiadania to aluzja do Monochrome Ward

25 komentarzy:

  1. To nie jest typowe opowiadanie, więc nie ocenię go pod względem warsztatowym na przykład, ale pomysł mi się podoba. Zazwyczaj głos w takich historiach ma tłum, tu jednostka, specyficzna w dodatku. Dzięki temu całość jest ciekawsza i bardziej wiarygodna psychologicznie niż typowe SF. Ogólnie spory plus, chętnie poczytam jeszcze coś Twojego, jeśli wena dopisze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko oceniać warsztat, który jest tak skrajnie słaby ;) Wena właśnie nie dopisuje, więc nie mam jak się wprawiać. Paradoks myszy.

      Usuń
  2. Nowelka <3 Szkoda, że taka krótka and have no happy end. Jakby to powiedział hardkorowy geodeta "prze**** ********" itd itp :D Nowelka świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hardkorowy geodeta powiedziałby tak:
      ,,************ **** ****** ****
      podobało mi sie
      ale zakonczenie njeszczensilife"
      XD

      Usuń
    2. i bochaterka taka pósta

      Usuń
    3. Rozdziały za dórzo pomieszane!

      Usuń
    4. nie wiadomo, o so hodzi.

      Usuń
    5. ale pżyda sie kontynułacja.

      Usuń
    6. co z tego, że umarła XD kontynuacja musi być.

      Usuń
    7. To trzeba zmienić zakończenie, bo głópie!

      Usuń
  3. Tak mało komci? :c
    Ja już Ci pisałam, co o tym myślę, a Ty mi nie wierzyłaś, że jest dobre! ;cccc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mało, bo przed chwilą wstawione, no i komu by się to chciało czytać. Mnie by się nie chciało, gdybym nie była autorką. Ale może bym przeczytała, jak jest wyjustowany tekst i z akapitami.

      Usuń
  4. Ciekawe opowiadanie, według mnie dobrze, że nie kończy się happy endem, bo by po prostu nie pasował ;) Swoją drogą, chciałabym poznać lepiej twoje wyobrażenia na temat kosmitów (jakie zmiany mogliby wprowadzić na Ziemi, jak porozumiewaliby się z ludźmi, czy są istotami mądrzejszymi od ludzi, czy przeciwnie, itd) :D
    Z chęcią przeczytałabym jeszcze jakieś opowiadanie twojego autorstwa :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie nietypowe. I ciekawe. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podoba mi się koncepcja, podoba mi się sposób, w jaki prowadziłaś przez wydarzenia.
    Czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobre jest! naprawdę, spodziewałam się typowej gadki o ataku kosmitów i super-dziewczynie która ratuje świat. A tu spotkałam normalnego człowieka, wystawionego na zimny wiatr historii. Kolory bardzo uplastyczniają całe opowiadanie, dzielą je na części w bardzo nietypowy sposób. Jak dla mnie- to jest piękne. Ta historia, właściwie uniwersalna, to samo może stać się przy inwazji kosmitów i to samo działo się przy wszystkich wojnach i pokojach zawieranych nawet wiele setek lat temu. naprawdę świetne. Nie rozumiem czemu czepiają się formy, nie widzę tu większych błędów, w każdym razie żadnych rażących. Bardzo dobre opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, czy takiego normalnego, ta baba ma poważne problemy ze sobą. Dziękuję :D

      Usuń
  8. No dobra. Nie wyczułam aluzji do Vocalodiów, bo ich nie słucha, i choć cholernie podobają mi się teksty ich piosenek i ogólna ich stylizacja, to ten beznamiętny głosik do mnie nie przemawia, nie wiem, nie wiem, czasem ich słucham, ale raczej rzadko (inna sprawa, że niekiedy ludzie potrafią śpiewać jeszcze bardziej beznamiętnie od Vocalów, eww).
    Podoba mi się ten motyw oddzielania od siebie kolejnych fragmentów kolorami, kojarzy mi się to trochę ze "Złodziejką Książek", tam bodajże pierwsze trzy rozdziały były niejako analogią do kolorów nazistowskiej flagi, ahem... no, zamysł (mniej-więcej) podobny.
    Bohaterka. Bohaterka jest świetna. Nie popiszę się teraz zbytnią oryginalnością, ale uwielbiam ten typ postaci, które najchętniej całe to kosmiczne ścierwo rozwaliłoby w radioaktywną ektoplazmę. Kosmos dla ludzi, ziemia dla ziemiaków. Howgh.
    (no chyba, że mówimy o kosmosie Dżordża Martina. Tutaj mogę nawet zezwolić na wizy. Jak widać, nawet sobie samej nie pozwolę mieć ostatniego zdania).
    Cóż więcej mogę napisać? Słitaśne opka opatruję szerokim i nikczemnym komentarzem (myślowym), dobre opowiadania, zwłaszcza takie, które mi się spodobały mimo, że nie lubię science-fiction... nie. Ale mogę zagonić Wenę kijem do Twojego umysłu, jeśli pomoże ci to w pisaniu, bo to było tak bardzo, cholernie, boleśnie dobre, że płaczę i chcę więcej (a kiedyś może uda napisać mi się coś bardziej konstruktywnego) ;_____;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beznamiętny głosik? A jakich Vocaloidów słuchałaś? Zapewniam, nie wszystkie mają beznamiętny głosik, do tego wiele zależy od użytkownika. O, proszę:
      http://www.youtube.com/watch?v=l8B6wH23xpQ
      http://www.youtube.com/watch?v=PsC131wPnlA
      Czytałam, czytałam, co prawda dawno, ale motyw flagi jest jedną z niewielu rzeczy, jakie zapamiętałam.
      No nie, nikt nie widzi bohaterki jako osoby z bardzo poważnymi problemami, ughhuhu, chyba źle ją przedstawiłam, muszę bardziej pokombinować. Z pewnością najchętniej rozwaliłaby to całe kosmiczne ścierwo, ale powody, z jakich by to uczyniła, raczej niezbyt są chwalebne,
      Dziękuję, zwłaszcza za zaganianie weny kijem ^^

      Usuń
  9. Dobra teraz powiem naprawdę szczerze.... Twoje opowiadanie naprawdę ale to naprawdę mi się spodobało ^ ^ Zwłaszcza koniec i nie dlatego ze to był właśnie koniec xD Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  10. Podoba mi się końcówka :) To bardzo dobre zakończenie, bez niepotrzebnej kiczowatości w stylu "i żyli długo i szczęśliwie" albo zamknięcia w psychiatryku tudzież interwencji jakiś służb specjalnych nie wiadomo skąd. Jak dla mnie - postać bohaterki cudownie wykreowana. Warsztat wcale nie jest tak słaby jak wszystkim mówisz, specjalistką nie jestem ale sporo w życiu przeczytałam i to jest dobre. Z podziałem na kolory pomysł jest fajny, trzykrotne powtórzenie - mało kto wpada na pomysł, że coś takiego fajnie wzmacnia efekt. Nie dość, że skupiasz się na tytule a nie tylko przelatujesz po nim wzrokiem to jeszcze mam takie skojarzenie, w sumie wojennej scenki, gdzie człowiek się kiwa na boki w szoku i powtarza coś jak mantrę. Żeby nie było zbyt słodko, jakiś taki chaos w tym wersie: "Inwazja kosmitów, nie cierpię takiego czegoś, zupełnie burzy porządek." Nie wiem czemu ale coś mi się tu gryzie. No i (chyba) literówka w piosence w wersie: "Jeśli po taki niebie zaczną latać pociski". A tak to naprawdę super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od samego początku widziałam tylko zakończenie ;) Cieszę się, że Ci się podobało, lecę poprawiać literówkę!

      Usuń