środa, 30 października 2013

Październikowe mangi niczym grzyby

      W październiku mangi sypią się jak grzybki po jesiennym deszczu. Ale co ja tam mogę wiedzieć, skoro w tym roku nie byłam na grzybobraniu, bo na nic nie ma czasu, te potwory i tak mnie dopadną  oglądam film o Wałęsie, a tu on grzybki zbiera. W tym momencie stwierdziłam, że chyba coś mnie już powoli zaczyna przerastać, skoro chitynowe straszydła potrafią mnie znaleźć nawet w kinie. Ano tak, przecież kin(o) to po japońsku grzyb


Kobato. #1
Pandora Hearts #7
Ty i Ja Etc. #1
Pet Shop of Horrors #1
DOGS: Bullets & Carnage #3
Welcome to the NHK! #8

wtorek, 22 października 2013

usta brudząc drewnem i kamieniem


Ostatnio ciągle słucham sobie Cantarelli, wiem, wiem, oryginał jest lepszy. Czy uwierzylibyście, że śpiewa to Vocaloid? Ech, jak ja lubię osoby, które zarzekają się, że poznałyby zawsze i wszędzie syntezator, ale nigdy nie interesowały się Vocaloidami i UTAUloidami i nie wiedzą nawet, czego się spodziewać. 

czując ostrym grafitem ołówka
dwie warstwy nerwów w wargach
zdzierając z nich skórę paznokciem
rozkręcam zegarek
który nigdy mnie jeszcze nie zainteresował 

sobota, 19 października 2013

Grzybowe Grzyby na Grzybowe Czasy – największy organizm na świecie.

     O tym, że mam obsesję na punkcie grzybów, zapewne wiecie. Są moimi największymi wrogami, zaraz po kosmitach (chociaż mam teorię, że grzyby mają z kosmitami wiele wspólnego, na pewno współpracują), prześladują mnie, ale jednocześnie fascynują. Okropnie denerwuje mnie, gdy ludzie mówią, że grzyby to rośliny - przecież już od dawna wiadomo, że te potworne organizmy mają więcej wspólnego ze zwierzętami niż z roślinkami, co sprawia, że stają się jeszcze straszniejsze, o ile to w ogóle możliwe. One już dawno opanowały świat, jak to się dzieje, że nikt do tej pory tego nie zauważył?! 

     Co jakiś czas będę rozwodzić się na blogu nad ich wspaniałą i zarazem ohydną grzybowatością i zaprezentuję kilka naprawdę dziwnych grzybków, dzisiaj pokażę Wam coś monstrualnego. 

http://www.zerochan.net/768114

Genialna piosenka, ona jest o mnie! Klik w link i słuchać, bo zły blogger nie pozwala mi zamieścić tutaj wersji z polskimi napisami wykonanymi przesz naszą nalepsiejszą piniakorin.

środa, 16 października 2013

Odpoczynek intelektualny, więc buty zimowe.

      Raz na jakiś czas można sobie odpocząć (umysł przecież też musi odetchnąć) i wstawić notkę o głupotkach.  Na przykład o nowych butach. Bardzo wdzięczny temat.

Glany na płytkach. Ładny jest tupot stukot. Jakbym miała diamenty na obcasach. Piosenka kiedyś taka była, prawda? O dziewczynce, która zażyczyła sobie właśnie takich diamentowych pantofelków?
     Nareszcie kupiłam sobie glany, długie, dwudziestodziurkowe glany, od zawsze o takich marzyłam, ale oczywiście a to nigdzie nie mogłam ich znaleźć (Nagle wszyscy noszą 41, znacie ten ból, prawda?), a to mama stwierdzała, że po co mi kolejne glany, przecież mam już jedne, dziesięciodziurkowe. Jak sobie obserwuję ludzi, to dochodzę do wniosku, że teraz jeśli masz glany/martensy to masz plus ileśtam do lansu, przepraszam, do swagu. Buty jak świętość, jak masz, jesteś fajny. W nazwach blogów, na zdjęciach, wszędzie, wszędzie glany. Hej, to brzmi jak narzekanie hipstera, który jest zdenerwowany tym cudowaniem, bo przecież to tylko on nosi glany odpowiednio i wcale nie robi tego dla szpanu! Hmm, czemu ja ciągle brzmię w ten sposób, to wina kosmitów. Kosmici to takie moje NHK tudzież Tusk  nie wiadomo czyja wina? Jak to nie wiadomo! Wina kosmitów/grzybów! Kończąc dygresję  niestety, jak zwykle się nie popisałam, bo powody, dla których noszę glany są zdecydowanie nudniejsze  po prostu mi się podobają. Te niezapomniane wrażenia zmysłowe, które oferują mi wiązane buty... Bo u mnie to tak  albo buty bardzo lekkie, albo bardzo ciężkie. Oczywiście, jak to ja, zapomniałam napisać, że zarówno stare jak i nowe glany to Steele. 

sobota, 12 października 2013

Shingeki no Kyojin – tak bardzo dobrze, tak strasznie źle.

      W każdym sezonie jest jedno takie anime, które z jakiegoś powodu staje się niezwykle popularne i błyskawicznie zdobywa rzesze fanów oraz jeszcze większe stada hejterów. Hitem ostatniego sezonu było Shingeki no Kyojin, jak zapewne wie każda osoba, która choć trochę interesuje się mangą i anime. Shounen, ale w nieco mroczniejszych klimatach. Po małej nieobecności wracam z recenzją.

http://www.crunchyroll.com/attack-on-titan
      Świat ludzi bardzo się skurczył. Mieszkają tylko na niewielkim obszarze, w trzech dzielnicach, chronieni wysokimi murami. Chronieni przed czym? Przed wielkimi, niekształtnymi stworami, które nie muszą jeść i pić, nie posiadają narządów rozrodczych, a zabicie ich jest niesłychanie trudne  przed tytanami. Pojawili się oni mniej więcej sto lat przed początkiem akcji, nikt nie wie skąd i w jakim celu. Pewne jest jedno – uwielbiają pożerać ludzi. Koszmar jednak jest już za ludzkością, znaleźli bezpieczne schronienie  mogłoby tak być, gdyby nie to, że mówimy w końcu o anime  pewnego dnia przed zewnętrznym murem materializuje się gigantyczny tytan, większy niż wszystkie, które kiedykolwiek widziano. Jednym kopnięciem robi dziurę w murze, pomaga mu w tym jego mniejszy, ale niezwykle twardy kolega. Wspaniałe mury zostały naruszone, tytani wdzierają się na tereny zajmowane przez ludzi, jednym słowem początek końca.

poniedziałek, 7 października 2013

Głowy Platona znad rulona.

       Łoboże, to straszne! W jednej z sali w mojej cudownej szkole, stoją w kącie zwinięte arkusze papieru. Z wnętrza jednego z nich wystają papierowe, wycięte głowy różnych filozofów. Pewnie im tam ciasno, bo wyglądają, jakby cierpieli, tylko jeden figlarnie wygląda znad tekturowej tuby. Może dolna część jego twarzy wyraża niezadowolenie grymasem wykrzywionych ust? Nie potrafię odgadnąć ich imion, nigdy nie byłam dobra w rozpoznawaniu twarzy, taka delikatna prozopagnozja. 

Oto zdjęcie tego cudu. Metalowa część się nie załapała, jest za rulonami i wystaje na górze. Fotografia wbrew pozorom nie była robiona kotletem, tylko telefonem koleżanki. W sumie, gdybym powiedziała człowiekowi, który żył pod koniec XIX wieku, że ktoś zrobił zdjęcie telefonem, to pewnie miałoby taki sam wydźwięk, jak dzisiejsze robienie telefonu kotletami.
     Za zwojami brązowych arkuszy, kryje się jakaś część mechaniczna, nie chcę wiedzieć, z jakiego ustrojstwa pochodzi, ale mój umysł, wypaczony polskimi komediami, nieustannie podpowiada mi, że to coś związanego z treblinkami. 

     Jak mam się skupić na lekcji, gdy patrzy na mnie głowa Platona znad rulona? Tyle osób o zupełnie sprzecznych poglądach uwięzionych w zwoju, kiszących się we własnym sosie. Ktoś tutaj przygotowuje kiszonych myślicieli, czyniąc ich śródziemnomorską egzotykę bardziej swojską, za pomocą kuchni polskiej? Mam nadzieję, że nie zapomniał dodać kopru. Teraz jestem już niemal pewna, że dolna część twarzy spoglądające znad tuby mędrca, oddaje całe niezadowolenie, które lęgnie się w kiszonym filozofie. Może dorzuci się tam jeszcze jakieś kolumny i inne wytwory antycznej architektury, niby jakiś kamienny chrzan. Makabryczna dekoracja. 


     Już miałam zabrać się za rozmyślanie nad tym, czym jest dla mnie kultura, już chwyciłam długopis, już otworzyłam zeszyt, gdy nagle widzę sześć główek filozofów?! Jak można się skupić, gdy patrzy na mnie głowa Platona znad rulona?

sobota, 5 października 2013

Znalazło się miejsce.

      Ogłaszam wszem i wobec, że jeszcze żyję, choć czuję się troszkę nadgnita, ale to nic. Znalazło się miejsce na mangi, co prawda już dawno, ale z powodu tajemniczej siły, która sprawiała, że moje ciało i umysł opanowało jakieś dziwne zmęczenie, wstawiam zdjęcie dopiero teraz. 


        Nie mam pojęcia, dlaczego to zdjęcie wygląda tak tragicznie. Zrobiłam kilka fotek, a wszystkie były do kitu, więc trzeba zadowolić się tym. Chyba jakaś klątwa. Obok mang stoi też kilka książek, ale za jakiś czas pewnie zostaną wyparte z tego zacnego miejsca... Na zdjęciu widnieje siedemdziesiąt dziewięć mang, jeszcze tylko jedna, a będzie ładne i okrągłe osiemdziesiąt sztuk.