czwartek, 30 maja 2013

Myszowe problemy

       Myszę coś znowu wzięło i cuduje z wyglądem bloga, ma być świetnie, ale wychodzi jak zwykle, nawet gorzej. Mam teraz do Was bardzo ważne pytanie - który z ostatnich trzech wyglądów bloga był najlepszy i najbardziej Wam się podobał? Czarny z niebieską Konatą, która robi cosplay Hatsune Miku, zombiasty czy obecny, wojskowy? Proszę, piszcie w komentarzach. Widzicie, jakie myszy są niezdecydowane?


A to jest przerobione zdjęcie myszowe, żeby zbyt pusto nie było.

środa, 29 maja 2013

Ludziopralka i Deszczowa Historyjka

      Oto krótka deszczowa historyjka, gdy pada deszcz, przychodzi mi do głowy dużo pomysłów.

      Wymieniono mi ,,mięśnie" w nogach, te znajdujące się w łydkach. Uszkodziłam poprzednie, to naprawdę wielki pech. Nowe strasznie bolały, były niedostatecznie rozciągnięte i cały czas pozostawały mocno napięte. lekarz powiedział, że to normalne, muszę teraz dużo chodzić, nie zważając na ból i nieprzyjemności, by ,,mięśnie" rozciągnęły się odpowiednio. To wszystko było dla mnie czymś nowym, kiedy zainstalowano mi je po raz pierwszy, wszystko wyglądało inaczej, coś było nie tak z nerwami i nic nie czułam.

       Trwa deszczowy czas, mimo że niebo jest jasnoszare, a wszędzie panuje chłód i wilgoć, to rośliny są tak zielone jak nigdy i czuć zapowiedź rychłego nadejścia lata. Przemierzam mokre chodniki w swoim zielonym płaszczu, niosąc torbę pełną książek. Codziennie wracam ze szkoły okrężna drogą, wstępuję do biblioteki i wchodzę między regały, idę daleko, daleko, do samego końca. Jestem dobrze osłonięta przed wzrokiem odwiedzających to miejsce ludzi i mogę w spokoju czytać, nikt nie widzi, że łamię niepisane zasady i siedzę wygodnie na umieszczonym irytująco nisko parapecie. Za szybą za moimi plecami leją się potoki wody, wszystko jest bardziej kameralne, podczas deszczu świat staję się naprawdę pięknym miejscem. Muszę czekać, aż przestanie padać, by móc udać się w drogę do domu. Mogłabym wyjść wcześniej, mam przecież kaptur, ale w czekaniu na przerwę w opadach jest coś ekscytującego. Może będzie padało czterdzieści dni i nocy, aż morza wystąpią i nastanie potop? Biblioteka jest niskim budynkiem...

     Kiedy deszcze jednak ustaje, wychodzę i staram się jak najszybciej dotrzeć do domu, gdzie czekają na mnie książki, przywleczone z różnych bibliotek. Szkoda, że nie mogę iść szybciej, nogi naprawdę strasznie bolą. Szkoda, że nie może padać przez cały rok. No, może przez trzy czwarte roku.

poniedziałek, 27 maja 2013

Grzybek w podzięce dla Was wszystkich

       Chciałabym bardzo podziękować wszystkim osobom, które z jakichś zupełnie nie znanych mi powodów chcą spędzać ze mną czas i przebywają w moim towarzystwie, wchodzą na mojego bloga i wymieniają ze mną wiadomości w wirtualnym świecie. Normalni ludzie, a przynajmniej tacy, którzy myślą, że są normalni, narysowaliby dla Was kwiatek albo kilka kwiatków, ale my nigdy nie pretendowaliśmy do miana normalnych, dlatego narysowałam dla Was tego oto dziękczynnego grzybka - muchomorka. Ładniej nie umiem, ale bardzo się starałam. Proszę - oto grzybek dla Was!


          Dziękuję fanowi zupek chińskich, bez którego życie byłoby o wiele gorsze, nie mam pojęcia, dlaczego tak dobra osoba chce się ze mną przyjaźnić i jak wytrzymuje moje humory i odsypianie tygodnia w weekendy. Mam nadzieję, że wybaczy mi totalne zmyszowienie. Dziękuję Białym Damom, które są zabijającymi masowo smoki moe i przywracają mi wiarę w świat. Dziękuję ateistom, których bardzo abwi chodzenie na religię. Dziękuję młodocianym blond nazistom, którzy bardzo starają się nie wyglądać jak młodociani blond naziści i dzielą za mną miłość do pewnego detektywa o jednoliterowej ksywce - trzeba wreszcie wybrać się na te szczury! Dziękuję trybutom będącym jednocześnie Ślizgonami i Gryfonami, którzy mają słabość do braci O'Shea, a dzięki którym codzienność w gimbazie stawała się przyjemniejsza. Dziękuję wszystkim osobom, które sprawiają, że wszystko jest piękniejsze, a których wymienienie i podziękowanie im zajęłoby mnóstwo czasu - one już wiedzą, o kim mowa. Dziękuję wszystkim ludziom, których poznałam w Internecie, którzy byli ze mną przez te kilka lat - żonie, bez wymian wiadomości z nią nie wyobrażam już sobie życia, fance vocaloidów będącej yandere, tasiemcomaniaczce, wpędzającej mnie w kompleksy zielonej pannie z ogromną kolekcją mang  i wielu, wielu innym osobom.
       Melodramatyczna trochę ta notka, ale muszę Wam dać chociaż koślawego i nieumiejętnie narysowanego grzybka - po prostu dziękuję za to, że jesteście, drodzy ludzie, zupełnie jak w reklamie czekoladek. Znajomość z niektórymi z Was sporo zmieniła w moim życiu (I nie chodzi tutaj tylko o przedstawienie mnie Slendermanowi ;D). Pewnie wielu z Was nie traktuje tego jakoś specjalnie, ale ,,czuję się w obowiązku", by to napisać. Proszę - oto grzybek dla Was wszystkich! 

piątek, 24 maja 2013

Wywiad z Dziewczyną Żywiącą Się Wyłącznie Sałatą – tego jeszcze nie grali!

    Dzisiejsza notka, która pojawiła się nieco wcześniej niż było w planie, będzie naprawdę wyjątkowa, ujrzycie bowiem wywiad z dziewczyną, która jest maniaczką sałaty, to jej jedyny pokarm. Marto, to właśnie dzieje się wtedy, gdy staram się dokładniej zapisać swoje myśli. Pamiętajcie  piosenkę z poprzedniej notki najlepiej śpiewają owce! Jak na standardy bloggerowe wpis ten jest stosunkowo długi, ale mam nadzieję, że i tak go przeczytacie, mysza ma wiarę w ludzi. Od trzeciego pytania mysza po prostu pojechała... Nie przedłużając  zapraszam do czytania!
źródło: zerochan,net

Reporter: To prawda, że żywi się pani wyłącznie sałatą?

Dziewczyna Żywiąca Się Wyłącznie Sałatą: Tak, nie istnieje dla mnie żaden inny pokarm! Rodzice i znajomi boją się, że będę miała problemy zdrowotne, ale jem witaminki i wszystko jest w porządku! Zresztą w sałacie tkwi taka jakaś boskość i to ona sprawia, że żyję.

R: Jak dużo je pani sałaty?

DŻSWS: Pięć główek dziennie, jedna główka - jeden posiłek.

R: To sporo. Czym dla pani jest sałata?

DŻSWS: Och, nie wyobraża sobie pan, jak ciężko to opisać! Sałata jest dla mnie czymś niezwykłym, czymś pozostającym poza granicami naszego poznania, zielonym i liściastym bóstwem, nietrwała natura ludzkiej percepcji nie pozwala nam na ogarnięcie jej potęgi i wszechwymiarowości. Zamykając ją wewnątrz siebie i czyniąc częścią swojego ciała, jednym z trybików machiny życia, sama zyskuję okruch boskości. Jedzenie sałaty jest czymś transcendentnym, czuję wtedy, że wszystko jest dokładnie takie, jakie powinno być, że na świecie wszystko dzieje się zgodnie z jakimś większym planem. 

R: To naprawdę niesamowite, ale w oczach wielu ludzi pani zachowanie uchodzi pewnie za dość ekscentryczne.

DŻSWS: Dokładnie... Okropnie to smutne, ale istnieje mnóstwo osób, które zachowują się wobec mnie nieprzyjemnie, gdy dowiadują się o moich zwyczajach żywieniowych.

R: Spotkała się pani z otwartą wrogością?

DŻSWS: Niestety tak, wielokrotnie. Zwłaszcza szkolne czasy wspominam jako pasmo niekończących się mąk i prześladowań. Starałam się wybaczać swoim oprawcom, wiedziałam bowiem, że oni po prostu nie pojmują cichej potęgi sałaty i możliwości tkwiących w jej liściastym wnętrzu. Czułam się wyalienowana, traktowano mnie jak wariatkę lub dziwaczkę. Na szczęście zawsze towarzyszyły mi moje wierne dwa króliki o imionach Luna i Artemis, lubiłam też bawić się ze szlachetnymi przedstawicielami rodu brzuchonogów*, z którymi czułam duchowe powinowactwo. Okolice mojego domu obfitowały we wstężyki ogrodowe, czasem  z wizytą przychodziły do nas także cudowne, największe lądowe ślimaki Europy - majestatyczne winniczki. Konsumowały sałatę z właściwą tylko sobie gracją. Noc należała zaś niezaprzeczalnie do pomrowi. Uwielbiały wyhodowaną przeze mnie sałatę tęczową, po jej zjedzeniu świeciły niczym opieńki miodowe.

R: To fascynujące, czuła pani więc naprawdę silną więź z sałatożerną częścią przyrody. A jak pani dieta podobała się pani rodzinie? Czy miała pani w nich oparcie?

DŻSWS: Cóż, nigdy nie było łatwo, rodzicami kierowała głównie troska i obawa o moje zdrowie, zarówno fizyczne jak i psychiczne, na szczęście jestem okazem zdrowia, oczywiście idealny stan mojego organizmu zawdzięczam zielonej mocy! Mimo wszystko rodzina zawsze była przy mnie, zwłaszcza mama zawsze starała się mnie wspierać. Zaakceptowali mnie wraz ze wszystkimi moimi zwyczajami, przecież to one składają się na to, kim jestem.

R: Wcześniej usłyszeliśmy o tym, że sałata miała znaczący wpływ na rozwój i rodzaj pani relacji międzyludzkich. Jak pani dieta wpływa na pani związki?

DŻSWS: Cóż, sałata przenika wszystkie moje dziedziny życia. Przed laty poznałam czarującego mężczyznę, który bardzo mi się spodobał, mogliśmy godzinami toczyć rozmowy. Niestety, wolał pomidory. Obecnie cały czas szukam kogoś, kto zdecydowałby się wraz ze mną podążać drogą sałaty, kto zaakceptowałby sałatę jako integralną część mojej duszy. Kiedyś spotkałam taka osobę, ale niestety, wpadła ona pod walec, biegnąc do warzywniaka.

R: Straszne i smutne, bardzo pani współczuję. Porozmawiajmy może o czymś pogodniejszym. Czy preferuje pani jakieś rodzaje sałaty?

DŻSWS: Tak, jem tylko sałatę maślaną albo wyhodowaną prze mnie sałatę tęczową, są one czymś idealnym, perfekcyjnym, koroną żywota! Zdarza się, że muszę zadowolić się sałatą lodową, ale w życiu nie tknęłabym sałaty z bardzo mocno karbowanymi i pozwijanymi brzegami, urąga ona bowiem boskości prawdziwej sałaty. Nie uważa pan, że sałata to słowo o naprawdę wdzięcznym brzmieniu? Jest niczym delikatne listki pieszczące język! 

R: Rzeczywiście, coś w tym niezaprzeczalnie jest. Pani historia bardzo mnie poruszyła.

DŻSWS: Mnie też bardzo wzrusza moja historia.

R: Dziękuję pani za rozmowę.

DŻSWS: Również dziękuję. Mam nadzieję, że zawsze uda mi się iść przez życie z sałatą u boku. 



*Trauma!!! Na kuratoryjnym konkursie polonistycznym uznano słowo ,,brzuchonogi" za neologizm i błąd. Po prostu brawo. 

środa, 22 maja 2013

Łojej, patrzcie, apokalipsa!

           Wiecie, kiedy mysza staje się najszczęśliwszym człowiekiem w tym wszechświecie? Wtedy, kiedy odkrywa, że jej ulubiony vocaloid śpiewa jej ulubioną piosenkę, no i w dodatku dobrze mu to wychodzi! Ludzie od coverowania, niech Wam szczodrze wynagrodzi to, w co wierzycie. Dzisiaj zmieniło się moje życie, albowiem objawiła mi się delta. Za nic nie jestem w stanie jej ogarnąć i tego wszystkiego, za nią idzie.


      Denerwują mnie znajomi, którzy na siłę starają się zamknąć ludzi we właściwych pojęciach. Uwagi, że nie jestem metalem, bo prawdziwy metal wiecznie nosi swoje glany, w ogóle jest taki strasznie mroczny i preferuje ciemne kolory. Nie jestem fanką fantastyki, bo nie znam jakiejś tam powieści Tolkiena. Nie jestem otaku, bo coś tam. I bardzo dobrze, bo wcale nie chcę być! Nie chcę być określana tylko w jeden sposób, nie chcę, by określenia mnie były określeniami kogoś innego. Nigdy nie starałam się być metalem, fantastą czy Bóg wie jeszcze czym! Bez obrazy, ale jak dla mnie subkultury są generalnie czymś raczej zabawnym niż fajnym. Dobrze mi ze sobą i nie potrzebuję włączać się do jakiś innych grup. Zupełnie nie obchodzą mnie fandomy i cała reszta. Jak mówią o ludziach? ,,A, ten metal/punk/szafiarka/itd.", ,,ta zmierzchomanka" czy coś w tym stylu. Nie chcę, by wszystkim przychodziło na myśl tylko jedno słowo, góra trzy, gdy o mnie mówią lub myślą. Mysza to po prostu mysza, Maria to Maria i chce być tylko sobą, bo ona dawno już doszła do wniosku, że nie zamierza być jednym z biednych ludzików, które cały swój sens istnienia widzą w ubieraniu się w określony sposób i darzeniu określonych rzeczy uwielbieniem, wierząc, że przystępując do licznej grupy podobnych osób w jakiś sposób się wyróżnią (Nie mam pojęcia, co takiego fajnego jest w wyróżnianiu się, to strasznie niewygodne i właśnie oklepane. Najbezpieczniej trzymać się dobrze upatrzonych pozycji, które wyznacza się  samodzielnie.). Za kogo przebierzesz się dzisiaj, wierząc, że ubiór jest źródłem indywidualności? Ile zdjęć na torach zrobisz? Kiedy skrytykujesz kogoś, że jest pozerem, bo odstaje od Wzorca Osób, Które Odstają Od Wzorca TM (Hipsterstwem i oryginalnością kierują ściśle określone zasady.), powiesz komuś, że nie ma gustu muzycznego i nie wie nic o życiu i PRAWDZIWEJ MUZYCE, albowiem nie słucha My Chemical Romance/Rammstein/Paktofoniki? Ludzie są poważnie rozwalający i jestem autentycznie dumna, że mogłam urodzić się właśnie na tej planecie, w tym układzie solarnym, galaktyce, wszechświecie (i tak dalej, i tak dalej), jako przedstawiciel homo sapiens. Nikt nas nie pobije, żadna rasa z drugiego krańca kosmosu! Ciekawe jest to wewnętrzne dążenie to jakiegoś porządku, ustalanie reguł absolutnie wszystkiego, nawet reguł braku reguł. To pokazuje, że jest w nas jakieś uwielbienie do zasad, porządku i regulaminów. Ekscytujące. Naprawdę bardzo mi się to podoba. Mysza to po prostu mysza, nikt inny.

       Myszy mają to do siebie, że są szare, ale potajemnie opanowują cały świat. I bardzo im ta szarość odpowiada. Tak naprawdę to wszystko im jedno, byleby miały co zjeść i czym się zająć. 

Bardzo ważna sprawa - proszę Was, jeśli widzicie jakieś błędy w moich notkach, to napiszcie mi o tym, wskażcie je i wytłumaczcie, jak powinno to wyglądać prawidłowo.


niedziela, 19 maja 2013

TOP OST, czyli najlepsza muzyka w anime. Odsłona pierwsza.

     O tym, jak dużą rolę w anime odgrywa odpowiedni soundtrack nie muszę mówić. Są serie, które wyróżniają się naprawdę świetną muzyką - jest ona tak dobra, że postanowiłam napisać post o anime, które się nią charakteryzują. Oczywiście, znajdą się tutaj tylko te serie, które widziałam, z pewnością jeszcze wiele anime ze wspaniałą ścieżką dźwiękową jeszcze czeka na to, aż je odkryję. Dla ułatwienia musiałam podzielić notkę na dwie części. 

FLCL

Sześcioodcinkowa OVA twórców Neon Genesis Evangelion, słynąca z absurdalności. Opowiada o pewnym chłopcu i jego specyficznej przyjaciółce (zakochanej w jego nieobecnym bracie), któremu nagle zwala się na głowę różowowłosa kosmitka jeżdżąca na żółtej Vespie, to jest przemiła i użyteczna pomoc domowa. Na wzgórzu za miastem stoi wielkie, żółte żelazko, które co jakiś czas wypuszcza z siebie ogromne kłęby pary, oczywiście wszystko jest przesiąknięte Spiskiem, nic co pogarsza widoczność nie  może być wolne od podejrzeń! Jedno z moim ulubionych anime, rzekomy absurd okazał się podejrzanie znany i normalny. Polecam zdecydowanie! Mimo komediowości i niedorzeczności, w FLCL bywały momenty zwyczajnie piękne. Nie wiem, czy oglądałam kiedyś anime z równie dobrą muzyką - w tych sześciu odcinkach znalazło się więcej świetnych utworów niż w niejednej dłuższej i rzekomo dopracowanej serii TV. The Pillows stworzyło całą masę niezwykłych i czasami zabawnych kawałków, których mogę słuchać godzinami, idealnie wpasowują się w groteskowy klimat FLCL. Co najlepsze - widz wcale nie odczuwa wrażenia przesytu. Zdecydowanie najbardziej spodobało mi się Little Busters, chociaż Hybrid Rainbow pozostaje niedaleko w tyle (Ludzie, ten refern!). Inne utwory warte uwagi to I think I canLast DinosaurBeautiful Morning With YouCarnival. Można by wymieniać tak w nieskończoność. 



czwartek, 16 maja 2013

Matematyka jest dziełem Predatorów

       Apogeum szkolnej nudy  nagle stwierdzasz, że Arabowie musieli być zboczeni, bo cyfry mają zmysłowe wygięcia. A siódemka wygląda jak jakaś kosa, może to jest propaganda i kiedyś siódemka wyglądała inaczej, tylko zmieniono jej wygląd po insurekcji kościuszkowskiej, by upamiętnić bitwę pod Racławicami? Czwórka istnieje chyba tylko po to, by robić z niej krzesło w reklamach, piątka wygląda jak złoty sierp Panoramiksa z komiksów, a ósemka powinna być liczbą wyklętą, by symbolizuje pająka  osiem nóg! Co to w ogóle jest za cyfra, dwa sklejone zera albo dwie przyczepione do siebie trójki, ot i tyle! Dziewiątka jest zaś władcą feudalnym, jest największa i najsilniejsza! Zawsze czułam przed nią respekt. I wtedy dzwoni dzwonek, a do ciebie dociera to, o jakich kosmicznych bzdurach myślałeś przez ostatnich kilka chwil...

źródło: zerochan.net
Chcę być tą dziewczynką :3 Każdy ma prawo marzyć tak,  jak mu się podoba!

wtorek, 14 maja 2013

A jak KAITO - gra blogowa

źródło: zerochan.net 
Kusonoki Akane nominowała mnie do pewnej gry blogowej, która zapowiada się całkiem ciekawie. Zasady są bardzo proste:

1. Do każdej litery z alfabetu przypasować słowo z kategorii, która nas interesuje. (np filmy, książki  zespoły muzyczne itp - musi być tematycznie)
2. Musi być to pierwsze słowo jakie wpadnie nam do głowy z danej kategorii.
3. Następnie nominować 10 blogów, które wg nas na to zasługują.
4. Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych przez nas blogów.

Kusonoki wybrała anime, Aiko azjatyckie zespoły, a ja wybieram syntezatory głosów - dzień bez Vocaloidów i UATUloidów to dzień stracony.

sobota, 11 maja 2013

Victor i skoczniki, czyli nie tylko kraina Papciochów bywa dziwnym miejscem

     Mysza niemożliwie zaciesza, ponieważ w Victorze Gimnazjaliście ukazały się jej wiersze, o! Z radości zamieści tutaj po raz pierwszy od dwóch lat zdjęcie swojej twarzy, co z tego, że stare, aż tak kosmicznie się nie zmieniła. Niestety, oczy ma wytrzeszczone i ogólnie wyraz jej twarzy jest dość dziwny, ale jest to spowodowane błyskiem flesza. Hm, powiedzmy, że jest biednym żołnierzem, którego właśnie zaskoczył wróg. No, kiedyś trzeba było to zrobić. Jestem taką słitaśną aŁtoreczką! Idę pisać opko! Mwahahahahaha!


A teraz zapraszamy do krainy Papciochów :3

Prawda, że skocznik jest ode mnie ładniejszy? Tym razem nie ma legendarnych już, niezwykle zaawansowanych graficznie rysunków made in paint.  Narysowanie skocznika przerosło moje zdolności :D 
          Przedziwne stworzenia można spotkać w tych okolicach, na przykład zwierzęta zwane skocznikami. Bardzo trudno jest je spotkać, bowiem zamieszkują one bory sosnowe i chowają się w dziuplach. Skoczniki to jakby kulki futrzane na sprężynującym odnóżu osadzone, mają rogi ostre i czarne, którymi wbijają się nogi przechodzących zwierząt i w ten sposób podróżują. Uszy tych dziwadełek są naprawdę imponujących rozmiarów, poruszają się też stale, bo stwory te to bardzo płochliwe i czujne plemię. Zdziwienie budzi ich uzębienie, posiadają one bowiem dwa ostre, wystające kiełki, które nijak nie są im potrzebne podczas spożywania mchu, który jest podstawowym składnikiem skocznikowej diety. Oczy tych skaczących drobinek są zaprawdę ogromne, wydawałoby się, że ślepia tak znacznych rozmiarów nie powinny móc zmieścić się w czaszce tych zwierząt. Co rok skoczniki urządzają zbiorową migrację  wchodzą wtedy całymi stadami pod połacie mchu, który odrywają od ziemi i niosą na swoich główkach. Pomagają im w tym rogi. Skacząc pod parasolem z miękkiego mchu skoczniki pokonują nawet do pięćdziesięciu kilometrów. Ich wędrówka przedstawia zaiste niesamowity obraz i nikt, kto miał okazję ją obserwować, nie jest w stanie zapomnieć tego widoku, gdy ogromne, zielone dywany podskakują przez las. Przenoszą się one na inne tereny, ponieważ przez rok zjadają naprawdę dużo mchu i muszą dać mu czas, by się zregenerował i rozrósł się bujnie. 

poniedziałek, 6 maja 2013

Mamuty wiecznie żywe – nie wyginęły!

         Mamut  to brzmi dumnie. Wielkie słoniowate, doskonale przystosowane do życia na dalekiej północy. Uznawane za gatunek całkowicie wymarły, ale czy to na pewno cała prawda? Czy jakieś włochate słonie nie mogły przetrwać do czasów współczesnych, a przynajmniej do pierwszej połowy ubiegłego wieku? Syberia jest naprawdę ogromna  jej powierzchnia to wiele milionów kilometrów kwadratowych. Czy to możliwe, że przetrwały tam jakieś trąbowce, które niczym Lenin są wiecznie żywe?

źródło: zerochan.net
Mamuty są bliżej spokrewnione ze słoniami indyjskimi niż afrykańskimi. Ciekawe. 

czwartek, 2 maja 2013

Nuda i pełnia to rodzice koszmarów.

         Siadam sobie przy biurku aby przejrzeć blogi w niedzielny wieczór. Czytam, czytam i zaczynam nabierać przekonania, że moje życie jest naprawdę nieciekawe i szare. Ludzie jeżdżą na rajdy, zwiedzają daleką Norwegię, robią fansuby do piosenek, wyjeżdżają z przyjaciółmi na wesołe, spontaniczne wycieczki... A ja siedzę w domu i nie robię praktycznie nic, głównie martwię się o to jak zmieścić trzynaście myszoskoczków w pokoju o wymiarach 2,2mx2,2m. Chyba moje życie jest puste i nudne. W dodatku byłam chora i przez tydzień siedziałam w domu, wychodząc tylko do kościoła i by napisać egzaminy. W tym samym czasie księżyc stał się tego samego kształtu co moja okrutnie pyzata twarz, moje manie i fobie rozkwitły. Oczywiście, spałam dłużej, co w połączeniu z pełnią zaowocowało cudownymi koszmarami sennymi, do moich snów zawitał na przykład Obcy i dziewczynka, która czaiła się w lustrach. Kiedy za długo siedzę w domu, mój umysł zaczyna się nudzić i czasami mam ataki hipochondrii, zwłaszcza w wakacje  łorety, co to za kropka na nodze, ale mnie głowa coś podejrzanie boli, wiecie, podobne sprawy. ,,Gdy rozum śpi, budzą się demon."  słowa Goi powinny brzmieć raczej tak  ,,Gdy rozum nie ma co robić, budzi się szaleństwo", przynajmniej w moim przypadku. 

źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Goya_-_Caprichos_(43)_-_Sleep_of_Reason.jpg