niedziela, 7 kwietnia 2013

,,Intruz" – za mało, za krótko

     Sobotę spędziłam w najlepszy sposób, jaki potrafię sobie wyobrazić  wyjazd do Bydgoszczy, wypróżnienie portfela w empiku* i najważniejsze OBEJRZENIE ,,INTRUZA"! Czekałam na to naprawdę długo, ponad dwa lata. O ile wampirzasta seria pani Meyer nie przypadła mi do gustu i liczba facepalmów, które strzeliłam podczas lektury dawno przekroczyła sto, to mogę powiedzieć, że całkiem lubię ,,Intruza", mimo jego różnych wad. 
           No dobrze, książka była fajna, ale jakie mam wrażenia po filmie? Nikogo nie zaskoczę, jeśli napiszę, że drżałam w strachu, że nasi kochani specjaliści zepsują ,,Intruza", właściwie byłam tego pewna, prawdziwą niewiadomą było to, jak bardzo go zepsują. Miałam rację, popsuli, ale tego nie dało się nie zniszczyć. Mogę się jednak cieszyć, ponieważ nie zepsuli go aż tak bardzo, jak mogliby. 
       
        To grube tomiszcze czytałam siedem razy, znałam już na pamięć praktycznie każde zdanie, nic dziwnego więc, że zdenerwowało mnie to, co zwykle wyprowadza z równowagi wszelkich fanów wersji papierowych, którzy idą do kin, mianowicie niezgodność z oryginałem. Nie jestem w stanie zliczyć, ile rzeczy było zupełnie zmienionych lub, o zgrozo, wyciętych.

       I tutaj właśnie dochodzimy do sedna sprawy. Jak wiadomo, film ten trwa nieco ponad dwie godziny. Książka jest słusznych rozmiarów, została wydana w dużym formacie i liczy prawie sześćset stron. Wydane w mniejszym formacie ,,Przed Świtem" o nieporównanie mniejszej treści zostało rozbite na dwa filmy, trwające razem niemal cztery godziny. Rozumiecie już, o co chodzi? Za mało, za krótko. To jest największa wada filmowej wersji opowieści o Wagabundzie. ,,Intruz" zawierał w sobie tyle materiału, że najzwyczajniej w świecie nie dało się zawrzeć całości w tak krótkim filmie, nie tracąc niczego i nie spłycając treści. Wyrzucono naprawdę wiele, nie znajdziemy wątku o Summer, nie usłyszymy nic o Pet, nie uświadczymy rozmów z psychologiem, ba, nawet w jaskiniach wszystko dzieje się szybciej. Rozczarowani poczują się zwłaszcza fani sci-fi, wszystkie światy stworzone przez Meyer, wszystkie opowieści o zamieszkujących je rasach i o ich stosunku do najeźdźców zostały wyrzucone. Tak, nie przesłyszeliście się.

      Nie mogłam poznać bohaterów, niby wiedziałam, że ta dziewczyna to powinna być Wanda, ten przystojniak to Ian, ale nie... Nie. Gdzie się podziała ta nietypowa, inteligentna dusza? Kiedy leszy porwał lepszą stronę Kayla? Kto połakomił się na dowcip Jareda? Co się stało z Doktorem? Jaka czarna dziura wchłonęła trzy czwarte postaci? Nie wmówicie mi, że to byli oni. Obejrzawszy film mogłabym być przekonana, że Wanda to bardzo słaba i nieporadna dusza, która jest wręcz żałosna. Tak, dokładnie. Nic tylko uderzyć głową w biurko i nabawić się kolejnej rany na czole. Może blizna w kształcie błyskawicy zostanie. Charaktery wszystkich postaci zostały bezdusznie spłycone, czasami miałam ochotę płakać z bezsilności.

        Koniec tego jojczenia i marudzenia! Film miał też dobre strony, nawet dużo i ostatecznie nie żałuję czasu spędzonego w kinie, gdzieżbym śmiała. Czasami tylko przez głowę przemyka mi taka upiorna, natrętna myśl – co by się stało, gdyby film został podzielony na dwie części i był bardziej zgodny z książkową wersją? 
Ogólnie film jest warty polecenia, ale niestety, głównie tym, którzy przeczytali książkę. Innym raczej się nie spodoba i co gorsze, zniechęci do sięgnięcia po wersję papierową, niewiele z niego zrozumieją. 


*Tak, tutaj będę się chwalić, na co idą moje zaoszczędzone z trudem pieniądze, jakby ktoś był ciekawy.
Spice&Wolf #1
Demon Maiden Zakuro #3
Rappa #1
Dengeki Daisy #8
Pandora Hearts #4
Doubt #2
Otaku #44
,,Zagadka Kuby Rozpruwacza" - Wędrowycz żyje wiecznie!

23 komentarze:

  1. No nie :( Ah i tak pewnie pójdę na to do kina, ale liczyłam właśnie na rozbudowane charaktery tak jak to było w książce. Bo przecież nie oszukujmy się, książka po części opierała się na tych charakterkach...
    Mam nadzieję, że dasz znać co nieco o niektórych mangach. Rappa od dawna przyciąga mój wzrok :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie wycięli wszystko to, na czym opierała się książka, no, oprócz romansu, ale ten okrutnie zmodyfikowali, aż smutno się robi.
      Hie, właśnie piszę recenzję pierwszego tomu, pewnie pojutrze opublikuję.

      Usuń
    2. No książka jest ciekawie napisana. Ale nie lubię oglądać filmów, które zmieniają fabułę książki lub wycinają coś ciekawego. Ale i tak to oglądnę...
      To czekam! Z chęcią przeczytam. ;)

      Usuń
    3. Dokładnie. Jestem taką osobą, której czasami włącza się taki wewnętrzny Bismarck i niezgodności nie zdzierżę.
      Haha, akurat mi się rozładował aparat.

      Usuń
  2. Kurde, wybierałam się na film w czwartek - popsułaś mi to ;p
    A tak serio to spodziewałam się, że to wszystko wywalą, co już na samą myśl mnie irytowało - teraz mam już pewność. Szkoda... Ale mimo wszystko jestem nadal ciekawa tej ekranizacji :)
    I też nie rozumiem, że Zmierzch i Intruza mogła napisać ta sama osoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, nie będzie tak źle :D
      Każdy musi sam przez to przejść, może tobie jednak się spodoba.
      Ja chyba powoli zaczynam rozumieć, ,,Zmierzch" to jest taka projekcja jej pragnień, kiedy to pisała to nie zdawała sobie sprawy z tego, jakie to stanie się popularne, puściła więc wodze fantazji i skonstruowała świat rodem ze swoich licealnych marzeń. Potem zwyczajnie połakomiła się na kasę.

      Usuń
  3. A mi się film strasznie podobał, też zauważyłam mnóstwo wyciętych scen, co mnie nieco rozsierdziło. Ale jako że czytałam książkę ok. 5 lat temu (i to raz, nie zdążyłam sobie powtórzyć przed filmem :<) i nie pamiętam prawie nic, to nawet powiem, że mi aż tak te braki nie przeszkadzały. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem tego ciekawa, ale jeszcze nie zdiagnozowałam przypadku. Niedługo się okaże! W każdym razie nadal mam depresję pointruzową, niestety jestem niepoprawną romantyczką i wszystkie sceny pocałunków mnie autentycznie wzruszały, wyszłam z kina, w głowie te rozwarte usta, w sercu pustka. W takich chwilach chciałoby się być Wagabundą. Ian. Wagabunda. <3
      Dla każdego coś dobrego, widać natura nie próżnowała. Ja w zimę i jesień jestem wyzuta z dobrych uczuć, popadam w lekką apatię, mam ochotę skryć się w łóżku i zapaść w sen zimowo-jesienny. Za to na wiosnę się odradzam, a lato należy już całkowicie do mnie.
      Tak, to ja zrobiłam to zdjęcie, musiałam uchwycić ten klimat zachodu słońca. Cieszyłam się, że wreszcie dotarłam do ciepełka, bo w Polsce burze & huragany. :D Szkoda tylko, że nie udało mi się uchwycić wschodu słońca. W tym roku nadrobię, choć w innym kraju. :)

      Usuń
    2. Cicho! Bo mam Iana w głowie... Świetnych aktorów wybrali, to trzeba im przyznać. :D Jak to się dzieje, że wiosną twoje oczy nie są w stanie znieść światła? O:
      Talent fotograficzny masz, ja nie mam. Guzik każdy umie wcisnąć, a że taki obrazek był pod ręką... XD

      Usuń
    3. PRZESTAŃ!!!!!! <3 On ma cudowne oczy, taką opiekuńczą postawę, niesamowite włosy i kosę... *-*
      Chyba że... W takim razie współczuję. Ja się muszę wybrać do okulisty, bo ten wzrok z roku na rok się robi coraz gorszy. :(

      Usuń
    4. A ja nie czuję się prawdziwym fangirlsem, bo jest tylu aktorów, których wielbię & kocham... :D O, no patrz, ja też rzadko mrugam, mam problem z suchymi oczami, no ale chyba u mnie nie jest źle. Nie śmieję się, myślę, że wiele osób rzadko mruga. XD

      Usuń
    5. To smutne, ale ja też. :< Muszę znaleźć ludzia, którego imię nie kończy się na .jpg albo .gif. :<

      Usuń
  4. Chciałbym obejrzeć ten film.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam, nie oglądałam, nic nie mówię :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam, słyszałam. Czytać zacznę kiedyś, choć nie teraz. Obecnie mam zaczętego "Mistrza i Małgorzatę", podoba mi się C: Pomarudzić czasem trzeba, Myszo! Nie da się uniknąć krytyki, no choćby się chciało.
    Mówiłam ci już, że strasznie lubię twój sposób pisania? zazdroszczę ci tego :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytam obecnie chyba osiem książek na raz, potem taka niezdyscyplinowana jestem i się denerwuję.
      Dziękuję :D

      Usuń
  7. No proszę, a ja kiedy tylko zobaczyłam, że to jest związane z dziełem rzeczonej autorki od razu poczułam wstręt. Jak widać niesłusznie. Trzeba się chyba z Panią Meyer pogodzić i w najbliższych miesiącach poświęcić czas na przeczytanie tej książki. Może to spotkanie będzie lepsze od poprzednich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość ludzi tak reaguje, ja miałam to szczęście, że gdy czytałam po raz pierwszy ,,Intruza", jakoś niewiele słyszałam o zmierzchomanii. Życzę powodzenia, mam nadzieję, że Ci się spodoba. To miała być trylogia, ale Meyer połakomiła się na pieniądze i tworzy teraz 100293 dodatek do serii o wampirach.

      Usuń
  8. Zawsze film będzie gorszy od książki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z Martą zawsze tak jest. Jak byłam mniejsza to czytałam "Rajskie Wzgórze" pokochałam tą książkę, a potem obejrzałam film i przeżyłam dziecinny wstrząs,krzyczałam,płakałam i byłam zawiedziona na wszystkie możliwe sposoby. W filmie wszystko było inne. Dlatego książka zawsze jest lepsza.
    Jakie fajne Myszowe zakupy ;-; Mnie na razie na nic nie stać XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem... Nie można tak uogólniać, choć rzeczywiście większość adaptacji filmowych, które widziałam, były straszne. Najbardziej nie lubię gdy za bardzo odchodzą od oryginału.
      Mnie zwykle na nic nie stać, więc jak już coś kupię, to aż na blogu muszę się chwalić.

      Usuń
  10. Gdybym lubiła czytać książki to pewnie bym się za to zabrała... ;) Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. D: Zaniżasz nam średnią krajową...

      Usuń