niedziela, 28 października 2012

Oktoryk, czyli myszowej zoologi ciąg dalszy!

Papciochy to niejedyne stworzenia, które zamieszkują naszą niezwykłą krainę. Czas na kolejny wyciąg z Encyklopedii Nudy Szkolnej!
W nizinnych lasach można natknąć się na pola oktorykowe. Duże połacie ziemi całe pokryte są tymi niewielkimi zwierzętami, oktorykami właśnie zwanymi.

Kolejny niezwykle zaawansowany rysunek made in paint.

Z pleców oktoryka wystaje kończyno-ogranna plecha korzeniopodobna. Stworzenia te za jej pomocą umiejscowione są w glebie, w pozycji horyzontalnej, z nogami sterczącymi ku niebu, kończyna ta umożliwia im też pobieranie substancji odżywczych z gleby. Ich brzuch pokryty jest gładką skórą, która wchłania wodę pochodzącą z deszczu, dlatego oktoryki występują na terenach bogatych w opady atmosferyczne. Zimą na ich brzuchach osadza się szron i lód, a one wysuwają swoje długie języki i zlizują powoli ten chłód, a przecie powinny w ten sposób obrzęku płuc dostać, nie wiadomo jednak, czy stwory te płuca posiadają. Z pewnością mają zaś bardzo czułe nosy okolone wibrysami, które ostrzegają je przed niebezpieczeństwem, bowiem oktoryki nie są agresywne i bronić za bardzo czym się nie mają, w obliczu zagrożenia więc zwijają się w kulkę, wystawiając twardą skórę pleców. Wyglądają wtedy jak pancerniki, które jakiś szubrawiec na kij nadział. Zaprawdę, oktoryki niezwykłe to zwierzęta, swym życiem osiadłym polip przypominające czy grzyb jaki, a zarazem takie różne od nich. 
Niestety, oktoryki nie stworzyły tak zaawansowanej cywilizacji jak Papciochy (nie są też pisane z dużej litery jak one, o!) i  nie posiadają równie barwnej historii, więc niewiele można o nich napisać i taka krótka notka musi wystarczyć. Chcecie poznać więcej takich stworów, czy może mam pisać o czymś innym? Proszę, głosujcie w ankiecie, a ja idę wydłubywać pestki z dyniowego miąższu.


czwartek, 25 października 2012

Ślimakoglon, czyli świat jest niepojety

Za każdym razem, gdy dochodzę do wniosku, że już nic, ale to nic nie jest w stanie mnie zadziwić, świat szybko wyprowadza mnie z błędu, ale chyba każdy tak ma. Są rzeczy dziwne i mniej dziwne, niecodzienne i bardziej niecodzienne, ale mięczak, który będzie tematem postu z pewnością znajduje się w ścisłej czołówce rankingu cudów i niemożliwości. Oto Elysia chlorotica - niestety, polskiej nazwy maluszek nie posiada, więc razem z kolegami nazywamy go slimakoglonem lub Elizką (bo Elyska dziwne brzmi).


To morski ślimak, który mieszka w Oceanie Atlantyckim. Wygląda jak... liść. I swoim sposobem odżywiania także przypomina liść. Panie i panowie, oto Elizka - zwierzę, które fotosyntetyzuje, naturalny genetyk! Ale jak to się dzieje? Gdy ślimaczek jest jeszcze młody, przez dwa tygodnie zajada się różnymi glonami, potem kradnie im chloroplasty i wplata we własne komórki. Teraz nie musi już nic jeść - wystarczy mu światło i woda. Szkoda, że my tak nie potrafimy, zniknąłby problem niedostatku żywności na świecie. Pewnie musielibyśmy opuścić tereny północne i południowe, gdzie nie ma dostatecznie dużo słońca, więc Polska byłaby krajem bezludnym, zresztą nie chciałabym zrezygnować z przyjemności jedzenia :)

wtorek, 23 października 2012

Gnij, złota jesienio!

Wiem, że ostatni post zamieściłam tydzień temu, wiem, że nie komentuję Waszych blogów. Tak szczerze, to do końca nie mam pojęcia, czemu tak jest, może zwyczajnie nie mam czasu? Zawsze denerwowali mnie bloggerzy, którzy są ,,zawaleni pracą" i nie mogą znaleźć chwili, by zajrzeć na bloggera, ale teraz ich rozumiem. Dziwne, prawda? Może to przez jesień? Chyba najbardziej dołująca w tej porze roku jest wszechobecna aura śmierci i rozkładu, najgorsze jest to, że dookoła wszelkie życie ginie lub zamiera, a my nie i musimy na to patrzeć. Czujemy nadchodzącą zimę, czujemy w samym szpiku kości. Liście gniją pod stopami, jednoroczne rośliny umierają, poranki spowija mgła i nadrzeczne opary, ptaki już dawno odleciały i zaczyna się czas Wielkiej Ciszy. Ale czy naprawdę tak jest? Czy może to tylko nasza nadinterpretacja? Traktujemy okres szykowania się do mrozów jak coś złego, przygnębiającego i pełnego śmierci. Nie bez powodu Wszystkich Świętych i podobne uroczystości obchodzone są w listopadzie i październiku, to tkwi wewnątrz nas, głęboko. Tymczasem to wszystko jest czymś zwyczajnym, naturalnym i koniecznym. Wiem, że to trudne, ale można spróbować cieszyć się z najbardziej melancholijnej pory roku, uśmiechać się, ślizgając po masie rozglabranych liści na chodniku, z radością witać mgłę, cieszyć się, gdy za oknem mroki nocy, a trzeba wstać do szkoły/pracy, cieszyć z wiecznie szarego nieba, cieszyć z tego, że ostatni raz widziało się słońce dziesięć dni temu. Czy to właśnie nie klucz? My nie potrafimy się z tego cieszyć, coraz więcej pracy, coraz mniej dnia, meteopatia, deszcz, liście, mgła, śmierć, zimno, wilgoć. Wszystko jedno. Znowu pokochać jesień - mission impossible? Nieważne, wystarczy spojrzeć na las. Obrazek, rzecz jasna, z zerochan.net  Aha, zapomniałam napisać, że się ,,poprawię".

wtorek, 16 października 2012

Dzieła sztuki w anime (inspiracje dziełami)

Nie chodzi tutaj, jak może sugerować tytuł, o jakieś perły animacji czy świetnie zaplanowane sceny, tylko o znane dzieła sztuki, które pojawiają się w różnych seriach. O dziwo, takie inspiracje zdarzają się dość często i  bywa, że dość trudno je wychwycić, ale nie zawsze, bo czasem aż włażą w oczy. Dobrze, nie będę przynudzać, oto kilka dość znanych nawiązań.

Nie wiem czemu, ale twórcy anime jakoś szczególnie upodobali sobie Klimta, i uznali, że jego obrazy świetnie nadają się do ilustrowania openingów. Oto kilka zestawień dzieł naszego Gustawa ze screenami z openingu Elfen Lied. Właściwie, każda scena to wersja anime jakiegoś jego obrazu.

http://kevo.dasaku.net/?p=959

środa, 10 października 2012

Papciochy i tyle

Co się dzieje, gdy mamy bardzo nudne okienko? Nic ciekawego, powstają nowe gatunki. Proszę, nie pytajcie, skąd wzięłam nazwę.


Papciochy to stworzenia, które żyją gdzieś, lecz dokładnie nie wiadomo jak. Wsławiły się założeniem Zakonu Papciochów, do którego należą bogobojni mnisi papciochowi, niestety, nie wiemy za wiele o ich spokojnym życiu, gdyż rzadko wpuszczają obcych do swoich  świętych przybytków. Słyną z niezwykle zaawansowanej sztuki ziołolecznictwa, ich lekarstwa opierają się zwykle na kozioduptrąbie, tajemniczym zielu, które można spotkać tylko na zboczach gór rosnących pod ich klasztorami, albowiem Papciochy budują swoje świątynie na stokach niezwykłych Gór Żywych  których roczny przyrost na długość wynosi około 2 metrów. 

Niezwykle zaawansowany graficznie rysunek poglądowy made in pajnt.
Papciochy tworzą ogromne, wręcz monumentalne witraże, największe z nich osiągają powierzchnię 1000 metrów kwadratowych! Bardzo powszechnym tematem w ich sztuce jest mitologia sumeryjska, na której w znacznej mierze opiera się ich religia, Papciochy bowiem to lud politeistyczny. Prawdopodobnie występują wyłącznie osobniki płci męskiej, bo, jako rzecze legenda, wszystkie ich kobiety wyginęły podczas wielkiego kataklizmu na wyspach Uta, gdzie zajmowały się rzekomo wypasem owiec, podczas gdy ich mężowie na wyspie Ren oddawali się modłom i innym praktykom religijnym. Jako że Papciochy to lud ascetyczny i długowieczny, to gatunek przetrwa jeszcze przez pewien czas, aczkolwiek kiedyś te istoty znikną zapewne z powierzchni Ziemi. Pozostaną po nich olbrzymie biblioteki, pełne rękopisów w alfabecie Nassca, i pamięć o ich dokonaniach.

niedziela, 7 października 2012

Burunduk - z czym to/go się, broń Boże, je?

Niedawno byłam w markecie w Bydgoszczy, hala, empik, zaliczone wszystkie punkty programu, jeszcze tylko sklep zoologiczny i półgodzinne wpatrywanie się w szczurki za szybą. Tymczasem koło szczurków coś, a raczej ktoś biegał. Całkiem spore, śliczne wiewiórkowate stworki w paski. ,,Burunduk" - przeczytałam, ale  nic mi to nie mówiło. Cóż to takiego, ten stworek?

Obrazek z wikipedii, wolnej encyklopedii.
Okazuje się, że to małe, ruchliwe zwierzątko naprawdę ma kuzynów wiewiórki. Pochodzi z Azji, jego widokiem mogą cieszyć oczy Rosjanie, a także nasi skośnoocy przyjaciele (Japończycy, Chińczycy, Koreańczycy). Ponoć został przesiedlony do europejskich parków, ale ja takiego pasiastego cudeńka na wolności nigdy nie widziałam, ale może Wam udało się go zobaczyć? Z tego, co piszą w Internecie wynika, że nasz wiewiór prowadzi dzienny tryb życia i jest bardzo aktywny, żywi się ziarnami, owocami, grzybami, jaszczurkami, warzywami, owadami - jest właściwie wszystkożerny, czyli to wręcz idealne zwierzę domowe. Burunduki porozumiewają się za pomocą ćwierkania, nasz własny, ptasi, naturalny budzik! W niewoli żyją prawie 10 lat, osiągają długość 25 cm (wraz z ogonem).


Oto filmik jakiegoś szczęśliwego posiadacza :)

Czy Wy też macie tak, że jak patrzycie na ten filmik, to macie ochotę pójść do parku/sklepu i poszukać tych maciupkich cudeniek z pięknymi, puszystymi kitami? Jakie to ciekawe zwierzęta mogą kryć się w marketowym zoologu. Teraz wychodzi to, że jestem biedną dziewczyną z małego miasteczka. Choć w sumie, gdy mówię o swoich myszoskoczkach, to też wiele osób nie wie, o jakie zwierzęta chodzi. 

Słyszeliście kiedyś o tym stworku? 
Spotkaliście go w parku?
A może jesteście bardzo, ale to bardzo szczęśliwymi posiadaczami domowego wiewióra?

wtorek, 2 października 2012

Zmartwychwstania w anime - gdy osikowy kołek nie pomaga

      Może zawierać (śladowe ilości) spoilery(ów). Prawda, że wybaczycie mi taką długość? Anime (lub manga), jak to anime, rządzi się swoimi prawami, a twórcy nie raz i nie dwa naginają granice prawdopodobieństwa. Kto nigdy nie spotkał się ze ,,wskrzeszeniem” jakiejś postaci? Taki zabieg czasem naprawdę zdrowo irytuje, ale zdarza się, że potrafi wywołać na naszej twarzy uśmiech pt. ,,a jednak!”. Wydaje mi się, że taki powrót z Krainy Wiecznych Łowów powinien mieć jakieś realne uzasadnienie, a tak, niestety, nie zawsze bywa. Oto kilka przykładów różnych powrotów z zaświatów:

No.6

Zobaczcie, ile mnie tam jest! Widzicie, jak ładnie przewracam im kartki, by nie nadwerężali rączek?

       Czasem takie zmartwychwstanie potrafi zepsuć całą serię, a naprawdę mało brakowało… Bywa, że po prostu nie powinno być szczęśliwego zakończenia, a przynajmniej nie bez ofiar. Anime tym się różni od zachodnich animacji, że bohaterowie zwykle umierają naprawdę, nikt nie stroni od krwi i mas trupów. Szkoda tylko, że ostatnio coraz częściej ma być poprawnie i wesoło, więc serie, takie jak ta, zostają zupełnie zniszczone powrotem zza Styksu, którego w ogóle nie powinno być.