poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Igrzyska czas zacząć!

     Niedawno (przynajmniej według mojej miary czasu) cały świat oszalał na punkcie trylogii Suzanne Collins, która to trylogia nazywa się ,,Igrzyska Śmierci", taki też tytuł nosi pierwszy tom serii. Oczywiście, szybko powstał film na podstawie tej powieści, który przysporzył autorce jeszcze więcej fanów. Od razu napiszę, że nie oglądałam filmu, przeczytałam tylko książki i to właśnie o nich będzie dzisiaj mowa. Nie będę streszczać tutaj fabuły, bo wiem, że naprawdę niewiele osób nic o ,,Igrzyskach Śmierci" nie słyszało. Nie jest to recenzja, tylko raczej subiektywna opinia (Prawda, że w naprawdę epicki sposób zawsze udaje mi się uniknąć pisania recenjzji?) o każdym z trzech tomów trylogii.

źródło: zerochan.net
Ha, nie myśleliście, że nawet to uda mi się tam znaleźć, mwahahaha!
     Przyznam, że do pierwszego tomu podchodziłam dość sceptycznie, przepełnione superlatywami komentarze w różnych mediach raczej mnie odstraszały. W końcu zdecydowałam, że muszę dowiedzieć się o co tyle szumu. Niestety, w czasie gdy pierwszy tom trylogii trafił do biblioteki w moim mieście, zaczęłam czytać Battle Royale i do lektury ,,Igrzysk Śmierci" zabrałam się już po trzech tomach znanej mangi. Tak, pewnie wiecie już, co dalej napiszę, prawda? Po tej książce spodziewałam się czegoś innego, miałam nadzieję, że będzie naprawdę tak brutalna, jak opisują to rozentuzjazmowani internauci i wywoła we mnie istną burzę emocjonalną.


http://mediarodzina.pl/prod/176/Igrzyska-smierci
          Niestety, myliłam się. Brakowało mi krwi, miałam wrażenie, że na śmiertelnej arenie rozpęta się istne piekło, tymczasem walk było stosunkowo mało. Do tego dochodził inny problem - jak mam przejmować się śmiercią bezimiennych postaci, jak mam być poruszona tym, że główna bohaterka zabija osoby, które niedawno zobaczyła po raz pierwszy i niewiele o nich wie, podobnie jak czytelnik? Na szczęście ratował to związek bohaterki z Peetą, wiedziałam, że i tak zawsze im się będzie udawać i Peeta będzie ją kochał, ale mimo wszystko, gdy czytałam opis wydarzeń na arenie, naprawdę miałam czasem wątpliwości co do jego lojalności wobec głównej bohaterki, Katniss, czasami byłam też zniesmaczoną tą słodkością, ale bywało gorzej, anime naprawdę uodparnia na takie rzeczy. 
       Książkę przeczytałam błyskawicznie, może zabrzmi to dziwnie, ale ogromnie mi się spodobało to, że narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym, co nadaje powieści dynamizmu, a wcale nie tak łatwo jest pisać w ten sposób, co wiem ze swojego marnego doświadczenia. Zaletą jest też niezwykle sugestywne przedstawienie stanu, jakim jest głód, kiedy czytamy książkę, naprawdę czuć, że główna bohaterka przez większość swojego życia miała niewiele okazji, by najeść się do syta i skosztować dobrego jedzenia. Każdy posiłek jest szczegółowo opisywany, każdy wywołuje jakieś emocje w bohaterce. Za to pani Collins należy się gigantyczny plus, od razu widać, że igrzyska nazywają się głodowymi nie bez powodu. Nie spodobało mi się tylko to biało-czarne przedstawianie świata i traktowanie Kapitolu jako Pana Samo Zło, na szczęście pojawiają się sceny i postacie, które trochę zmieniają to dwubiegunowe postrzeganie świata. 
       W przeciwieństwie do wielu osób, nie uważam, że Suzanne Collins splagiatowała Battle Royale, akurat tutaj zbieg okoliczności jest bardzo możliwy. Mimo wszystko, szału nie było, książka mnie nie porwała, ale bez problemu jestem w stanie zrozumieć, jak ludzie mogą się nią zachwycać.

http://mediarodzina.pl/prod/534/W-pierscieniu-ognia
       Nie wiedziałam, co może znaleźć się w drugim tomie, bo miałam wrażenie, że historia jest już skończona, choć gdzieś tam w głębi umysłu miałam nadzieję, że dobrze oceniłam niektóre fragmenty ,,Igrzysk Śmierci", że autorka ma zamiar stworzyć coś znacznie bardziej złożonego, po drugą część serii sięgnęłam więc z ciekawością. Nie rozczarowałam się, wręcz przeciwnie, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, książka była bardziej interesująca niż jej poprzedniczka, pojawiły się nowe, intrygujące wątki oraz sporo nowych bohaterów. 
       A teraz zachowam się jak klasyczna, piszcząca fangirl (nie, po polsku to już nie brzmi w TEN sposób) i napiszę właśnie tak: Aaaa, iiiii, jaki Finnick jest słit i kawaii, aa, kyaaaa! Dobrze, nie zwracajmy uwagi na to żałosne stworzenie, które wyłoniło się w poprzednim zdaniu i nazywa się źle tłumiona osobowość gimbusa, tylko przejdźmy do rzeczy. Świat Katniss powoli przestaje być idealnie spolaryzowany, powoli zaczynają pojawiać się wątpliwości, igrzyska wycofują się stopniowo za kulisy, a na scenę wchodzą zaczątki rewolucji. Pomysł na nową arenę szalenie mi się spodobał, ale to jeszcze nie było to i historia Panem jakoś mnie nie porwała, widać było jednak, że Collins się rozkręca.

       Na trzeci tom polowałam naprawdę długo, wiecie jak to jest w tych bibliotekach ,,na wsi" - na ,,Zaćmienie" i inne części ,,Zmierzchu" można czekać sześć miesięcy (tak, prawdziwa historia), a ludzie wręcz wyrywają sobie bardziej poczytne książki, zupełnie niczym trybuci przy Rogu Obfitości, na szczęście niedawno udało mi się w końcu dopaść ,,Kosogłosa". Skrzywiłam się, czytając opinie z tyłu książki, które ociekały pochwałami i peanami na część Suzanne Collins, dokładnie tak jak zawodnicy MMA ociekają potem po zakończeniu swojej walki na KSW*. Początki bywają trudne, więc pierwsze rozdziały przeczytałam w żółwim tempie, ale nagle zaczęłam połykać strony, pędząc z prędkością godną Bolta, dławiąc się wręcz literkami. Naprawdę żałowałam, gdy podstępnie dopadł mnie koniec historii, ale zamykając książkę mogłam wreszcie pomyśleć ,,Tak, to właśnie było TO".
        ,,Kosogłos" jest bardziej melancholijny i mniej subiektywny niż poprzednie części trylogii. Katniss i jej towarzysze zmagają się teraz nie tylko z Kapitolem, ale też z własnymi traumatycznymi przeżyciami i problemami psychicznymi, a wrogowie zdają się wyrastać spod ziemi niczym grzyby po deszczu. I właśnie tu dochodzimy do sprawy, którą wiele osób uważa za największą wadę ostatniego tomu serii o totalitarnym państwie, a ja osobiście widzę w niej wielką zaletę. Mianowicie, wreszcie następuje załamanie. Tak, ta część powinna nosić tytuł ,,Angst". W wielu powieściach, filmach i anime bohaterowie potrafią znieść właściwie wszystko, rewelacje spływają po nich jak woda po kaczce, a ich psychika wydaje się być odlana z tego samego tworzywa, co dwie kończyny Edwarda Elrica. A tutaj, niespodzianka! 
       Ludzie w tej powieści są właśnie ludźmi, tylko ludźmi i zachowują się tak, jak na ich miejscu zachowywałaby się każda normalna osoba. Można się denerwować, że przez cały tom czytamy właściwie o samych urazach psychicznych, załamaniach nerwowych i depresji, wydaje się, że to takie klasyczne smęcenie, ale te wszystkie reakcje bohaterów są właśnie prawidłowe. Wreszcie dostałam ludzi, którzy po utracie kogoś ważnego nie płaczą pięciu minut i już są silni, pałają tylko rządzą zemsty. Tak, zemsta też, ale nie tylko. Różne dzieła przyzwyczaiły nas do skrajne wyidealizowanego obrazu bohaterów których prezentują. Owszem, główna bohaterka wydaje się być chodzącym ideałem i mnie też często denerwowała we wcześniejszych tomach, ale mimo wszystko spod tej maski pozornej wspaniałości wyłania się czasami dziewczyna, który jest przebiegła, myśli głównie o swoim dobrze, i która bywa zagubiona, naiwna oraz naprawdę okrutna. Niezbyt to urocze, jak rozkazano kiedyś śpiewać Hatsune Miku. ,,Kosogłos" bywa przedramatyzowany, ale nareszcie świat odsłonił swoje prawdziwe oblicze i zniknął podział na tych złych i tych dobrych, a nasza cudowna Katniss musi wybierać między większym i mniejszym złem, ale zawsze złem. 
        Ostatnie sceny książki są moimi ulubionymi z całej trylogii, najchętniej oprawiłabym je w ramkę i zawiesiła nad łóżkiem, by móc je czytać podczas bezsennych nocy. Pierwsza z tych scen dosłownie sprawiła, że spadłam z krzesł... taboretu, tak wielki czułam sprzeciw i zaskoczenie. Druga za to była idealna. I tyle. Miałam ogromną nadzieję, że autorka właśnie tak to zakończy, ale to byłoby zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, tak jak paring KiraxL dla yaoistek. 


*Niezbyt smaczne porównanie, ale prawdziwe, galę boksu też czasami oglądam...

56 komentarzy:

  1. Uwielbiam te książki + film :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Miłość to szczęście, problemy to efekt uboczny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam połowę tego postu, resztę zostawię sobie, jak skończę całą trylogię. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja osobiście nie czytałam książek, ani nawet filmu nie obejrzałam - dziwna jestem ;x Ale cały czas mam w planach nadrobienie tego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to nie wiem, czy opłaca się oglądać film... Rzadko kiedy jest choć w połowie tak dobry jak książka.

      Usuń
  5. Oczywiście, jak wiele książek "Igrzyska śmierci" są na liście oczekujących. Bardzo dużo dobrego słyszałam ale przyznam, ze nie spodziewam się więcej niż wciągającej książki przygodowej...? Myślę, ze mogę mianować się miłośniczką swego rodzaju "poważnej" literatury. Nie bywam fanką takich książek. Lubię "Harry'ego Potter'a", "Felixa Neta i Nikę", uwielbiam Wiedźmina, "Percy Jackson" był dla mnie ciekawy. Ale jednak zostanę fanką klasyków.
    Ty ani mnie nie zachęciłaś, ani nie wywołałaś odwrotnego efektu :)
    To twoje zdjęcie, czy jak? xD Nie załapałam ale jeśli tak: fajne glany xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie spodziewaj się dużo więcej. Ja właściwie czytam wszystko, choć najbardziej lubię fantastykę. Wszystko zależy, jakich klasyków :3 Moje, po dwóch latach pisania bloga wreszcie się przemogłam i zamieściłam jakieś swoje zdjęcie. Wyglądam teraz nieco inaczej (bo dieta działa XD), ale i tak. Dziękuję :)

      Usuń
    2. Jedyne zdjęcia jakie ja dodałam to ja na wf xD dziwny wybór, przyznaję. Nie chcę pokazywać swojej twarzy.. zawiedlibyście się xD Kotek mówi "paradichlorobenzene"! Uwielbiam :3 Jak puścisz jednocześnie paradichlorobenzene i anytichlorobenzene to pranie mózgu gwarantowane :D

      Usuń
    3. Ja też nie pokazałam twarzy ;) Może mamy manię prześladowczą?
      Tego drugiego jeszcze nie zdążyłam wysłuchać. Niedawno puściłam jednocześnie True masochist i true sadist to dopiero było :D

      Usuń
    4. Muszę spróbować *.*
      Mamy, oj mamy. Wszędzie psychiczni fani xD

      Usuń
    5. Chciałabym mieć fanów :3
      Bym lansiła się czarnymi okularami.

      Usuń
  6. Ja nie czytałam, nie oglądałam i nie mam zamiaru nadrabiać :D
    Aaaa teraz będę w Focusie szukać dziewczyny w glanach i analizować czy to nie czasem Ty xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łoo, przecież tego kwiatu tam pół światu, naszukasz się :D Choć nie wiem, czy jest sens mnie szukać.

      Usuń
    2. Dlaczego niby? Wierzę, że dam radę poszukać xD
      Ale chyba za często w weekendy nie jesteś w Focusie... To będzie ciężko :D

      Usuń
    3. Hmm, to muszę dać Ci jeszcze kilka wskazówek - szopa na głowie, 173cm wzrostu, 66-67kg, no i glany.
      Nie tak często jak bym chciała :c

      Usuń
    4. Będę pamiętać na przyszłość :D Jak zauważysz gdzieś turkusowe trampki to zaczep - może to będę ja xD
      No ja też nie bywam tam często.

      Usuń
    5. Będę zaczepiać wszystkie blondynki w turkusowych trampkach :D
      http://www.youtube.com/watch?v=nI0XS2hMrOY
      Łapaj i strać mózg. Chemia, chemię widzę!

      Usuń
    6. Cóż... Mało jest blondynek w turkusowych trampkach xD
      Stwierdzam, że nie wiem co słucham xD Miałam złudną nadzieję, że to będzie coś spokojnego :D

      Usuń
    7. Jeszcze mniej jest blondynek w turkusowych martensach w panterkę z żarówkowymi sznurowadłami.

      Usuń
    8. Panterkowate? :D Coraz bardziej zawęża nam się prawdopodobieństwo chybienia...

      Usuń
    9. To nie ja mam takie cuś, tylko moja koleżanka ze szkoły :D

      Usuń
    10. Aha... Już myślałam, że to Twoje takie cuś xD Na zmianę z glanami.

      Usuń
    11. Boże uchowaj. Mam normalne obuwie :D

      Usuń
    12. Normalne obuwie to adidasy. Czy coś... :D Glany to już inna generacja xD

      Usuń
    13. Też mam adidasy! I trekingi, i półbuty. I... Eee... Wystarczy.

      Usuń
    14. Wybacz... Nie miałam adidasów od 3 lat :( Też mam półbuty, nawet baleriny. Dobra luz xD

      Usuń
    15. Nie nosisz normalnego obuwia D:

      Usuń
  7. Zabieram się do obejrzenia / przeczytania tego i jakoś mi ciągle jest nie po drodze. Teraz się wzięłam za Dom Nocy ;D Dla nastolatek, ale zarąbiste ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówimy o tym samym Domu Nocy? Przeczytałam trzy tomy i miałam serdecznie dość ^^

      Usuń
    2. Lekko odmóżdżające, no nie? ;D

      Usuń
    3. Trochę.
      Pierwszy tom był całkiem ok, ale potem Zoe zaczęła się robić zdzirowata i zbyt merysuistyczna. Za to Afrodyta była coraz fajniejsza <3

      Usuń
    4. Afrodyta była najlepsza! ;D I Starka lubię, o.

      Usuń
    5. To był ten od łuku? Nje, to jakiś ichni żołnierz?

      Usuń
    6. To się zgadzam, był fajny. Ten jej drugi mnie denerwował. Ba, kto tam nie był denerwujący...

      Usuń
    7. Erik był mega wkurzający, przyznaję ;D

      Usuń
    8. Ale Neferet była gorsza. Ogólnie to wydaje mi się, że autorki już nie miały czego wymyślać. To jest tasiemiec jak Moda na Sukces.

      Usuń
    9. Całkiem możliwe, że nie miały... ale przyjemnie się po tym śpi ;D

      Usuń
  8. Nie czytalam tej notki, bo obawialam sie o spojlery;D dopiero zaczynam czytac "Igrzyska...".

    Nie wiem co to Rolling Girl, ale brzmi calkiem dobrze;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoilerów właściwie nie ma, sama się dziwię, przecież jestem Spoiler Master.
      Taka piosenka:
      http://www.youtube.com/watch?v=3OrrvfREI00

      Usuń
  9. Wiesz, nie oglądałam ani nie czytałam Igrzysk Śmierci, choć miałam o tym takie same poglądy jak Ty. Gdy tylko weszła na to faza, kilka osób, w tym moja znajoma, czytały te książki na przerwach. Była tam jakaś scena mordu dziecka czy cuś (spoiler? XD) i dziewczyna tak się rozhisteryzowała, że to okrutne, przerażające... a tu kicha! Um, jeśli szukasz krwi, zapraszam do książek Murakamiego, który to doszczętnie wywraca mój żołądek do góry nogami.
    ~*~
    Pff! zniszczyłaś mnie. Uśmiałam się przy gimbusowatości, nieważne. Też nie pilnuję swojej osobowości.
    Hm, chyba trzecia część najbardziej wpadła w mój gust, jeśli chodzi o książki, bo nie lubię opisów na 100 stron, ani smęcenia o niczym tak właściwie.
    ~*~
    Bardzo ciekawe zdjęcie! :D
    Ekhem, taak... DN!

    Nie wiem, czy Ci odpisałam czy nie, ale porzuciłam Ao w gruncie rzeczy dlatego, że mnie znudziło.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam @.@. A w najbliższym czasie czytam książki typu psychologia dziecka, literatura i dziecko itp. :).
    Książkę, którą ewentualnie będę czytać to "Oślepiający nóż" Brenta Weeksa. Uwielbiam książki tego kolesia. Światy, które przedstawia mają coś znajomego w naszym świecie, wciągające i grube XD. Polecam ogólnie tego autora :)
    Najlepiej zacząć od tryloggi Drogi cienia :D. A wyszło kolejna trylogia ^^. Pierwszą cześć przeczytałam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostajesz pedagogiem, czy może będą małe Mesmerki? :D
      Ech, mam taki problem, że żadnych książek u nas nie można dostać :C

      Usuń
    2. Pewnie będą małe Mesmerki XD
      Ja kupiłam książki w promocji i nie żałuję, bo na pewno przeczytam je jeszcze raz, a potem kolejny raz :D

      Usuń
    3. D:
      Ostatnio jakoś nie czytam książek kilka razy. Za dużo czeka na przeczytanie.

      Usuń
  11. O "Igrzyskach śmierci" słyszałam tylko z kwejka, bo wszyscy oszaleli na punkcie filmu i wątpię, żeby połowa z tych fanów filmu przeczytała chociaż jedną książkę. A tutaj mamy zupełnie inny przypadek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, wiele fanek czyta też książki... Według mnie oglądanie najpierw filmu jest wielkim błędem.

      Usuń
  12. łаjąсą kąsa ѕłomę, kazali ρarować beczκi oraz dodatkοwo

    гozwiеrаć skrzynie. pogodak.ba W szczególności
    pilnie sprawdzali luԁzi o zakresie ѕzеωсów, tоż a także rycerzom pоtrafili zadawać

    kłopοtliwe zаρytаnіa.
    Udałо się tωoja οsoba.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawsze mam opory jeśli chodzi o czytanie książek, wokół których jest szum medialny. Zazwyczaj jest on przesadzony i zawodzę się na lekturze. Dlatego nie przeczytałam całej trylogii.
    Za pasem mam tylko część pierwszą. Przebrnęłam przez nią już dosyć dawno temu, zanim w ogóle słyszałam cokolwiek o filmie. Co więcej myślałam, że jest to nieznana książka. Faktycznie nie było zbyt krwawo, ale mi to akurat nie przeszkadzało i lektura bardzo mi się spodobała, zwłaszcza sam pomysł na nią.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ze wstydem przyznam, że za HG zabrałam się dopiero niedawno, odstraszał mnie ten szał ludzi, jakie to cudowne i och i ach i hejjajupijej (uraz po Zmierzchu, brrr).
    Cóż, mam wrażenie, że do końca nie wywołało na mnie to takiego wrażenia, jakiego oczekiwałam. Tak jak ty, nastawiłam się na dużą dozę brutalności, wręcz nie mogłam się tego doczekać (ach, anime zryło mi banię). A tu... Połowa książki jest opisem ładnych pomieszczeń w Kapitolu, jedzenia, które je na arenie... Może to być zarówno zaletą przybliżającą nam realnia tego świata, ale też znacznie spowalnia akcję.
    A zapotrzebowanie na szybką i brutalną akcję znacznie u mnie wzrosło, odkąd zostałam Otaku. Bywa.
    W sumie nie wiem, czy aż tak mi się podobało. Myślę, że moje podniecenie tym tematem było wywołane tym, że dawno nie czytałam porządnej książki przygodowej, ba! ze skruchą przyznaję, że ostatnio w ogóle nic nie czytałam.
    Niewątpliwie mam całkiem dobre wspomnienia zarówno w związku z filmem jak i książką, głównie właśnie z powodu wcześniejszego niedoboru książek.
    No i oczywiście FINNNICK, który stał się od razu moją ulubioną postacią (gimbusiarskie instynkty~), a którego zaczęłam wręcz wielbić po [spoiler alert] jego załamaniu psychicznym w 3 części.
    Uwielbiam postacie z załamaniem psychicznym.

    Się rozpisałam;-;

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak możesz przedstawiać tak piękną książkę jako jakieś jebane anime. Jesteś beszczelna głupia cipo!!!

    OdpowiedzUsuń