czwartek, 27 czerwca 2013

Poszarpany i Krzywy Krzew

źródło: zerochan.net
           Na tym świecie istnieje mnóstwo zagadek, choć może się wydawać, że wiemy już niemal wszystko, to nadal pozostaje mnóstwo pytań bez odpowiedzi, a na niektóre z nich nie jesteśmy nawet w stanie próbować odpowiedzieć, albo udało nam się odkryć prawdę tylko częściowo. Tematyka takich problemów jest bardzo zróżnicowana, od spraw duchowych, przez prawda wszechświata po zasady rządzące naszymi własnymi ciałami. Co dzieje się po śmierci, czy istnieje jakaś siła wyższa, ile jest wszechświatów, które teorie są prawdziwe, w jaki sposób dokładnie zachodzi duplikacja organelli w komórce, czy jest takie coś jak cud, jak można leczyć raka, do jakiego stopnia materia jest podzielna, dlaczego ludzie nie mogą się porozumieć, jak pracuje mózg, w jakim celu powstały linie w Nazca, czy zdolności paranormalne to prawda, czy tylko sztuczki, kto pomagał starożytnym cywilizacjom, ile istnieje wymiarów, na jakich zasadach to wszystko działa? Jak tak to sobie wszystko uświadomić, to nagle wydaje się, że stoi się na niczym i więcej jest nieodkrytych tajemnic. Kiedyś ludzie nie wyobrażali sobie, że nasza wiedza osiągnie taki poziom, dla nich zagadki, które już rozwiązaliśmy, wydawały się być tak samo nierozwiązywalne jak te, z którymi mierzymy się teraz. Chciałabym, by prognozy były jednak optymistyczne i by kiedyś, w odległej przyszłości, udało się nam dotrzeć do odpowiedzi. Wtedy pojawią się kolejne trudności, czy nastanie taka epoka, gdy będziemy wiedzieć absolutnie wszystko, czy to w ogóle jest możliwe? W tych czasach to zapewne nie będziemy już my, cały czas potajemnie zachodzą zmiany. To jest trochę przerażające, czy na siłę szukam problemów, które mogłyby zaprzątać mi głowę, czemu myślę o rzeczach, o których myślało do tej pory już tylu ludzi? Czy to aż tak dokucza? Gdzie są granice naszego poznania? Kiedy ustąpimy miejsca naszym spadkobiercom, jak bardzo będziemy się od nich różnić, jakie pozostaną w ich myśli o nas? Najgorsze jest to, że niewiedza jest wszędzie, przenika wszystko, jest tak blisko i tak daleko, czai się nawet w nas, w środku. Nie wiem nawet jak dokładnie działa moje ciało, nie wiem w jaki sposób powstałam, nasza historia przypomina raczej poszarpany i krzywy krzew, a nie schody prowadzące ku doskonałości. Wiem więcej o powstawaniu koni niż o naszej drodze. Stojąc na niczym staramy się sięgać po czarne obszary. A najlepsze jest to, że nie wiem także, jak działa mój telefon (mniejsza o to, że on jest jakiś dziwny), a przecież jest on bez wątpienia ludzkim wytworem. Oczywiście, są osoby, które doskonale orientują się w takich sprawach, ale to wszystko staje się jakieś odległe, przechodzi na zupełnie inny poziom. Czy kiedyś nikt już nie będzie wiedział, jak to naprawdę wszystko się dzieje, będziemy tylko bazowali na schematach, nie potrafiąc ich zrozumieć i ulepszając je? Im bardziej poznajemy świat, tym coraz bardziej przestajemy rozumieć sami siebie. Czy to tylko wygląda jak pułapka, czy to tylko pozory lub moje niewłaściwe tropy?



        Praktycznie wszystko można znaleźć w wersji vocaloidowej lub UTAUloidowej. Naprawdę. Czasami autentycznie prawie spadam z krzesła, gdy wpadam na pewne ich covery. 

wtorek, 25 czerwca 2013

Tag Bumerang i Zagadka dla Was

       Tag powrócił do mnie rykoszetem za sprawą Nemezis, której dziękuje za nominację. Teraz słuchajcie, bo wydarzyło się coś bardzo strasznego, mysza wpadła w tryb otakizmu i nie ma czasu, by siedzieć na bloggerze, ale i tak będzie się starać.


1. Twoje najgłupsze (a raczej najbardziej irracjonalne) marzenie z dzieciństwa.
Nie wiem jak to działa, ale czemu w tagach zawsze pojawiają się pytania o marzenia? Nie pamiętam dokładnie, wiele moich ówczesnych marzeń ciężko jest opisać słowami, ale chciałam mieć skrzydła. Może starczy.
2. Twój największy sukces?
Nie mam jednego sukcesu, który górowałby nad innymi. Może cały zespół zmian, który zaszedł w czasie mojej nauki w gimnazjum. 
3. Rysowanie czy pisanie?
Bardzo lubię obie czynności, ale w rysowaniu jestem kompletnie beznadziejna, a w pisaniu tylko beznadziejna, więc wybieram pisanie.
4. Jaki gatunek filmowy/literacki lubisz najbardziej?
Nie potrafię tego określić jednoznacznie, ważne, by pojawiały się elementy nadnaturalne, a zresztą, co ja się będę szczypać, uwielbiam sci-fi i trochę mniej fantasy.
5. Współczesne bajki - co o nich sądzisz? Ogłupiające czy ciekawe?
Z pewnością trafiają się i takie i takie, ale niestety, chyba bajki stają się coraz bardziej ogłupiające.
6. Horrory - lubisz czy niekoniecznie?
Lubię, ale często na nich zasypiam i nie wiem, jak się wszystko potoczyło dalej.
7. Co sądzisz o tagach? Jak myślisz, jaki mają cel?
Nemezis, kocham Cię za to pytanie! Nareszcie jakieś prawdziwe, rozsądne i niebanalne tagowe pytanie. Uważam, że tagi powstały po to, by bloggerowe gwiazdeczki mogły poczuć się jak prawdziwi celebryci, których fani z zachwytem łapią każdą informację o ich trybie życia i upodobaniach, czuja się, jakby wszyscy byli ciekawi ich zdania, jakby przeprowadzano z nimi prawdziwy wywiad. Przez długi czas unikałam większości tagów, ale teraz traktuję to jako zabawę, najwyżej pomęczę i ponudzę nielicznych czytelników. Często jestem też autentycznie ciekawa, jak na moje pytania odpowiedzą niektórzy blogerzy.

      Nie nominuję nikogo, nie zadaję też pytań, to by było za dużo. Zadam Wam za to zagadkę  kim jest postać na zdjęciu? Rozpoznajecie ją? Tylko bez oszukiwania i szukania w linku źródła obrazka ;)

http://tnij.org/v403

czwartek, 20 czerwca 2013

Moja ,,Kolekcja"

            Wreszcie odzyskałam wszystkie mangi, które komuś pożyczyłam, mogę więc wstawić zdjęcia i opis mojej ,,kolekcji", choć nie jest ona zbyt duża, ponieważ gromadzę ją od niedawna. Niektórzy bardzo się ucieszą, bo mnie popędzali. Tak w chwili obecnej prezentują się moje bardzo skromne zbiory. Ogółem komiksów mam teraz sześćdziesiąt jeden, gadżetów generalnie nie zbieram.

Oprócz wypisanych poniżej mang, na tym zdjęciu widać jeszcze kilkanaście magazynów o tematyce m&a, za dużą koszulkę z Haruhi Suzumiyą, jakieś przypinki, plakaty, na które nie starczyło miejsca na ścianach, książki o Japonii i róg klatki z myszami.
Welcome to the NHK! (1,2,3,4,5)
DOGS: Stray Dogs Howling in the Dark  (1)
DOGS: Bullets & Carnage (1)
Battle Royale (1,2,3)
Heart no Kuni no Alice (1,2,3,4)
The Innocent (1)
Stigmata (1,2,3)
Demon Maiden Zakuro (1,2,3)
Spice & Wolf (1)
Rappa (1,2)
Resident Evil Marhawa Desire (1)
Death Note (1,2,3,4,5,6)
Dengeki Daisy (1,2,3,4,5,6,7,8,9)
Zmierzch* (1)
Wampirzyca Karin (1)
Uzumaki (1)
Czarodziejka z Księżyca (2)
Cześć Michael! (1,2,3)
Locke Superczłowiek (1,2)
Pandora Hearts (1,2,3,4,5)
Doubt (1,2,3)
Cowboy Bebop (1,2,3)
Soul Eater (1)

Tu leżą ułożone w jakiś bardziej cywilizowany sposób. 
Mina mojej mamy, która weszła do mojego maleńkiego pokoiku wtedy, gdy robiłam to zdjęcie... Bezcenna, po prostu bezcenna.
A tu stoją grzecznie ściśnięte, muszę oszczędzać miejsce.
To kilka moich książek o Japonii, jestem jedną z tych osób, które wolą ,,Tatami kontra krzesła" od ,,Japońskiego wachlarza", czyli heretykiem :3

A teraz Wy się pochwalcie :D

*Myślę, że się zalicza, może nie da się tego określić jako mangę, ale komiksem związanym z Azją bez wątpienia jest, autorem jest Koreanka, styl też jest dość mangowy, trochę to przypomina bardziej kolorową manhwę, generalnie jest zaakceptowane przez fanów m&a - jest recenzja na portalu tanuki i kiedyś była w magazynie Otaku.

sobota, 15 czerwca 2013

Voldemort, nasza sekretarka

Małe opowiadanko. To przez  upiorną stronę. Zgadli nawet 96neko, to przecież niemalże cud!

źródło: zerochan.net
A co tam, macie bishową wersję.
        Ściany żelbetonowego bunkra były wilgotne, woda jakoś szczególnie umiłowała sobie tę budowlę. Mimo zawieszonej sufitu magicznej lampki – kulistego akwarium, w którym uwięziono landrynkowo    różowe błędne ogniki, w pomieszczeniu czaiła się ciemność, okrutnie czerniąc się w kątach. Voldemort, siedzący przy metalowym biurku na rozlatującym się taborecie, też czuł się uwięziony. Dlaczegóż to dał się namówić? Odkąd przyjął ofertę mocno pomocnych, jego życie stało się piekłem, choć jako główny antagonista powinien czerpać z tego faktu radość. Zamknęli go tutaj wraz ze wszystkimi wiernymi, śmierciożerczymi pachołkami, w jakiś bunkrach, o których istnieniu nawet najstarsi czarodzieje nie wiedzieli. Siedział tutaj jako jedna ze specjalnych sekretarek i wyszukiwał postacie, o których myśleli internauci. To właśnie dzięki magii system działał tak dobrze i Mroczny  Pan był, mimo wszystko, bardzo dumny ze swojej skuteczności. Kiedy odgadł, że jakiś nolife myśli o Kasane Teto, o mało co nie pękł z wypełniającego go samozachwytu. To do Voldemorta trafiały najtrudniejsze zlecenia!
           
           Teraz właśnie zadawał pytania jakiejś biednej istotce. Łatwizna, Jakub Wędrowycz! Gdzieś na drugim krańcu świata, pewna dziewczynka w masce przeciwgazowej OM-14, ozdobionej rzędami migających tajemniczo i mrocznie lampek choinkowych, spadła zdumiona z krzesła obrotowego i uderzyła się w potylicę, bo czaił się za nią Slenderman, który również nie mógł zrozumieć, w jaki sposób Człowiek, Którego Imienia Nie Można Wymawiać, Bo Jest Zbyt Zajebiste i Może Się Fochnąć, zdołał odgadnąć tożsamość postaci, zadając takie pytania. Dziewczynka zaplatała się w slenderze macki i postrach dzieci bardzo się zasmucił, bo nie był pewny, czy da się później rozplątać. Niestety, jedna z macek zaplątała się w rurę biegnącą od maski do filtra i zdusiła ją. Voldemort , najlepsza sekretarka świata, uśmiechnął się, obserwując całą sytuację w magicznej kuli, nikczemnie ukradzionej Cygance, która wróżyła pod Pałacem Kultury w Warszawie. Mroczny Pan nigdy nie lubił Slendermana, Voldemorta dręczył bowiem kompleks niższości i wiedział, że nigdy nie dorówna człowiekowi bez twarzy, przecież nie miał tylko nosa. Voldemort chciał triumfalnie pohuśtać się na taborecie, ale ze smutkiem odkrył, że jego biedny, chorowity mebel ma trzy nogi, a na takim nie da się dobrze bujać, ale trzy punkty rozmieszczone dowolnie w przestrzeni zawsze będą leżały w jednej płaszczyźnie,  więc przynajmniej nie będzie się kiwać i nie trzeba będzie podkładać pozwijanych kartek pod nogi. Mroczny Pan strzepnął swoją porosłą pleśnią szatę. Nagle usłyszał upiorne trzaski i pokręcił z politowaniem głową, on zrobiłby to lepiej. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że to radiowęzeł się rozgrzewa.

 Szef legionu sekretarek, Tom Riddle, proszony jest do komory nr 6! – przemówiło zawieszone na ścianie pudło.
      
     Władca śmierciożerców zazgrzytał gniewnie zębami, ukruszając sobie czwórkę. Nie znosił, gdy nazywano go tym plebejskim nazwiskiem.
***
       Komora nr 6 była równie odstręczająca, co jego gabinet, ale była znaczniejszych rozmiarów, meble też były elegantsze i w lepszym stanie. Za wielkim, drewnianym biurkiem siedział jasnowłosy koleś, niebezpiecznie przypominający agenta CSI z serialu.

 Witaj, szefie zwierzchniku – powiedział Voldemort, przełykając żółć, bowiem nie znosił mieć nad sobą jakichś przełożonych o większej władzy i prestiżu w firmie. Odkąd przystąpił do mocnopomocnych i poznał szefa, Lista Osób, Których Boi się Sam Mroczny Pan wzbogaciła się o jedno nazwisko. Szkoda, że nie działała ona jak Death Note, myślał sobie czasami dowódca legionu sekretarek.

 Jak widać, nagle stracił pan umiejętność teleportacji – powiedział z dezaprobatą agent – Punktualność to pieniądz.

Nie chciałem być nieuprzejmy i pojawiać się tak znienacka, jak czołg. – Pokornie rzekł Voldemort, schylając nisko głowę.

 Mniejsza o to. – Szef łaskawie skinął ręką. – Siadaj.
        
         Voldemort zauważył, że jeden z dwóch wielkich, czarnych foteli ustawionych przed biurkiem jest zajęty i siedzi na nim niewiadomoco, ubrane w sfatygowany, oficerski płaszcz woskowi, ale nie mógł rozpoznać ani kraju, ani formacji, z których pochodził. Na głowie niewiadomoczego jawiła się czapka od tego samego munduru. To Coś było w miarę wysokie, pod jasnymi oczami miało sińce, generalnie było blade i raczej odpychające. Voldemort wzdrygnął się zniesmaczony i usiadł w wolnym fotelu, który był podejrzanie miękki.

 Chcę przedstawić ci nowego pracownika, nie wiemy jeszcze, czy będzie dla nas przydatny, będzie więc pracować pod twoim nadzorem. Twoim zadaniem będzie wprowadzenie go w tajniki pracy, monitorowanie poczynań i składanie raportów – ogłosił poważnym tonem agent.
       
       Voldemort stwierdził, że dłużej nie może już wytrzymać i musi zadać to pytanie, które nękało jego pociachaną duszę.

 Z czego jest to biurko, proszę pana? Z buku?

Szef poruszył brwiami.

 Tak, z buku – odparł. – To nieistotne. Masz tu pracownika, zwie się Anne Marie, choć życzy sobie, by zwracano się do niej Mistrzu Mrocznych Płomieni.  

A więc niewiadomoco jest płci żeńskiej – pomyślał Voldemort.

 Dlaczego muszę sprawdzić jej przydatność? – spytał.

 Ponieważ nie jest ona czarodziejem, posiada za to inne przydatne umiejętności, jest obciążona klątwą spoilera, nie wiadomo, kto ją na nią rzucił, wiadomo tylko, że nikt z waszych, to jest czarodziejów. Miało to miejsce jakiś czas temu, coś około dwunastu wieków. Od tego czasu dysponuje umiejętnością jasnowidzenia, choć jest ona bardzo ograniczona.
        
         Mistrz Mrocznych Płomieni poruszył się niespokojnie i poprawił czapkę, po czym wstał i wyprostował się.

 Miło mi pana poznać, panie Riddle, mam nadzieję, że nasza współpraca będzie owocna i nie będę sprawiać problemów! – wygłosił z przekonaniem.

 Ja też, ja też – mruknął naburmuszony Voldemort, który właśnie zauważył, że lawendowy lakier zaczął odpadać z paznokci.
***
 Proszę pana! Proszę pana! To ta wasza aparatura! Coś się stało!

 Co znowu, do licha? – spytał zdenerwowany pan sekretarek i zastukał lazurowymi paznokciami o blat biurka.

 Chyba wyłączyłam Internet… I już nigdy go nie będzie!

środa, 12 czerwca 2013

Tagowy tag wszechtagów tag

           Rozkręcam się i dzielnie walczę z tagową fobią,  choć wiem, że większości z Was nie interesuje to, jaka jest moja ulubiona książka czy o czym marzę, dodatkowo jestem dość nudną i szarą osobą, więc wszystko będzie jeszcze bardziej nieinteresujące. Dziś odpowiem na pytania nomissn. Moje odpowiedzi będą długaśne i nieciekawe, więc mogę się założyć, że nie będzie się Wam chciało czytać tego wszystkiego i nie mam najmniejszego zamiaru Was za to potępiać, gdyby nie to, że muszę to napisać, to sama bym tego nie czytała, ani by mi się śniło.

źródło: zerochan.net

niedziela, 9 czerwca 2013

Orzesznica – małe, ukryte cudo

       W Polsce można spotkać zaskakujące gryzonie – drzewołazy, które są tak tulaśne, że gdy tylko je widzę, to piszczę jak szalona z zachwytu. Ludzie nie wiedzą, jakie cuda żyją tuż obok nich. Na przykład orzesznice  małe, żółte myszy z puchatymi ogonami i wielkimi, czarnymi ślepkami. Są malutkie, nie mierzą więcej niż dziesięć centymetrów, ich kity mają zwykle niemal taką samą długość jak ich ciała. Cenią sobie ciszę i spokój, mieszkają w lasach, szczególnie upodobały sobie zarośla leszczynowe, uważajcie więc, kiedy wybieracie się na orzechobranie, bowiem jeśli dopisze Wam szczęście i otworzą się pomosty energetyczne, które prześlą energię do Słońca, jak powiedzieliby wróżbici, to oprócz orzechów, na gałęziach leszczyn możecie spotkać coś znacznie większego i bardziej mięciutkiego. Orzesznicę naprawdę bardzo trudno spotkać, choć wszelkie poziomy energii raczej nie mają z tym wiele wspólnego  te małe gryzonie prowadzą nocny tryb życia i są nieliczne. Te puchate cudeńka, wbrew temu, co głosi ich nazwa, nie żywią się jednak wyłącznie orzechami, chętnie spałaszują też leśne owoce, bukowe nasiona, żołędzie, nie pogardzą też owadami. Naprawdę to ciekawe, że takie wspaniałe stworzenia jedzą takie okropieństwa.

http://naskalce.blogspot.com/2011/03/orzesznica-cudne-malenstwo-czeka-na.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Haselmaus.JPG
          Sama marzę o spotkaniu z takim zwierzątkiem. Wyobraźcie to sobie  idziecie sobie w lesie, podziwiacie listki, niebo, krwawniki, pokrzywy, betki (grzyby), słuchacie stukania dzięcioła, ale nie możecie go dostrzec... A tu nagle po gałęzi przebiega niczym małpiatka z lasów równikowych małe, długoogoniaste stworzonko. 

            Teraz bardzo ważna informacja. Orzesznica jest pod ochroną!

wtorek, 4 czerwca 2013

Rappa – wiemy już wszystko!

       Muszę Was poinformować, że jutro wyjeżdżam na trzydniową wycieczkę na Mazury, skończył mi się transfer w telefonie, więc wiecie, co to oznacza.

      Dawno temu, w zamierzchłych czasach, opisywałam i oceniałam pierwszy tom serii Rappa. Skarżyłam się wtedy na to, że tomik ten jest bardzo cienki i zawiera niewiele treści fabularnej, właściwie jest tylko czymś na kształt rozbudowanego wstępu do jakiejś większej historii. Ba, ale o jakiej historii, skoro mówimy o serii zaledwie dwutomowej? Cóż, wszystko stało się jasne, gdy wydano drugi tom. Te oto straszne zdjęcia pokazują pełen dramatyzm sytuacji. 



         Nie jestem zwolennikiem teorii, że wszystkie tomy powinny mieć absolutnie taką samą grubość i liczyć tyle samo kartek, by ładnie prezentowały się na półce, ale są granice! O ile wiem, to oryginalny układ. Nie mam pojęcia, co kierowało wydawcami i autorami, może to był tylko taki chwyt marketingowy, pierwszy tom miał być tylko swego rodzaju zapowiedzią? Można by przecież rozwiązać to na tyle innych sposobów  podzielić treść na trzy tomy (czyli podzielić grubaśny drugi tom na dwie równe części), całość na dwa równe tomy lub skorzystać z najprostszej możliwej opcji i połączyć wszystko w jedną całość. Inne sposoby innymi sposobami, ale w Polsce wielokrotnie wydawano już mangi ,,łączone" (choćby Karin, Uzumaki, Klan Poe), może nie otrzymano na to zgody od oryginalnego wydawcy lub zadziałało jakieś inne licho, nie wiem. Każde rozwiązanie byłoby lepsze niż to.