czwartek, 31 stycznia 2013

Kolejna odsłona hejtu

     Przepraszam za moją nieobecność na blogu, a miałam już takie ładne statystyki – udawało mi się pisać posty w odpowiednich przedziałach czasowych, jednak remont feriowy zaatakował znienacka, jak czołg (tak, to moje ulubione porównanie). Rozpoczął się luty i wracam do pisania, z masą pomysłów, mam nadzieję, że tym razem wszystko pójdzie po mojej myśli. Polecam wejść na Ludożercę, autoreklama kluczem do sukcesu.


    Niedawno w świecie mangi i anime było dość głośno o serii TV Black Rock Shooter, która z miejsca została okrzyknięta  najgorszym anime sezonu i wielkim rozczarowaniem. Czy aby na pewno słusznie? Obejrzałam zarówno OVA jak i ośmioodcinkową wersję serialową i muszę szczerze przyznać, że za nic nie mogę pojąć, dlaczego nowsze anime zbiera praktycznie same negatywne opinie i wywołuje tak skrajne emocje. Wydaje mi się, że wynika to po części z tego, że sporej ilości osób nie spodobało się to, że nowa seria odbiega znacznie od poprzedniczki. Posypały się niepochlebne recenzje, i zaraz testowanie BRS stało się najzwyczajniej w świecie modne, wręcz wymagane, naturalne. Znam wiele zacznie gorszych serii, które nie zostały tak zrównane z ziemią i wydeptane w błoto jak ta, BRS posiada z pewnością wiele wad, ale odważę się napisać, że ma też zalety i jak dla mnie, jest to seria przeciętna.Obejrzałam obie wersje tego anime, nie wiedząc jeszcze o tym całym zbiorowym hejcie, i wcale nie czułam, że oglądam totalnego gniota bez przesłania, do tego seria TV spodobała mi się o wiele bardziej. Zasięgnęłam opinii wielu różnych osób, dużej ilości z nich też BRS się podobało, może nie stawiali mu ołtarzy, ale traktowali jak całkiem zwyczajne anime na wolne popołudnie, nie wyróżniające się za bardzo pozytywnie, ale i nie negatywnie. Myślę, że wyrażanie negatywnej opinii o kontynuacji, albo raczej nowej wersji Black Rock Shooter jest bardziej pewnym zjawiskiem psychologicznym, a nie wynika z faktycznej beznadziejności  tego anime. Pewnie wielu fanów serii OVA miało zbyt wygórowane oczekiwania. 

środa, 16 stycznia 2013

Grzbietoród - żabka dziwów


źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Pipa_(rodzaj)
     Dzisiaj napiszę o zwierzęciu, które jest tak niezwykłe, że początkowo można by pomyśleć, że zostało przeze mnie wymyślone i pochodzi z tej samej bajki co wąslozony czy papciochy , tymczasem grzbietoród amerykański, bo to o nim mowa, istnieje naprawdę. Nazwa brzmi dość dziwacznie, prawda? Otóż u tej dużej żaby młode ,,rodzą się” na grzbiecie. Niemożliwe? Samica w okrutnie skomplikowany sposób składa jaja na swoim grzbiecie, następnie samiec je zapładnia. Jaja zagłębiają się w skórze i tu zaczynają się rozwijać, po jakichś 11-13 tygodniach małe żabki są już dostatecznie dorosłe i rozrywają wieczka, by wydostać się na świat. Grzbietoród bardzo lubi muł i płytkie zbiorniki wodne. Jestem ciekawa, jakież to czynniki środowiskowe spowodowały, że ewolucja tego płaza przebiegała w tym kierunku. Skoro większość ssaków nosi młode w brzuchu, to czemu płazy miałyby być gorsze i nie spróbować nosić dzieci, na przykład, na plecach, by nie posądzono ich o plagiat i kopiarstwo? 

sobota, 12 stycznia 2013

Dance Macabre Antygramaticae



Wszyscy jesteśmy tylko stosem rozsypujących się śrub,
Tyle ludzi wokół, wśród nich jeden żywy trup,
Szary świat, a w nim tysiące żywych zwłok,
Przesycony szczęściem każdy sztywny ruch.

Wieczny taniec zombie, szał gnijących nóg,
Szare niebo na ziemi osiągniemy znów,
Tam dalej urwisko, jeszcze jeden krok,
Tylko prosta praca, tysiąc ludzi i trup.

Czy to biały kredy pył, czy to kawy smak, 
Szare domy, tysiące korytarzy, tysiąc sal,
Sprawnie działają plastikowe tętnice zwłok,
Samotne trupy tańczą, od tysięcy lat.

wtorek, 8 stycznia 2013

Nasza własna fikcja (ku chwale siedemnastego anioła)

    Ostatnio coraz bardziej wzmaga się zainteresowanie różnymi północnymi wierzeniami i mitologiami, zresztą twórcy niemal zawsze traktowali je jako źródło inspiracji. Oczywiście, największą popularnością cieszą się wierzenia nordyckie i celtyckie. Przyznam, że trochę się denerwuję, jak widzę zafascynowanych tymi tematami rówieśników, moja przyjaciółka nosi na szyi celtyckie symbole, fantazjuje na temat różnych ichnich duchów i bożków, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że nasza mitologia może zaoferować jej równie wiele, i jest równie interesująca. Tak, Słowianie też mają, a raczej mieli rozwinięty system wierzeń, hierarchię bogów i ładnie prezentujące się symbole, tylko jakoś prawie nikt nie chce o tym pamiętać, jedynie bardzo niewiele osób jest zainteresowanych tym tematem. Co prawda, wiele wiadomości przepadło w szeroko otwartej gardzieli otchłani czasu, ale to, co przetrwało stanowi naprawdę interesujący materiał. 

Tak mi się skojarzył Thorfinn, ale tu dobrze pasuje. Vinland Saga jest wielka! Obrazek z zerochan.net

piątek, 4 stycznia 2013

Baccano! w pigułce

     Chyba każdy, kto interesuje się mangą i anime miał w swoim życiu do czynienia z serią o wdzięcznej nazwie Durarara!!, jednak mało kto słyszał o czymś takim jak Baccano!. Jak się bowiem okazuje, znane i lubiane Drrr!! ma starszego brata, który jest równie dobry jak seria o Ikebukuro, a nawet lepszy. Niestety, jak to zwykle bywa, popularność Drrr!! przyćmiła zupełnie wcześniejsze dzieło Ryougo Narity. Oprócz oczywistych podobieństw między Durarara!! i Baccano!, takich jak niemal identyczna kreska i charakterystyczne mieszanie gatunków w Drrr!!, można znaleźć wiele nawiązań do wcześniejszej serii – postaci z Baccano! należą do Dollars, nawet sam pomysł na opening został zaczerpnięty z Baccano!. 

Obrazek, rzecz jasna, z zerochan.net

środa, 2 stycznia 2013

W poszukiwaniu Kontaktu, czyli ,,Solaris"

    Zdecydowanie lubię Was dręczyć. Oto moja pierwsza recenzja książki, którą tu zamieszczam, oczywiście, nie spodziewajcie się, że postanowiłam opisać jakąś normalną książkę. Nie, musiałam być zła i wybrałam pozycję, która po raz pierwszy ukazała się wtedy, gdy po ziemi chodziły wielkie gady, a na niebie zaczęły pojawiać się kecalkoatle. Nie potrafię za dobrze pisać recenzji, do tego wiem, że to dość, hmm, ekscentryczny wybór*, ale co tam, trzeba myśleć pozytywnie i z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Okładki książki nie będzie, bo nie, więc zadowólcie się, proszę, tym oto obrazkiem ze strony zerochan.net
         Lektury obowiązkowe to taki średni pomysł, wiecie sami. Był sobie kiedyś taki jeden pan, który napisał całe masy wspaniałych książek, w tym pewien zbiór opowiadań, cieniutką i niepozorną książeczkę. Co ciekawe, jacyś Bardzo Władni Ludzie postanowili, że akurat ona będzie świetną pozycją dla dzieci i młodzieży, może pokierowali się tytułem tego małego dzieła, nie wiem. Jedno jest pewne - ,,Bajki robotów" nie przypadły do gustu uczniom i Bardzo Władni Ludzie osiągnęli zgoła odmienny cel, trwale zniechęcając młodych do jednego z najsłynniejszych i najznamienitszych polskich autorów. Przyznam się bez bicia, że dla mnie też szału nie było, a bardzo lubię sci-fi i groteskę. Na szczęście po kilku latach spotkałam w bibliotece inną książkę tego autora. Moją uwagę zwróciła oczywiście okładka i nietypowy tytuł - ,,Solaris".  Sama nie pamiętam dokładnie w jaki sposób, ale książka trafiła do mojego domu.Tego dnia zasnęłam, gdy słoneczko już realizowało swój podły plan upieczenia wszystkich ludzi.