niedziela, 29 grudnia 2013

Grudniowe mangi i Desu Noto

     Święta w tym roku były naprawdę udane, choć bezśnieżne, jedynie pewna tajemnicza wioska położona nieopodal zachowała trochę śniegu. To przez mojego kolegę, który zatrzymał go swoją mocą lagów. Kończę rok z dziewięćdziesięcioma czterema mangami na półeczkach. Za dużo ich w tym miesiącu do mnie nie trafiło, ale te, które już mam, są takie, że w pełni wystarczą, zwłaszcza opowieść o biednym uczniu technikum rolniczego. W dodatku w prezencie od genialnego Marcina dostałam pewien niebezpieczny zegarek/wisiorek...

Spice&Wolf #4
Kwiaty grzechu #1
DOGS Bullets & Carnage #4
Silver Spoon #1

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Największe marzenie gryzonia z rodziny Muridae

     Jak to się stało, że sztuczne choinki mają właśnie taki kształt? Czemu czasami mówi się na nie sosenki? Przecież sosna nijak nie przypomina tradycyjnego świątecznego drzewka. Może dlatego, że świerczek nie brzmi już tak fajnie. Piękne świerki, chluba pobliskiego lasu. Nie muszę zamykać oczu, by widzieć śnieg na ich gałęziach, atakują nałożone na siebie wspomnienia z wielu lat. Żyję krótko, ale dla mnie moje życie jest długie, to w końcu całość. Bombki grzyby zawsze widniały na gałązkach, ale dopiero w tym roku mają dla mnie jakieś głębsze znaczenie, zawsze były tylko fikuśnymi muchomorkami, które bardzo mi się podobały.

sobota, 14 grudnia 2013

Prawa myszy

http://www.zerochan.net/1405187
prawo myszy
 Jeśli jest coś, o co można się potknąć, to mysza na pewno to zrobi i uczyni to w bardzo widowiskowy sposób.

II prawo myszy
Jeżeli jest coś, co da się pogryźć, to mysza na pewno to zrobi.

III prawo myszy
Liczba warstw ubrań na myszy rośnie wprost proporcjonalnie do wzrostu temperatury.

IV prawo myszy
Jeśli jest w empiku jakaś manga, której kupna nie było w planach, to mysza z pewnością ją kupi.

V prawo myszy
Jeżeli istnieje możliwość pójścia wcześniej spać, to na 78% mysza z niej nie skorzysta. 

wtorek, 10 grudnia 2013

Książka najgorsza

     W pewnym momencie młody człowiek czuje, że powinien zapisać się jakoś na kartach historii. Jego wielki talent literacki nie może przepaść, koniecznie trzeba coś stworzyć, już, zaraz, teraz. Przecież ten nastolatek jest taki niezwykły, taki nieprzystosowany, lepszy od tego podłego tłumu rówieśników, z którymi nie może nawiązać wspólnego języka, bo niezaprzeczalnie jest na wyższym poziomie. Przeżył już przecież tyle strasznych rzeczy, jest taki wspaniały, przeżywa katusze wprost nie do opisania! W takich właśnie momenatach powstają takie książki, jak ,,MyLife.com MojeŻycie.pl".

Gdy widzisz takie coś w swojej bibliotece, to wiedz, że jest źle...
     Czy jest to książka autobiograficzna, czy może zawiera same wątki fikcyjne? To specyficzna mieszanka fikcji i własnych doświadczeń autora. Zaczyna się od wspomnień autora, który rozpacza, jakie to jego życie było straszliwie trudne, opowiada o odrzuceniu przez kolegów, o prześladowaniach, o tym wielkim, wielkim cierpieniu, jakie na niego spadło, o depresji, w którą popadł. Jednym słowem, Werter mógłby brać u niego korepetycje. Wszystko to jest, niestety, strasznie naiwne. Klasyczne problemy nastolatka, który czuje się lepszy od otoczenia i uważa, że nikt go nie akceptuje, nie rozumie, wszyscy są przeciwko niemu, właściwie bez powodu, bo są po prostu podli, okropni, podstępni, brutalni. Nic, tylko pociąć się jakimś nasączonym wodą produktem zbożowym. Dawid, bohater drugiej części książki, która jest opowieścią wymyśloną przez autora (ale niepozbawiona jest licznych nawiązań do własnych przeżyć), wolał żyletkę. No cóż. 

sobota, 7 grudnia 2013

Jubileusz (karykatury, słowa kluczowe, złe gógle)!

     Wierzcie lub nie, ale to notka numer dwieście. Jak ten czas szybko leci... Choć właściwie wiele osób publikuje znacznie więcej postów niż gnuśna ja. Pocieszę się, że nie liczy się ilość, tylko jakość. Orkan prawie mnie wczoraj uśmiercił, ale nie dałam się i mam tylko odmrożone palce u stóp. Mogę dalej pisać i męczyć ludzi, może niedługo dobiję do trzystu notek?


Niewyspana i zjaoizowana. To jest moja karykatura, narysowała ją kochana żona. Oto jest prawdziwa mysza: 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Listopad – ile liści, tyle mang.

     Czas na nieco spóźnione podsumowanie listopada, tyle mang cudownych. Ciekawostka  codziennie widzę słynny bydgoski most. I wszyscy normalnie ludzie są za Trasą. Choć ostatnio afera przycicha. Mam sporo pomysłów na notki, chciałabym tez kilka serii blogowych wprowadzić, ale czekam na ocenkę mojego słitaśnego bolgaska. Tymczasem przyjrzyjmy się jednak moim łupom, jeszcze tylko dziesięć mang do setki...

Dengeki Daisy #12
Ao no Exorcist #2
Pandora Hearts #8
Demon Maiden Zakuro #4
Another #2
Balsamista #1
Opowieść Panny Młodej #2
Otaku #47

piątek, 29 listopada 2013

Cała prawda o beretach.

     O beretach powstało wiele teorii spiskowych, nie bez powodu  te czapeczki z charakterystycznymi antenkami są znakiem rozpoznawczym wielu formacji, na przykład Czerwonych Beretów i Moherowych Beretów. Niektórzy uważają, że dzyndzelki umieszczone na nakryciach głowy starszych pań tak naprawdę są zakamuflowanymi antenami, za pomocą których KTOŚ (ojciec dyrektor, kosmici, jakaś inna niecna siła) może tymi paniami sterować. Brzmi okropnie, nieprawdaż?

     Ja, wielka mysza, odkryłam co naprawdę za tym wszystkim stoi. Z narażeniem życia badałam berety, prowadziłam żmudne obserwacje. Wiele razy miałam ochotę się poddać, ale musiałam wypełnić swój obywatelski obowiązek! Mając za nic szepty sąsiadów, pracowałam dalej. I dotarłam do prawdy. Okazuje się, że berety, to tak naprawdę... GRZYBY (klik). 


     Jak to możliwe? To nie może przecież tak wyglądać! To bez sensu, to nieprawda!  powiecie. Otóż nie. Berety to tak naprawdę grzyby, jestem tego pewna. Zagadka rozwiązana. Pomyślcie, dlaczego berety mają taki dziwny kształt? Antenki to tak naprawdę wyspecjalizowane zarodnie, istnieją też gatunki bezantenkowe, które rozmnażają się przez fragmentację grzybni, tudzież filcu/moheru. 

     Jak się okazuje, Pałuczanie, mój lud, wiedzieli o tym od dawna. W ich gwarze słowem ,,betki" określano grzyby, a berety to ,,beretki". Czyż podobieństwo tych dwóch nazw nie jest uderzające? Właśnie to spostrzeżenie naprowadziło mnie na trop. 

     A teraz czas na najstraszniejsze wieści. Berety siedzą na naszych głowach i pasożytują, żywiąc się naszą energią cieplną, sterują też niektórymi bardziej podatnymi na wpływy osobnikami, zupełnie jak opisywane wcześniej grzyby mrówkami. Armia wie o wszystkim, zna prawdę o beretach, ale ją ukrywa. Wykorzystuje te grzyby po to, by sterować żołnierzami i utrzymywać dyscyplinę. Gdy się o tym dowiedziałam, poczułam się okropnie, cały świat wywrócił się do góry nogami. Prawda jest straszna. Czasami lepiej nie wiedzieć...

poniedziałek, 25 listopada 2013

Myszy wszędzie

    Myszy takie wszechobecne, że nawet na bluzę wlazły. Tak wiele radości sprawił mi ten zakup, podziwiajcie myszę. Jedynie mojemu tacie się nie podoba, bo uważa, że mysz wygryzie ser i zostanie dziura. Co wtedy?

Zapewne wszyscy ludzie, których los zagnał w te rejony internetów, zadają sobie teraz  pytanie, czym było robione to zdjęcie, by nie trzymać Was w niepewności, wyjawię jak wygląda mój sprzęt fotograficzny  TAK.
      Mam dla Was bardzo złe wieści, mam pomysły na dłuższe notki, a nawet na jakieś kalekie opowiadanka, uczciwie ostrzegam. Bardzo smuci mnie to, że gryzonie przegrywają z tymi potwornymi kotami w ankiecie  coś mi tu nie gra, przecież tyle osób w komentarzach pisało, że wolą myszeńki i ich przyjaciół. Czyżby jakiś spisek kotowatych...?

czwartek, 21 listopada 2013

Monochrome War

      Cud się zdarzył, mysza napisała opowiadanie, opowiadanie o kosmitach. Nie wiem, czy jest bardzo złe, złe, czy takie sobie, wiele pracy przede mną. Zamieszczam je tutaj i czekam na szczere opinie  to ważne, chcę się poprawiać i pisać coraz lepiej. Tutaj starałam się bardzo ograniczyć opisy przeżyć wewnętrznych i ogólnie specyficznie ujmować emocjonalność bohaterki (co ja właśnie napisałam, ale dobrze, to brzmi mądrze), by pokazać jej problemy psychiczne. Dajcie znać, jaki jest efekt. Zapraszam do czytania! 

http://www.zerochan.net/1618664#full
Żeby notkę jakoś ubarwić. 

sobota, 16 listopada 2013

Mysz myszy nierówna!

     Mysz jak mysz, wiadomo, jaka jest, każdy widzi. Małe, futerkowe, łysoogoniaste, pożera wszystko na swojej drodze i wszędzie zostawia ślady swojej obecności, takie jak małe, ciemne bobki, charakterystyczny zapach, czy ślady zębów. Tymczasem w naszym kraju żyje aż pięć gatunków myszy, a niektóre z nich są pod ochroną. Ich wygląd, liczebność i zachowanie mogą się radykalnie różnić, ale oczywiście dla większości ludzi mysz to mysz, wiadomo  łopatą w nią! Warto czasami przyjrzeć się im jednak bliżej...

http://www.zerochan.net/769707

wtorek, 12 listopada 2013

Myszowe Święto

     Wczoraj robiłam z babcią rogale świętomarcińskie (tyle pożartej przeze mnie skórki pomarańczowej...) i jeden z rogalików przez przypadek stał się bytem ogoniastym, przypominającym trochę mysz. Myszeńki zawsze razem ze mną! 


     Olaboga, rogal z ogonem! Nasze rogale są heretyckie, bo nie mają makowego nadzienia, ale my nie żaden Poznań, tylko Pałuki, więc nam wolno. 

wtorek, 5 listopada 2013

Krew zmrożona w żyłach – grzyby manipulujące mrówkami!

     Myliłam się, drodzy ludzie i nieludzie (coby nikogo nie dyskryminować, jako iż bloga pisze mysza, stworzenie bardziej gryzoniowi pokrewne niż szlachetnym przedstawicielom rodu naczelnych, byłaby to  więc hipokryzja, zwracać się do czytelników tak jednostronnie, olśniło mnie, ale z pewnością i tak o tym chwalebnym postanowieniu rychło zapomnę). Okazuje się, że coś zaczyna mnie poważnie przerastać dopiero teraz, podczas święta Wszystkich Świętych ujrzałam bowiem grób udekorowany sztucznymi grzybami, jakby tego było mało, jechałam ulicą Grzybową, a moja wspaniała ciocia obdarowała moją babcię grzybkami w słoiczkach. Nurtuje mnie pewna sprawa  czy grzyby zawsze były takie wszechobecne i zwyczajnie nie zwracałam na nie uwagi, czy też może jest to wymierzony we mnie spisek. Bo grzyby to cwane bestie, pewne mrówki mają na ten temat bardzo wiele do powiedzenia...

http://www.zerochan.net/1603046#full

środa, 30 października 2013

Październikowe mangi niczym grzyby

      W październiku mangi sypią się jak grzybki po jesiennym deszczu. Ale co ja tam mogę wiedzieć, skoro w tym roku nie byłam na grzybobraniu, bo na nic nie ma czasu, te potwory i tak mnie dopadną  oglądam film o Wałęsie, a tu on grzybki zbiera. W tym momencie stwierdziłam, że chyba coś mnie już powoli zaczyna przerastać, skoro chitynowe straszydła potrafią mnie znaleźć nawet w kinie. Ano tak, przecież kin(o) to po japońsku grzyb


Kobato. #1
Pandora Hearts #7
Ty i Ja Etc. #1
Pet Shop of Horrors #1
DOGS: Bullets & Carnage #3
Welcome to the NHK! #8

wtorek, 22 października 2013

usta brudząc drewnem i kamieniem


Ostatnio ciągle słucham sobie Cantarelli, wiem, wiem, oryginał jest lepszy. Czy uwierzylibyście, że śpiewa to Vocaloid? Ech, jak ja lubię osoby, które zarzekają się, że poznałyby zawsze i wszędzie syntezator, ale nigdy nie interesowały się Vocaloidami i UTAUloidami i nie wiedzą nawet, czego się spodziewać. 

czując ostrym grafitem ołówka
dwie warstwy nerwów w wargach
zdzierając z nich skórę paznokciem
rozkręcam zegarek
który nigdy mnie jeszcze nie zainteresował 

sobota, 19 października 2013

Grzybowe Grzyby na Grzybowe Czasy – największy organizm na świecie.

     O tym, że mam obsesję na punkcie grzybów, zapewne wiecie. Są moimi największymi wrogami, zaraz po kosmitach (chociaż mam teorię, że grzyby mają z kosmitami wiele wspólnego, na pewno współpracują), prześladują mnie, ale jednocześnie fascynują. Okropnie denerwuje mnie, gdy ludzie mówią, że grzyby to rośliny - przecież już od dawna wiadomo, że te potworne organizmy mają więcej wspólnego ze zwierzętami niż z roślinkami, co sprawia, że stają się jeszcze straszniejsze, o ile to w ogóle możliwe. One już dawno opanowały świat, jak to się dzieje, że nikt do tej pory tego nie zauważył?! 

     Co jakiś czas będę rozwodzić się na blogu nad ich wspaniałą i zarazem ohydną grzybowatością i zaprezentuję kilka naprawdę dziwnych grzybków, dzisiaj pokażę Wam coś monstrualnego. 

http://www.zerochan.net/768114

Genialna piosenka, ona jest o mnie! Klik w link i słuchać, bo zły blogger nie pozwala mi zamieścić tutaj wersji z polskimi napisami wykonanymi przesz naszą nalepsiejszą piniakorin.

środa, 16 października 2013

Odpoczynek intelektualny, więc buty zimowe.

      Raz na jakiś czas można sobie odpocząć (umysł przecież też musi odetchnąć) i wstawić notkę o głupotkach.  Na przykład o nowych butach. Bardzo wdzięczny temat.

Glany na płytkach. Ładny jest tupot stukot. Jakbym miała diamenty na obcasach. Piosenka kiedyś taka była, prawda? O dziewczynce, która zażyczyła sobie właśnie takich diamentowych pantofelków?
     Nareszcie kupiłam sobie glany, długie, dwudziestodziurkowe glany, od zawsze o takich marzyłam, ale oczywiście a to nigdzie nie mogłam ich znaleźć (Nagle wszyscy noszą 41, znacie ten ból, prawda?), a to mama stwierdzała, że po co mi kolejne glany, przecież mam już jedne, dziesięciodziurkowe. Jak sobie obserwuję ludzi, to dochodzę do wniosku, że teraz jeśli masz glany/martensy to masz plus ileśtam do lansu, przepraszam, do swagu. Buty jak świętość, jak masz, jesteś fajny. W nazwach blogów, na zdjęciach, wszędzie, wszędzie glany. Hej, to brzmi jak narzekanie hipstera, który jest zdenerwowany tym cudowaniem, bo przecież to tylko on nosi glany odpowiednio i wcale nie robi tego dla szpanu! Hmm, czemu ja ciągle brzmię w ten sposób, to wina kosmitów. Kosmici to takie moje NHK tudzież Tusk  nie wiadomo czyja wina? Jak to nie wiadomo! Wina kosmitów/grzybów! Kończąc dygresję  niestety, jak zwykle się nie popisałam, bo powody, dla których noszę glany są zdecydowanie nudniejsze  po prostu mi się podobają. Te niezapomniane wrażenia zmysłowe, które oferują mi wiązane buty... Bo u mnie to tak  albo buty bardzo lekkie, albo bardzo ciężkie. Oczywiście, jak to ja, zapomniałam napisać, że zarówno stare jak i nowe glany to Steele. 

sobota, 12 października 2013

Shingeki no Kyojin – tak bardzo dobrze, tak strasznie źle.

      W każdym sezonie jest jedno takie anime, które z jakiegoś powodu staje się niezwykle popularne i błyskawicznie zdobywa rzesze fanów oraz jeszcze większe stada hejterów. Hitem ostatniego sezonu było Shingeki no Kyojin, jak zapewne wie każda osoba, która choć trochę interesuje się mangą i anime. Shounen, ale w nieco mroczniejszych klimatach. Po małej nieobecności wracam z recenzją.

http://www.crunchyroll.com/attack-on-titan
      Świat ludzi bardzo się skurczył. Mieszkają tylko na niewielkim obszarze, w trzech dzielnicach, chronieni wysokimi murami. Chronieni przed czym? Przed wielkimi, niekształtnymi stworami, które nie muszą jeść i pić, nie posiadają narządów rozrodczych, a zabicie ich jest niesłychanie trudne  przed tytanami. Pojawili się oni mniej więcej sto lat przed początkiem akcji, nikt nie wie skąd i w jakim celu. Pewne jest jedno – uwielbiają pożerać ludzi. Koszmar jednak jest już za ludzkością, znaleźli bezpieczne schronienie  mogłoby tak być, gdyby nie to, że mówimy w końcu o anime  pewnego dnia przed zewnętrznym murem materializuje się gigantyczny tytan, większy niż wszystkie, które kiedykolwiek widziano. Jednym kopnięciem robi dziurę w murze, pomaga mu w tym jego mniejszy, ale niezwykle twardy kolega. Wspaniałe mury zostały naruszone, tytani wdzierają się na tereny zajmowane przez ludzi, jednym słowem początek końca.

poniedziałek, 7 października 2013

Głowy Platona znad rulona.

       Łoboże, to straszne! W jednej z sali w mojej cudownej szkole, stoją w kącie zwinięte arkusze papieru. Z wnętrza jednego z nich wystają papierowe, wycięte głowy różnych filozofów. Pewnie im tam ciasno, bo wyglądają, jakby cierpieli, tylko jeden figlarnie wygląda znad tekturowej tuby. Może dolna część jego twarzy wyraża niezadowolenie grymasem wykrzywionych ust? Nie potrafię odgadnąć ich imion, nigdy nie byłam dobra w rozpoznawaniu twarzy, taka delikatna prozopagnozja. 

Oto zdjęcie tego cudu. Metalowa część się nie załapała, jest za rulonami i wystaje na górze. Fotografia wbrew pozorom nie była robiona kotletem, tylko telefonem koleżanki. W sumie, gdybym powiedziała człowiekowi, który żył pod koniec XIX wieku, że ktoś zrobił zdjęcie telefonem, to pewnie miałoby taki sam wydźwięk, jak dzisiejsze robienie telefonu kotletami.
     Za zwojami brązowych arkuszy, kryje się jakaś część mechaniczna, nie chcę wiedzieć, z jakiego ustrojstwa pochodzi, ale mój umysł, wypaczony polskimi komediami, nieustannie podpowiada mi, że to coś związanego z treblinkami. 

     Jak mam się skupić na lekcji, gdy patrzy na mnie głowa Platona znad rulona? Tyle osób o zupełnie sprzecznych poglądach uwięzionych w zwoju, kiszących się we własnym sosie. Ktoś tutaj przygotowuje kiszonych myślicieli, czyniąc ich śródziemnomorską egzotykę bardziej swojską, za pomocą kuchni polskiej? Mam nadzieję, że nie zapomniał dodać kopru. Teraz jestem już niemal pewna, że dolna część twarzy spoglądające znad tuby mędrca, oddaje całe niezadowolenie, które lęgnie się w kiszonym filozofie. Może dorzuci się tam jeszcze jakieś kolumny i inne wytwory antycznej architektury, niby jakiś kamienny chrzan. Makabryczna dekoracja. 


     Już miałam zabrać się za rozmyślanie nad tym, czym jest dla mnie kultura, już chwyciłam długopis, już otworzyłam zeszyt, gdy nagle widzę sześć główek filozofów?! Jak można się skupić, gdy patrzy na mnie głowa Platona znad rulona?

sobota, 5 października 2013

Znalazło się miejsce.

      Ogłaszam wszem i wobec, że jeszcze żyję, choć czuję się troszkę nadgnita, ale to nic. Znalazło się miejsce na mangi, co prawda już dawno, ale z powodu tajemniczej siły, która sprawiała, że moje ciało i umysł opanowało jakieś dziwne zmęczenie, wstawiam zdjęcie dopiero teraz. 


        Nie mam pojęcia, dlaczego to zdjęcie wygląda tak tragicznie. Zrobiłam kilka fotek, a wszystkie były do kitu, więc trzeba zadowolić się tym. Chyba jakaś klątwa. Obok mang stoi też kilka książek, ale za jakiś czas pewnie zostaną wyparte z tego zacnego miejsca... Na zdjęciu widnieje siedemdziesiąt dziewięć mang, jeszcze tylko jedna, a będzie ładne i okrągłe osiemdziesiąt sztuk.

wtorek, 24 września 2013

Mangami jesień się zaczyna.

       Czas pochwalić się wrześniowymi nabytkami, szału nie ma, ale jak dla mnie to i tak sporo jak na jeden miesiąc, ech, moja myszowa skala.


Tak sobie leżą poukładane, bo przecież tak nakazuje prawo blogowe  czy to książka czy manga leży, ułożyć z nich stos należy. Poetą to ja bez wątpienia nie zostanę.

Otaku #46
Alicja w Krainie Serc #6
Spice & Wolf #3
Ao no Exorcist #1
Dengeki Daisy #11
Wolf's Rain #1
Wolf's Rain #2

      Taki wielki dramat, nieodpowiednia obwoluta do Ao no Exorcist, to takie straszne. Chyba źle to o mnie świadczy, jako fance mangi, bo nie przejmuję się zbyt wąskim  grzbietem obwoluty, ponieważ za bardzo się cieszę, że doczekałam się wydania u nas tej mangi. Po szkole biegłam szybko sprawdzić, czy już jest w empiku, kiedyś pewnie teleporter sobie zrobię w nieużywanym obserwatorium astronomicznym. Skończyłam czytanie demonicznej mangi na siódmym tomie i potem nastała fala zgrzytania zębami podczas oglądania anime. Co tam grzbiet, kiedy cała reszta jest świetna, to chyba jedyny mankament wydania.

sobota, 21 września 2013

Bazgroły zeszytowe, potwory nieludzkie z nich.

      Szkoła, ja i cienkopisy to zdecydowanie złe połączenie. Nie wiem, jak to się dzieje, że zawsze niszczę biedne zeszyciki i każdą wolną powierzchnię zapełniam różnymi maszkaronami. Pół biedy, gdybym jeszcze umiała rysować, moje cudosie wyglądają raczej jak twory dzieci z pierwszych klas podstawówki, co gorsza, rysowane  pośpiesznie, wiadomo, w szkole nawet rysować ładnie mi się nie chce, mimo wszystko jednak potrafię lepiej, niewiele co prawda, ale zawsze. W dodatku rysuneczki są niemiłosiernie koloruśne, ale jednak podobają mi się, bo są na wskroś myszowe, więc oczywiście muszę Was nimi pokatować. Niech będzie to ostrzeżenie przed noszeniem cienkopisów i innych przyrządów służących do rysowania lub pisania! 

Ten Chińczyk jest moim nowym przyjacielem chyba. ,,Po co komu białka?"

niedziela, 15 września 2013

Koszmarne Koszmary Kosmiczne

źródło: zerochan.net
       Boję się, że w nocy do mnie przyjdą, że gdy otworzę oczy, to ujrzę ten straszliwy łeb tuż koło mnie. I będzie na mnie patrzeć. Prawdopodobnie będę wtedy całkowicie bezsilna, a oni będą sprawować władzę nad moim umysłem. Czego ode mnie chcą, od nas? Nie mam pojęcia. Czytałam kiedyś książkę człowieka, który doświadczył czegoś takiego, przynajmniej twierdził, że tak było, a różne specjalistyczne metody, którym pewnie powinno się zaufać, wykazały, że mówi prawdę. I to właśnie jest takie straszne. Od czasu, gdy sięgnęłam po tę książkę, często to do mnie wraca. Powtarzam sobie, że ich nie ma, nie chcę w nich wierzyć, sama nie mam już pojęcia, co mam myśleć, na pewno nie chcę myśleć o nich. Boję się, tak okropnie boję się kosmitów.  


piątek, 6 września 2013

Manga&Anime Tag

     Tyle razy deklarowałam się jako zagorzała przeciwniczka tagów, a tymczasem sama wraz z niezastąpioną Anią (Nie uważacie, że jej rysunek jest po prostu piękny? ^^) powołałam jeden do życia, ale w końcu wielki enneagram twierdzi, że jestem hipokrytą, więc wszystko się zgadza. Nominowałam kilka osób, nie bijcie (pozostali też mogą odpowiedzieć na pytania, to by mi dało plus ileśtam do radości)! Na dobry początek sama odpowiem na pytania. 

O tagu:
Tag ten powstał, by łączyć fanów m&a piszących blogi. Należy odpowiedzieć na dziesięć zawartych w nim pytań, następnie nominować siedem osób i poinformować je o nominacji. 


czwartek, 5 września 2013

Ballada o zapracowanej myszy

      Dzisiaj uraczę Was częstochowskimi rymami w marnym wierszyku, napisanym na szybko. Poetą to ja nie będę, ale to nie forma się liczy, tylko sens. Przyszedł mi pomysł, że napiszę balladę o swych dziejach i nie mogłam się powstrzymać. Taką mini balladę. Kieszonkową. 

Ballada o zapracowanej myszy

Żyła sobie kiedyś mysz niezwykle wesoła, 
Jednak pewnego dnia dopadła ją średnia szkoła.
Gdy mysz ujrzała swój plan lekcji, była zrozpaczona, 
Nawet słoneczko będzie spać dłużej niż ona.

Autobus na drodze kona,
Mysz jest bardzo zmęczona,
Każdy okruch chwili jest na wagę złota, 
Lecz nie mija do nauki ochota.

Niestety, mysz nie ma czasy na komputera włączanie,
Ani na notek pisanie, czytanie i komentowanie.

Ale nie opuszczę Was jeszcze,
Jakieś posty kiedyś zamieszczę.

      W poniedziałek wyjeżdżam na wyjazd integracyjny, tylko nie to. Wracam w środę, mam nadzieję, że jakoś to przeżyję, chyba nigdy aż tak nie chciałam nigdzie jechać. Trzymajcie za mnie kciuki i życzcie mi szczęścia. Taki fajny tag robię z niezastąpioną Anią, ale MAL nie działa oczywiście i będziecie musieli trochę poczekać.


       Niczego nie słucha się podczas jazdy tak dobrze jak tego. Uwielbiam poranki, gdy mgła spowijająca trzciny i trawy zaczyna lśnić w blasku wschodzącego słońca. Tyle jeleni, saren i innego żywioła dookoła.

piątek, 30 sierpnia 2013

Wakacyjne nabytki

     Dzisiaj zaprezentuję mangi, które kupiłam wakacyjną porą. Tak ładnie się złożyło, że jest ich dziesięć, piękna, okrągła liczba. Niektórych wcale nie było w planach, ale tak ładnie uśmiechały się do mnie w empiku, na przykład Another... 

Oto jest stos.
Doubt #4
Dengeki Daisy #10
Pandora Hearts #6
Spice & Wolf #2
Heart no Kuni no Alice #5
DOGS: Bullets & Carnage #2
Welcome to the NHK! #7
Welcome to the NHK! #6
Another #1
Opowieść Panny Młodej #1

     Same zaskoczenia - to będzie najlepsze podsumowanie. Ostatni tom Doubt zaskoczył mnie przede wszystkim grubością, dorównywał niemal Karin. Zakończenie serii było jednak przekombinowane i niezbyt mi się podobało. W przypadku Dengeki Daisy zmienił się nieco wygląd okładki, moim zdaniem na lepsze, Opowieść Panny Młodej zdziwiła mnie samą swoją obecnością w empikach, a Another miało podejrzanie duży format, spodziewałam się, że będzie wymiarów większych mang Waneko, takich jak choćby widoczne na zdjęciu Welcone to the N.H.K. czy DOGS, a było okazało się być wyraźnie większe. Właśnie, z DOGS był ten problem, że znalezienie tomu, którego obwoluta nie byłaby:
a) niewłaściwie założona
b) pogięta
c) przedarta
praktycznie graniczyło z cudem. O ile kupując pierwszy tom nie miałam z tym jakichś specjalnych problemów, to z drugim było ciężko. Dopiero teraz zrozumiałam, o co chodziło tym wszystkim ludziom, którzy uważali, że okładka i kartki są zbyt cienkie, jednak nadal nie rozumiem, dlaczego okładka szóstego tomu Pandora Hearts tak bardzo się podoba, ja tam nie mogę się doczekać tomu czternastego. 

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Elfen Lied, czyli o ludziach dżdżownicach.

Recenzja jest nieludzko długa, ale mam nadzieję, że ją przeczytacie, włożyłam w nią sporo pracy.

     Ciężko znaleźć bardziej kontrowersyjne anime niż Elfen Lied. Ma wielu uparcie szukających w nim głębokiej głębi fanów i jeszcze więcej przeciwników, którzy nie mogą wręcz na nie patrzeć. Oglądałam je dość dawno, nie spodobało mi się specjalnie, ale też nie było złe, taki przeciętniak, przynajmniej moim zdaniem. Ostatnio postanowiłam przeczytać mangową wersję, od której wszystko się zaczęło, dowiedziałam się bowiem, że fabuła anime to tylko mały wycinek tego, co wydarzyło się w mandze. Zachęcona jednym maleńkim, perfidnym spoilerem, zabrałam się za czytanie, fundując sobie pełny śmiechu oraz headdesków wieczór, bo to co się w tej mandze dzieje, przechodzi ludzkie i nieludzkie pojęcie.
http://www.zerochan.net/223955
     Śledzimy losy dicloniusów, rogatych ,,ulepszonych" ludzi obdarzonych przerażającymi mocami, zwykle młodych i płci żeńskiej. Akcja zaczyna się, gdy jeden z nich, główna bohaterka o imieniu Lucy, urządzając małą masakrę, ucieka z ośrodka badawczego położonego na niewielkiej, urokliwej wysepce niedaleko Japonii. Niestety, ta brawurowa ucieczka nie zakończył się całkowitym powodzeniem  nasza różowowłosa panienka dostaje strzał, jednak dzięki cudownemu zrządzeniu losu kula trafia nie w tył jej czaszki, lecz uderza w osobliwy hełm, który diclonius ma na głowie. Lucy wpada do oceanu, fale wyrzucają ją na brzeg, gdzie znajduje ją pewien chłopiec o imieniu Kuota, który właśnie zamieszkał w opuszczonym pobliskim hotelu. Okazuje się, iż strzał spowodował, że morderczy diclonius wykształcił sobie drugą osobowość, która jest łagodna i dziecinna, a jedynym słowem, jakie umie powiedzieć, jest ,,Nyuu!". Kouta postanawia się nią zająć. Ale to dopiero początek problemów, a Zajazd Pod Klonem stanie się niedługo domem masy indywiduów.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Perypetie z nagłymi atakami prekognicji. Ale wszystko i tak jest piękne!

      Wiecie co, chyba nie ma czegoś takiego jak zbieg okoliczności ("Guuzen" nante koto wa okoranai), a ta cała Klątwa to całkiem fajna rzecz. Od pół roku chciałam przeczytać pewną dwutomową mangę - Beast Master. Jakoś nigdy nie miałam na to czasu i specjalnej ochoty, a tu przedwczoraj nagle zapragnęłam ją przeczytać, zrobiłam to i zaczęłam się zastanawiać, czy po Dengeki Daisy Waneko wyda coś jeszcze autorstwa Kyousuke Motomi. A tu dzisiaj, niebotycznie zdumiona, dowiaduję się, że styczniowym shoujo Waneko będzie właśnie Beast Master. Ki czort? Miałam sporo innych podejrzeń odnośnie tego tytułu, Klątwa jednak wie swoje, nie na darmo jestem jasnowidzem, bo jak wyjaśnić to, że niespodziewanie coś mnie tknęło dzień przed ogłoszeniem licencji i przeczytałam? Już nie mogę się doczekać stycznia. Przepraszam, że to takie nieskładne, ale ostatnio chyba tylko przejawy Klątwy motywują mnie jakoś do pisania. Odwykłam od blogowania i rozmawiania z ludźmi przez to całe wakacyjne nolifienie. 

Właśnie, czytajcie Ludożercę i dokształcajcie się! ;)


Dla odmiany Kiyoteru. 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Ludożerca reaktywowany. Ale wszystko i tak jest beznadziejne.

       Dopadł mnie spoiler, jeden z największych jakie miałam kiedykolwiek*, a jeśli mówi to Mistrz Spoilera, to sprawa jest poważna. To już staje się denerwujące, czy ja nie mam prawa do zaskoczeń? Jak ze wszystkich sił unikam spoilerów, to nagle włącza mi się jasnowidztwo. Tak to jest z tą Klątwą Spoilera, chcę się jej koniecznie pozbyć.
     Okrutnie bolą mnie krzyże, to może po części od siedzenia przed komputerem. Cała dygoczę, już nie wiem od czego. Dobrych książek nagle zabrakło.
      I co ja mam robić, kiedy nagle cała radość życia, optymizm i inne bajery mówią, że są w końcu wakacje i im też należy się urlop, a ja zostaję sama, sama z bezgranicznym zniechęceniem i listami Wertera na półce?

Kto się przyzna, że zna tę piosenkę? ^^
         
      W każdym razie, ogłaszam wszem i wobec, że Ludożerca został znowu reaktywowany, tym razem mam zamiar prowadzić go konkretnie. Zapraszam wszystkich do czytania, notki będą ukazywały się co cztery dni. 


*Nie licząc tego z zeszłego tygodnia, tego jeszcze wcześniejszego i kilku z takiego forum.

sobota, 10 sierpnia 2013

TOP OST II

      Stwierdziłam, że trzeba kiedyś to dokończyć, ale żeby wszystko ładniej rozłożyło się w czasie (bo nowe anime stale do listy dochodzą), będę publikowała notki o pojedynczych anime z dobrą muzyką. Mam nadzieję, że jakoś to przeżyjecie. Ja na razie mam problem z przeżyciem tego, że na razie nie będzie u nas mango Kuroko no Basket, no cóż. Emo, emo.

Shiki

      Nareszcie prawdziwe wampiry, można by stwierdzić. Anime opowiada o losach mieszkańców zgubionej w górach wioski o wiele mówiącej nazwie Sotoba*. Zagadkowa rodzina wprowadza się do posiadłości na obrzeżach miejscowości, niedługo po tym następuje fala zgonów, która wzbudza wielkie zainteresowanie miejscowego doktora, który podejmuje śledztwo. Po spokojnym początku fabuła stopniowo zaczyna nabierać tempa,  śmierć pochłania coraz więcej osób. Gdy zaczynamy mówić o tym anime, większości osób przypomina się głównie nietypowa kreska, która wielu  skutecznie odstraszyła, ale miała swój urok. Mnie zapadła też w pamięć muzyka, która mimo tego że pozornie się nie wyróżniała, z całą pewnością istniała i była naprawdę dobra. Oczywiście, widzowie byli często bywają zbyt pochłonięci innymi elementami anime, by zwrócić na nią uwagę. Jest tajemnicza i melancholijna, świetnie tworzy nastrój grozy, choć znajdzie się też kilka energiczniejszych kompozycji. Wiele utworów było przeciętnych, ale ścieżka dźwiękowa Shiki zawiera kilka małych prełkobrylantocudosiów. 
Day and Night (jeden z najbardziej nastrojowych utworów), Dance of Death, Gekka Reijin, 13th Floor, Silent Night, Dead Sea


Zdecydowanie mój ulubiony utwór, każdy, kto obejrzał Shiki z pewnością chowa go gdzieś na dnie pamięci.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Na północ zwróćcie swój wzrok, przegrzani fani nocy!

źródło: zerochan.net
Trolluję Was, wstawiając zimowy obrazek wtedy, kiedy trwa pełnia upalnego lata.
       Zapewne każdy marzy o odbyciu w życiu kilu podróży, ma też z pewnością listę miejsc, które chciałby odwiedzić i krajów, które pragnąłby poznać. Łibo* fantazjują o zamieszkaniu w Kraju Wschodzącego Słońca, zapracowani Polacy w jesiennej szarówce mają przed oczami jakiś południowy raj, szafiarki śnią o Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku. Generalnie wiele osób koniecznie chciałoby zobaczyć ciepłe kraje.
   
       Tymczasem ja od południa uciekałabym jak najdalej, moje podróżowe marzenia są bowiem nieco inne.  Zawsze chciałabym pojechać gdzieś, gdzie słońce jest rzadkim gościem, niebo często ma szarą barwę, więcej drzew ma igły niż zwyczajne liście, a przez większość czasu jedyną ciepłą rzeczą jest światło świec. Chronienie się przed mrozem, miasta zasnute zimową mgłą... Gdy zestawię to ze swoim umiłowaniem do przyrody, wychodzi mi właśnie mniej więcej lista miejsc, w które chcę się udać. Skandynawia, Syberia,  Kanada... Zawsze lubiłam zimno i prawie nigdy nie marzłam.
     
      Nie zrozumcie mnie źle, lato to fajna pora roku, lubię, gdy nie muszę ubierać się tak grubo, że moje ubranie waży więcej ode mnie, podobają mi się wszystkie kwiaty i zioła, a przede wszystkim jaskółki i ciepłe wieczory (bo są CIEPŁE, a nie UPALNE, a tego paskudnego słoneczka, które chce nas usmażyć i pożreć, już nie ma), ale moje ciało jakoś się do wysokich temperatur nie nadaje. Zima to coś zupełnie innego, oczywiście jak każdy Polak, któremu nie da się dogodzić, często myślę o tym, jak fajnie by było, gdyby było lato i ile to rzeczy mogłabym wtedy robić, ale to tylko takie momenty słabości, gdy za dużo pracy, a za mało dnia. Ten mroźny czas jest jednak wspaniały, przedzieranie się przez zaspy, taplanie w plusze, patrzenia na Oriona podczas grudniowych nocy, kiedy niebo jest krystalicznie czyste, skrzenie się śniegu w świetle latarni, zimowe gawrony, zasuwanie w płaszczu i smerfowej czapce. Wydawałoby się, że taka noc trwa wiecznie. Nareszcie nie jest za gorąco, nareszcie mogę w miarę normalnie funkcjonować i fantazjować sobie, że mieszkam gdzieś na północy, może w jakimś rosyjskim lub szwedzkim mieście i zima trwa tutaj naprawdę długo (I chyba coś tymi fantazjami wywołałam...).

       Gdy mowa jest o miejscach, które koniecznie muszę zobaczyć, to mój wzrok zaraz kieruje się na górną część globusa. Są ludzie i parapety, no i jest to paskudne powietrze znad Afryki, które wzięło przykład z kosmitów i postanowiło pozwiedzać Polskę. No cóż, sama chcę pojechać do Murmańska, więc nie mogę się fochać, gdy nagrzane powietrze też chce udać się w podróż ,,ku górze".

czwartek, 1 sierpnia 2013

Muzyczny Tag Piosenkowy

 
Góry i pagórki wybuchną przed wami okrzykiem pełnym radości. 
(Księga Izajasza, 55,12)

     Czas wrócić do pisania bloga po wakacyjnej przerwie. Stwierdziłam, że nie będę zdawać relacji z tygodniowego pobytu w Karpaczu, bo wiem, że i tak nikogo by to nie interesowało. Będę jednak przewrotna i opublikuję notkę tagową, co gorsza, tag ten posklejałam z ze znalezionych w przeróżnych miejscach mniejszych tagów i nikt mnie do niego nie nominował, najwięcej wzielim od Marty. Pure evil. Polega on na tym, by odpowiedzieć na zadane pytania wykorzystując cytaty z piosenek.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Zawrót głowy w Wirze Oregońskim

         
        Idę przez dzikie tereny, jestem już zmęczona. Nagle, jakbym przekroczyła jakąś niewidzialną granicę, zaczynam czuć nieprzyjemne mrowienie w żołądku, a moje ciało przechyla się do przodu, nie mogę wrócić do pionowej pozycji. Im dalej idę, tym dolegliwości coraz bardziej się nasilają i przechylam się coraz bardziej. Drzewa rosną pochyłe, ich gałęzie zamiast rosnąć do góry, wskazują ziemię, nawet źdźbła trawy poddają się tajemniczej sile. Dostrzegam przed sobą chatkę, drewnianą i zrujnowaną, która na pierwszy rzut oka wydaje się być jedynie niechlujną kupą desek. Z wielkim trudem, wiedziona chorobliwą ciekawością, podchodzę do chaty. Przez okno widzę ogromną, metalową kulę, którą ktoś zawiesił na łańcuchu u powały. Ale nie to jest najdziwniejsze. Kula nie zwisa prosto, jak nakazuję prawa fizyki, tylko odchyla się w bok! Spoglądam w drugą stronę i zauważam tabliczkę przybitą do ściany. Napis poleca mi zachować ostrożność i użyć poręczy.

http://www.photoblog.pl/ciekawefakty/19972093/wir-oregonski.html
      W słynącym z dzikiej przyrody stanie Oregon znajduje się pewne miejsce, które jest jedną wielką anomalią. Na terenie Wiru Oregońskiego jakaś tajemnicza siła oddziałuje na organizmy i przedmioty. Oprócz opisanych powyżej, mają tam miejsce jeszcze inne zjawiska, które naprawdę łatwo zaobserwować. Wystarczy podrzeć kartkę i rzucić kawałeczki papieru w powietrze (z braku konfetti dobre i to), wpadają one wtedy w osobliwą spiralę (Junji Ito approved) i długo nie opadają, dym z papierosa również zachowuje się nietypowo. Rdzenni mieszkańcy Ameryki dobrze znali to wzgórze i omijali je szerokim łukiem, Wir Oregoński wyczuwały też konie, które zatrzymywały się przy granicy i nie chciały iść dalej, także ptaki unikały tych terenów jak diabeł święconej wody. Nawet owady zachowywały się w podobny sposób. Biali Amerykanie nie bali się jednak tego miejsca, wykorzystywali je nawet na swój sposób -  w XIX wieku przedsiębiorcy z kopalni zbudowali na szycie wzgórza punkt skupu złota i bogacili się dzięki fałszywym pomiarom wagi. Chata, w której prowadzili interesy, nagle przesunęła się o kilkanaście metrów i straszliwie  wypaczyła. Dziś znajduje się ona dokładnie w centrum wiru, który ma mniej więcej 55 metrów średnicy i rozciąga się zarówno nad ziemią, jak i pod nią. Chciałabym zobaczyć przechylające się dżdżowniczki. Działająca tam siła zakłóca nie tylko pole grawitacji, ale także fale radiowe. Tereny Wiru Oregońskiego udostępnione są dla zwiedzających, możecie się więc wybrać tam na małą wycieczkę. Pamiętajcie tylko o jednym - jeśli się tam wybierzecie, to koniecznie musicie zabrać mnie ze sobą!

źródła informacji:
,,Podróże z dreszczykiem" Piotr Małyszko

piątek, 12 lipca 2013

Użyczę ci swoich oczu.

     Wyjeżdżam sobie z rodziną na tydzień do Karpacza, jednak postanowiłam pocwaniaczyć i ustawiłam automatyczne publikowanie postów. Jeśli wszystko ładnie się pójdzie, to będę się niezmiernie cieszyć. Nadzieja matką głupich. Coś przesadzam z defetyzmem. Tymczasem poprodukuję się lirycznie. 

It's just a coincidence.

Jak ten widok może stać się codziennością?
Tylko wzruszasz ramionami, a spojrzenie ginie pod czarną grzywką.
Wszystko co widzę jest dziś znowu doskonałe,
Wszystko co widzę jest zupełnie inne.
Dlaczego? 
Dlaczego?
Użyczę ci swych oczu, 
Byś zobaczył to co ja, 
Pamiętaj tylko, 
By zostawić je w formalinie 
I by o nie dbać.
Użyczę ci swych oczu, 
Dobrze tylko je rozmocz,
Słońce wytapia różnicę,
Oczy przeszywa pęd kontrastu,
Drgawki blasku szarpią ciało.

To nie może być prawdziwe.

wtorek, 9 lipca 2013

Oto Lily – zapomniany Vocaloid

      Słyszeliście pewnie coś niecoś o Vocaloidach i UTAUloidach? Wiadomo, że zawsze pewne syntezatory będą bardziej popularne a inne mniej, Księżniczką Numer Jeden na Świecie bez wątpienia pozostaje Hatsune Miku, choć w pewnych okresach nawet ona bywała przyćmiewana. Swego rodzaju kanonem i ,,podstawową podstawą" są Miku, Luka, bliźniaki Kagamine, Kaito, idąc dalej także Gakupo, Meiko, Gumi, a z UTAU Kasane Teto i Namine Ritsu. Oczywiście, inne syntezatory też są dość znane, istnieje sobie jednak pewna panna, która cały czas kryje się w cieniu i jest prawdopodobnie najmniej znanym oficjalnym, zrobionym profesjonalnie syntezatorem głosu. Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić pewną blondynkę, a nie jest nią wcale Rin Kagamine, choć dziewczynka czasem bywa nazywana jej młodszą siostrą. Oto Lily  żeński Vocaloid drugiej generacji (przeniesiony później na silnik trzeciej), stworzony do  śpiewania piosenek rockowych. Uwielbiam ją i chciałabym, by inni dowiedzieli się o jej istnieniu i poznali jej głos. 

http://pl.vocaloid.wikia.com/wiki/Lily?file=273px-Illu_Vocaloid.jpg
  Lily ma dojrzały i nieco szorstki głos, brzmi dość oryginalnie i ciężko znaleźć syntezatory, które miałyby podobny głos, choć niektórzy porównują ją z Megurine Luką i Piko (na wysokich tonacjach). Jej wygląd został zaprojektowany przez KEI, oficjalnie nie ma ona atrybutu, ale często jest przedstawiana z cytryną. Gdzie więc tkwi haczyk?

       Używanie Lily to niemałe wyzwanie, jest ona bowiem jednym z najtrudniejszych w obsłudze Vocaloidów, przyznali to nawet jej twórcy. Istnieje bardzo mało osób, które potrafią wykorzystać jej prawdziwy potencjał, choć obsługa nowej wersji jest już nieco łatwiejsza, ale to na tej pierwszej Lily powstały jej najbardziej rozpoznawalne piosenki. Mimo, że ma tylko japoński bank głosu, całkiem nieźle radzi sobie ze śpiewaniem po angielsku, można to usłyszeć choćby w jej coverze Dead END i Circus Monster.
     
        Najpopularniejsze piosenki śpiewane przez Lily to ChloeErrorAlice 2 Alice, Lily Lily✩Burning NightEnergy i wiele innych.

czwartek, 4 lipca 2013

Hej, zdradzisz mi swój sekret?

       Nie umiem tworzyć. Potrafię tylko gromadzić informacje i je przekształcać, rozbijać i łączyć. Zazdroszczę wam.
       Jak to się dzieje? Skąd się bierze? Nie wiem, nie wiem, nie rozumiem. Zdradzicie mi swój sekret? Przedstawcie to za pomocą wzoru, wypiszcie zbiór recept. To, co się ze mnie lęgnie jest nieskończenie powtarzalne. Pokażcie mi to dokładnie. Czy muszę zedrzeć z siebie skórę, by to zrozumieć? Tak bardzo was podziwiam, zazdroszczę, siedząc w swojej norce. Obserwuję, wytężam wszystkie zmysły, a nadal nic nie osiągnęłam, nie mogę zapisać tej informacji w swojej bazie danych. Czy ona na pewno istnieje? Hej, a może ona jest nieprawdziwa, jak złoty klucz, który pragnie wbić się w czaszkę? Widzicie, nawet teraz muszę pożyczać i nawiązywać. Wszystkie zdarzenia albo z własnego życia, z niczego nie mogę nic wziąć, opisuję swoje losy pod innym imieniem, w innych okolicznościach, tworząc świat, jestem w nim każdym. Nie wiem, nie rozumiem, nie mogę tego zrozumieć, pokażecie mi to? Ej, ty, jak to zrobiłeś? Nie wiesz? Ty też, on też? Czy to naprawdę złote wskazówki, złote wyjaśnienia, złota fatamorgana. Czyli jednak gdzieś jest, tylko zbyt odległa? Zdradzisz mi swój sekret?  

            Nie wiem, ja nie odpowiem. Nie znam osób takich jak ty. Może to ty jesteś urojeniem?


     Każdy to potrafi, nie upierajcie się, że jest inaczej, nie wpędzajcie się w kompleksy wynikające z bzdurnych powodów. 

czwartek, 27 czerwca 2013

Poszarpany i Krzywy Krzew

źródło: zerochan.net
           Na tym świecie istnieje mnóstwo zagadek, choć może się wydawać, że wiemy już niemal wszystko, to nadal pozostaje mnóstwo pytań bez odpowiedzi, a na niektóre z nich nie jesteśmy nawet w stanie próbować odpowiedzieć, albo udało nam się odkryć prawdę tylko częściowo. Tematyka takich problemów jest bardzo zróżnicowana, od spraw duchowych, przez prawda wszechświata po zasady rządzące naszymi własnymi ciałami. Co dzieje się po śmierci, czy istnieje jakaś siła wyższa, ile jest wszechświatów, które teorie są prawdziwe, w jaki sposób dokładnie zachodzi duplikacja organelli w komórce, czy jest takie coś jak cud, jak można leczyć raka, do jakiego stopnia materia jest podzielna, dlaczego ludzie nie mogą się porozumieć, jak pracuje mózg, w jakim celu powstały linie w Nazca, czy zdolności paranormalne to prawda, czy tylko sztuczki, kto pomagał starożytnym cywilizacjom, ile istnieje wymiarów, na jakich zasadach to wszystko działa? Jak tak to sobie wszystko uświadomić, to nagle wydaje się, że stoi się na niczym i więcej jest nieodkrytych tajemnic. Kiedyś ludzie nie wyobrażali sobie, że nasza wiedza osiągnie taki poziom, dla nich zagadki, które już rozwiązaliśmy, wydawały się być tak samo nierozwiązywalne jak te, z którymi mierzymy się teraz. Chciałabym, by prognozy były jednak optymistyczne i by kiedyś, w odległej przyszłości, udało się nam dotrzeć do odpowiedzi. Wtedy pojawią się kolejne trudności, czy nastanie taka epoka, gdy będziemy wiedzieć absolutnie wszystko, czy to w ogóle jest możliwe? W tych czasach to zapewne nie będziemy już my, cały czas potajemnie zachodzą zmiany. To jest trochę przerażające, czy na siłę szukam problemów, które mogłyby zaprzątać mi głowę, czemu myślę o rzeczach, o których myślało do tej pory już tylu ludzi? Czy to aż tak dokucza? Gdzie są granice naszego poznania? Kiedy ustąpimy miejsca naszym spadkobiercom, jak bardzo będziemy się od nich różnić, jakie pozostaną w ich myśli o nas? Najgorsze jest to, że niewiedza jest wszędzie, przenika wszystko, jest tak blisko i tak daleko, czai się nawet w nas, w środku. Nie wiem nawet jak dokładnie działa moje ciało, nie wiem w jaki sposób powstałam, nasza historia przypomina raczej poszarpany i krzywy krzew, a nie schody prowadzące ku doskonałości. Wiem więcej o powstawaniu koni niż o naszej drodze. Stojąc na niczym staramy się sięgać po czarne obszary. A najlepsze jest to, że nie wiem także, jak działa mój telefon (mniejsza o to, że on jest jakiś dziwny), a przecież jest on bez wątpienia ludzkim wytworem. Oczywiście, są osoby, które doskonale orientują się w takich sprawach, ale to wszystko staje się jakieś odległe, przechodzi na zupełnie inny poziom. Czy kiedyś nikt już nie będzie wiedział, jak to naprawdę wszystko się dzieje, będziemy tylko bazowali na schematach, nie potrafiąc ich zrozumieć i ulepszając je? Im bardziej poznajemy świat, tym coraz bardziej przestajemy rozumieć sami siebie. Czy to tylko wygląda jak pułapka, czy to tylko pozory lub moje niewłaściwe tropy?



        Praktycznie wszystko można znaleźć w wersji vocaloidowej lub UTAUloidowej. Naprawdę. Czasami autentycznie prawie spadam z krzesła, gdy wpadam na pewne ich covery. 

wtorek, 25 czerwca 2013

Tag Bumerang i Zagadka dla Was

       Tag powrócił do mnie rykoszetem za sprawą Nemezis, której dziękuje za nominację. Teraz słuchajcie, bo wydarzyło się coś bardzo strasznego, mysza wpadła w tryb otakizmu i nie ma czasu, by siedzieć na bloggerze, ale i tak będzie się starać.


1. Twoje najgłupsze (a raczej najbardziej irracjonalne) marzenie z dzieciństwa.
Nie wiem jak to działa, ale czemu w tagach zawsze pojawiają się pytania o marzenia? Nie pamiętam dokładnie, wiele moich ówczesnych marzeń ciężko jest opisać słowami, ale chciałam mieć skrzydła. Może starczy.
2. Twój największy sukces?
Nie mam jednego sukcesu, który górowałby nad innymi. Może cały zespół zmian, który zaszedł w czasie mojej nauki w gimnazjum. 
3. Rysowanie czy pisanie?
Bardzo lubię obie czynności, ale w rysowaniu jestem kompletnie beznadziejna, a w pisaniu tylko beznadziejna, więc wybieram pisanie.
4. Jaki gatunek filmowy/literacki lubisz najbardziej?
Nie potrafię tego określić jednoznacznie, ważne, by pojawiały się elementy nadnaturalne, a zresztą, co ja się będę szczypać, uwielbiam sci-fi i trochę mniej fantasy.
5. Współczesne bajki - co o nich sądzisz? Ogłupiające czy ciekawe?
Z pewnością trafiają się i takie i takie, ale niestety, chyba bajki stają się coraz bardziej ogłupiające.
6. Horrory - lubisz czy niekoniecznie?
Lubię, ale często na nich zasypiam i nie wiem, jak się wszystko potoczyło dalej.
7. Co sądzisz o tagach? Jak myślisz, jaki mają cel?
Nemezis, kocham Cię za to pytanie! Nareszcie jakieś prawdziwe, rozsądne i niebanalne tagowe pytanie. Uważam, że tagi powstały po to, by bloggerowe gwiazdeczki mogły poczuć się jak prawdziwi celebryci, których fani z zachwytem łapią każdą informację o ich trybie życia i upodobaniach, czuja się, jakby wszyscy byli ciekawi ich zdania, jakby przeprowadzano z nimi prawdziwy wywiad. Przez długi czas unikałam większości tagów, ale teraz traktuję to jako zabawę, najwyżej pomęczę i ponudzę nielicznych czytelników. Często jestem też autentycznie ciekawa, jak na moje pytania odpowiedzą niektórzy blogerzy.

      Nie nominuję nikogo, nie zadaję też pytań, to by było za dużo. Zadam Wam za to zagadkę  kim jest postać na zdjęciu? Rozpoznajecie ją? Tylko bez oszukiwania i szukania w linku źródła obrazka ;)

http://tnij.org/v403

czwartek, 20 czerwca 2013

Moja ,,Kolekcja"

            Wreszcie odzyskałam wszystkie mangi, które komuś pożyczyłam, mogę więc wstawić zdjęcia i opis mojej ,,kolekcji", choć nie jest ona zbyt duża, ponieważ gromadzę ją od niedawna. Niektórzy bardzo się ucieszą, bo mnie popędzali. Tak w chwili obecnej prezentują się moje bardzo skromne zbiory. Ogółem komiksów mam teraz sześćdziesiąt jeden, gadżetów generalnie nie zbieram.

Oprócz wypisanych poniżej mang, na tym zdjęciu widać jeszcze kilkanaście magazynów o tematyce m&a, za dużą koszulkę z Haruhi Suzumiyą, jakieś przypinki, plakaty, na które nie starczyło miejsca na ścianach, książki o Japonii i róg klatki z myszami.
Welcome to the NHK! (1,2,3,4,5)
DOGS: Stray Dogs Howling in the Dark  (1)
DOGS: Bullets & Carnage (1)
Battle Royale (1,2,3)
Heart no Kuni no Alice (1,2,3,4)
The Innocent (1)
Stigmata (1,2,3)
Demon Maiden Zakuro (1,2,3)
Spice & Wolf (1)
Rappa (1,2)
Resident Evil Marhawa Desire (1)
Death Note (1,2,3,4,5,6)
Dengeki Daisy (1,2,3,4,5,6,7,8,9)
Zmierzch* (1)
Wampirzyca Karin (1)
Uzumaki (1)
Czarodziejka z Księżyca (2)
Cześć Michael! (1,2,3)
Locke Superczłowiek (1,2)
Pandora Hearts (1,2,3,4,5)
Doubt (1,2,3)
Cowboy Bebop (1,2,3)
Soul Eater (1)

Tu leżą ułożone w jakiś bardziej cywilizowany sposób. 
Mina mojej mamy, która weszła do mojego maleńkiego pokoiku wtedy, gdy robiłam to zdjęcie... Bezcenna, po prostu bezcenna.
A tu stoją grzecznie ściśnięte, muszę oszczędzać miejsce.
To kilka moich książek o Japonii, jestem jedną z tych osób, które wolą ,,Tatami kontra krzesła" od ,,Japońskiego wachlarza", czyli heretykiem :3

A teraz Wy się pochwalcie :D

*Myślę, że się zalicza, może nie da się tego określić jako mangę, ale komiksem związanym z Azją bez wątpienia jest, autorem jest Koreanka, styl też jest dość mangowy, trochę to przypomina bardziej kolorową manhwę, generalnie jest zaakceptowane przez fanów m&a - jest recenzja na portalu tanuki i kiedyś była w magazynie Otaku.

sobota, 15 czerwca 2013

Voldemort, nasza sekretarka

Małe opowiadanko. To przez  upiorną stronę. Zgadli nawet 96neko, to przecież niemalże cud!

źródło: zerochan.net
A co tam, macie bishową wersję.
        Ściany żelbetonowego bunkra były wilgotne, woda jakoś szczególnie umiłowała sobie tę budowlę. Mimo zawieszonej sufitu magicznej lampki – kulistego akwarium, w którym uwięziono landrynkowo    różowe błędne ogniki, w pomieszczeniu czaiła się ciemność, okrutnie czerniąc się w kątach. Voldemort, siedzący przy metalowym biurku na rozlatującym się taborecie, też czuł się uwięziony. Dlaczegóż to dał się namówić? Odkąd przyjął ofertę mocno pomocnych, jego życie stało się piekłem, choć jako główny antagonista powinien czerpać z tego faktu radość. Zamknęli go tutaj wraz ze wszystkimi wiernymi, śmierciożerczymi pachołkami, w jakiś bunkrach, o których istnieniu nawet najstarsi czarodzieje nie wiedzieli. Siedział tutaj jako jedna ze specjalnych sekretarek i wyszukiwał postacie, o których myśleli internauci. To właśnie dzięki magii system działał tak dobrze i Mroczny  Pan był, mimo wszystko, bardzo dumny ze swojej skuteczności. Kiedy odgadł, że jakiś nolife myśli o Kasane Teto, o mało co nie pękł z wypełniającego go samozachwytu. To do Voldemorta trafiały najtrudniejsze zlecenia!
           
           Teraz właśnie zadawał pytania jakiejś biednej istotce. Łatwizna, Jakub Wędrowycz! Gdzieś na drugim krańcu świata, pewna dziewczynka w masce przeciwgazowej OM-14, ozdobionej rzędami migających tajemniczo i mrocznie lampek choinkowych, spadła zdumiona z krzesła obrotowego i uderzyła się w potylicę, bo czaił się za nią Slenderman, który również nie mógł zrozumieć, w jaki sposób Człowiek, Którego Imienia Nie Można Wymawiać, Bo Jest Zbyt Zajebiste i Może Się Fochnąć, zdołał odgadnąć tożsamość postaci, zadając takie pytania. Dziewczynka zaplatała się w slenderze macki i postrach dzieci bardzo się zasmucił, bo nie był pewny, czy da się później rozplątać. Niestety, jedna z macek zaplątała się w rurę biegnącą od maski do filtra i zdusiła ją. Voldemort , najlepsza sekretarka świata, uśmiechnął się, obserwując całą sytuację w magicznej kuli, nikczemnie ukradzionej Cygance, która wróżyła pod Pałacem Kultury w Warszawie. Mroczny Pan nigdy nie lubił Slendermana, Voldemorta dręczył bowiem kompleks niższości i wiedział, że nigdy nie dorówna człowiekowi bez twarzy, przecież nie miał tylko nosa. Voldemort chciał triumfalnie pohuśtać się na taborecie, ale ze smutkiem odkrył, że jego biedny, chorowity mebel ma trzy nogi, a na takim nie da się dobrze bujać, ale trzy punkty rozmieszczone dowolnie w przestrzeni zawsze będą leżały w jednej płaszczyźnie,  więc przynajmniej nie będzie się kiwać i nie trzeba będzie podkładać pozwijanych kartek pod nogi. Mroczny Pan strzepnął swoją porosłą pleśnią szatę. Nagle usłyszał upiorne trzaski i pokręcił z politowaniem głową, on zrobiłby to lepiej. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że to radiowęzeł się rozgrzewa.

 Szef legionu sekretarek, Tom Riddle, proszony jest do komory nr 6! – przemówiło zawieszone na ścianie pudło.
      
     Władca śmierciożerców zazgrzytał gniewnie zębami, ukruszając sobie czwórkę. Nie znosił, gdy nazywano go tym plebejskim nazwiskiem.
***
       Komora nr 6 była równie odstręczająca, co jego gabinet, ale była znaczniejszych rozmiarów, meble też były elegantsze i w lepszym stanie. Za wielkim, drewnianym biurkiem siedział jasnowłosy koleś, niebezpiecznie przypominający agenta CSI z serialu.

 Witaj, szefie zwierzchniku – powiedział Voldemort, przełykając żółć, bowiem nie znosił mieć nad sobą jakichś przełożonych o większej władzy i prestiżu w firmie. Odkąd przystąpił do mocnopomocnych i poznał szefa, Lista Osób, Których Boi się Sam Mroczny Pan wzbogaciła się o jedno nazwisko. Szkoda, że nie działała ona jak Death Note, myślał sobie czasami dowódca legionu sekretarek.

 Jak widać, nagle stracił pan umiejętność teleportacji – powiedział z dezaprobatą agent – Punktualność to pieniądz.

Nie chciałem być nieuprzejmy i pojawiać się tak znienacka, jak czołg. – Pokornie rzekł Voldemort, schylając nisko głowę.

 Mniejsza o to. – Szef łaskawie skinął ręką. – Siadaj.
        
         Voldemort zauważył, że jeden z dwóch wielkich, czarnych foteli ustawionych przed biurkiem jest zajęty i siedzi na nim niewiadomoco, ubrane w sfatygowany, oficerski płaszcz woskowi, ale nie mógł rozpoznać ani kraju, ani formacji, z których pochodził. Na głowie niewiadomoczego jawiła się czapka od tego samego munduru. To Coś było w miarę wysokie, pod jasnymi oczami miało sińce, generalnie było blade i raczej odpychające. Voldemort wzdrygnął się zniesmaczony i usiadł w wolnym fotelu, który był podejrzanie miękki.

 Chcę przedstawić ci nowego pracownika, nie wiemy jeszcze, czy będzie dla nas przydatny, będzie więc pracować pod twoim nadzorem. Twoim zadaniem będzie wprowadzenie go w tajniki pracy, monitorowanie poczynań i składanie raportów – ogłosił poważnym tonem agent.
       
       Voldemort stwierdził, że dłużej nie może już wytrzymać i musi zadać to pytanie, które nękało jego pociachaną duszę.

 Z czego jest to biurko, proszę pana? Z buku?

Szef poruszył brwiami.

 Tak, z buku – odparł. – To nieistotne. Masz tu pracownika, zwie się Anne Marie, choć życzy sobie, by zwracano się do niej Mistrzu Mrocznych Płomieni.  

A więc niewiadomoco jest płci żeńskiej – pomyślał Voldemort.

 Dlaczego muszę sprawdzić jej przydatność? – spytał.

 Ponieważ nie jest ona czarodziejem, posiada za to inne przydatne umiejętności, jest obciążona klątwą spoilera, nie wiadomo, kto ją na nią rzucił, wiadomo tylko, że nikt z waszych, to jest czarodziejów. Miało to miejsce jakiś czas temu, coś około dwunastu wieków. Od tego czasu dysponuje umiejętnością jasnowidzenia, choć jest ona bardzo ograniczona.
        
         Mistrz Mrocznych Płomieni poruszył się niespokojnie i poprawił czapkę, po czym wstał i wyprostował się.

 Miło mi pana poznać, panie Riddle, mam nadzieję, że nasza współpraca będzie owocna i nie będę sprawiać problemów! – wygłosił z przekonaniem.

 Ja też, ja też – mruknął naburmuszony Voldemort, który właśnie zauważył, że lawendowy lakier zaczął odpadać z paznokci.
***
 Proszę pana! Proszę pana! To ta wasza aparatura! Coś się stało!

 Co znowu, do licha? – spytał zdenerwowany pan sekretarek i zastukał lazurowymi paznokciami o blat biurka.

 Chyba wyłączyłam Internet… I już nigdy go nie będzie!