poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Istniejemy tylko w tym długim/krótkim momencie.

Obrazek z zerochan.
Coś z czegoś.
Cudownie być idealnie wpasowanym w otaczający nas świat. Nawet nasze rzekome błędy są zgodne z jakimś tam wyższym prawem. Tak ciężko uwierzyć, że ta sama ręka, w której dzisiaj dzierżę myszkę komputerową, była kiedyś łapą, skrzydłem, płetwą praryby, nibynóżką mikroskopijnej ameby, od której wszystko się zaczęło. Czy wiesz, że kiedyś, dalej niż sięga pamięć, byłeś małym, owadożernym zwierzątkiem, które przycupnęło na kamieniu milowym? Oczywiście.
Nic nie wiadomo, ale jedno jest niemal pewne - Bóg ma ogromne poczucie humoru. Bo on jest. Stworzyć nas takimi w takim świecie, w którym wszystko, gdzie tylko by nie spojrzeć, gdzie się nie udać, staje się niepojęte i przerasta nasze skromne zdolności pojmowania. Przeszłość, tak trudna do przetworzenia, gdy nic nie było tym, czym jest teraz, przyszłość, której nie można zobaczyć. Tylko, czy gdyby to było możliwe, mielibyśmy na to odwagę? Bo przyszłość nie należy już do nas, w kolejne tysiąclecia i millenia nie będziemy wkraczać już my, przecież nie ma końca, nie może być tak szybko. Dotrzemy do tych niewiadomych, przejdziemy granicę, pierwszą, drugą, siódmą, ale to wtedy nie będziemy już my, będzieMY? Gwałtowny ruch oczami podczas snu, spojrzenie w bok, zbyt małe, by to zrozumieć, w lewo, zbyt wielkie, by pojąć. Kiedyś się uda, ale chyba już nie nam... Dla nas to raczej bez znaczenia. Idealne wpasowanie. Pamiętaj, czasem zdarza się nawet czarne babie lato.
Źle się czuje to pisząc, ale co tam. Przecież nie mogę zrobić nic takiego, czego nie wolno mi zrobić. Bo jesteśmy częścią wszystkiego. Jak wszystko.

piątek, 17 sierpnia 2012

Czy masz świadomość?




 Zastanawialiście się kiedyś, czy inni ludzie w ogóle istnieją? Nie fizycznie, ale czy mają świadomość, czy myślą. Nigdy nie będzie się tego pewnym. Kiedyś zastanawiałam się nad tym całe dnie, nie przejmowałam się innymi, bo nie miałam żadnej gwarancji, że oni w ogóle istnieją. Czy mogę wierzyć, gdy przyjaciółka zapewnia mnie, że ma świadomość, że jest? Nie mogę. I nigdy nie będę mogła, bo nie ma sposobu, by to sprawdzić. Musiałoby się nie istnieć? W ogóle nie ma w tym zakresie nic pewnego, może to wszystko zwid? A jeśli nie, to nigdy się tego nie dowiesz. Nawet po śmierci.Takie coś już chyba było i nazywało się solipsyzmem. A może nie?

Post zaległy, ale wreszcie krótki. Mała prośba - jeśli wiecie cokolwiek o ręcznych karabinach maszynowych i ich zastosowaniu w praktyce, ile ważą, jak się ładuje itp., to proszę, piszcie. Nawet najbardziej banalne lub drobiazgowe rzeczy! Potrzebuję do opowiadania...Obrazek z zerochan.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Kakurenbo w pigułce - mroczna uczta dla zmysłów.

     Gdzieś daleko jest szary labirynt wielkiego miasta, w którym dzieci grają w pewną niebezpieczną grę. Jeśli podążysz za neonami układającymi się w napis „o­‑to­‑ko­‑yo”, dotrzesz na plac, a gdy zbierze się na nim siódemka dzieci, które noszą lisie maski, rozpocznie się gra. Gra w chowanego. Ale nie tylko wy będziecie krążyć po ciemnych zaułkach tajemniczej dzielnicy. Tylko pamiętajcie… Tych, którzy bawią się w chowanego na miejskich ulicach, porywają demony. 


      Po tym mrocznym wstępie można wreszcie przejść do sedna sprawy – dziś krótko opiszę Kakurenbo – zaledwie 25 minutowy film powstały w wyniku współpracy kilku studio. Jest to pomieszanie japońskiego folkloru i współczesnej, urbanistycznej ,,codzienności”, w bardzo ciemnej tonacji.
Fabuła jest bardzo prosta, jak można było zresztą się spodziewać. Jesteśmy świadkami gry, możemy obserwować zmagania ósemki bohaterów. Ósemki? Tak, ta gra jest dość nietypowa – tym razem uczestniczy w niej jedno nadprogramowe dziecko. Ale co z tego wyniknie? Charaktery postaci są nakreślone kilkoma grubymi kreskami, poznajemy ich głownie przez pryzmat  zachowań podczas gry. Każdy ma swoją własną motywację – nie podejmuje się przecież takiego ryzyka bez najmniejszego powodu. Choć czasem właśnie to ryzyko jest głównym celem.  Warto zwrócić też uwagę na to, że nikt  nie zna dokładnie zasad gry w otokowo i finał rozgrywki może okazać się… zaskakujący. 


       Prawdziwym atutem produkcji i jej główna siłą oddziałowywania jest oprawa audiowizualna. Grafika jest naprawdę mroczna, dominują cienie, mgły i światła neonów. Zwłaszcza te ostatnie sprawiają upiorne wrażenie. Nie mamy skupiać się na skomplikowanej fabule (której zresztą nie ma), tylko chłonąć niesamowity klimat, wsłuchiwać się w skrzyp metalowych konstrukcji i szum wiatru, który śpiewa w stalowych szczeblach, podskakiwać przy każdym najdrobniejszym szmerze i podziwiać szczegóły wymarłej dzielnicy. Maski, które noszą uczestnicy zabawy spisują się w swojej roli naprawdę znakomicie – aż zadziwiające jest, jak dobrze pozornie nieruchoma, sztuczna twarz jest w stanie oddać uczucia osoby, która ją nosi. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale trzeba obejrzeć, żeby zrozumieć, o co mi chodzi. Używanie grafiki komputerowej o dziwo, naprawdę nie razi.
      Kakurenbo to horror, a zadaniem horroru jest przerażać – o tym wie każde dziecko, nie jestem jednak zdania, że ten film wzbudzi w nas przerażenie – niektórym może wydać się idiotyczny, innym dziecinny, ale jeśli dla kogoś liczy się głownie klimat, lubi uczucie ścigania i urban fantasy to właśnie coś dla niego.
W skrócie:
Grafika: 10/10 czyli 5/5
Muzyka: 8/10 czyli 4/5
Bohaterowie: 6/10 czyli 3/5
Fabuła: 7/10 czyli 3,5/5
Ogólnie: 8/10 czyli 4/5

     Mam nadzieję, że dzisiejsza notka z serii ,,Anime w pigułce” była krótsza od poprzedniej i Kakurenbo zostało naprawdę skompresowane i władowane do tabletki. Przepraszam, jeśli coś pokręciłam itp. - nigdy wcześniej nie pisałam niczego w tym rodzaju. Kakurenbo to dość niszowa produkcja, ale miło by było, gdyby zdobyła więcej fanów... lub przeciwników.

Źródło obrazka:
 http://www.taringa.net/comunidades/mundoanime/5742712/Kakurenbo.html

piątek, 10 sierpnia 2012

Odwieczny szpagat - między przesądem, zabobonem, gusłem i prawdą.

Obrazki pochodzą z zerochan.

Wreszcie wróciłam, po bardzo ciężkiej drodze powrotnej, która obfitowała w atrakcje. Najpierw zwiedzaliśmy latarnię, potem przejechaliśmy ślicznego, szarego kotka, a na końcu musieliśmy zatrzymać się na rynku w mieście Mrocza, bo to rodzinne miasto naszego złotego medalisty, Adriana Zielińskiego, który właśnie wraca z igrzysk i będzie przejeżdżał przez pseudorondo. Oczywiście wysiedliśmy z samochodu i robiliśmy zdjęcia, najpierw przejechało pięćdzisiąt motorów, a potem on w cadillacu. Machaliśmy do nich, a oni pomachali nam :3 Ale nie o tym dzisiaj będzie mowa...


 Przed testem zawsze musi dotknąć swojego lewego ucha, a lewy but musi być związany słabiej niż prawy, inaczej będzie zgubiona i na pewno sprawdzian źle jej pójdzie.  Zawsze, nim dźwignie sztangę, musi kilka razy dotknąć swoich łokci, inaczej na pewno coś się stanie i nie osiągnie takiego wyniku, o jakim marzył. Jeśli spojrzysz w studnię, gdy będziesz w ciąży, to urodzisz zezowate dziecko.


 Znacie to? Oczywiście. Każdy słyszał jakieś wioskowe/miejskie przesądy, ale nikt nie przywiązuje do nich wielkiej wagi. Czy naprawdę? Może nie plujemy przez lewe ramię, gdy widzimy czarnego kota i nie żegnamy się, gdy przeleci nad nami nietoperz, ale mamy swoje własne małe zabobony. Kto z Was nigdy nie miał przedmiotu, który ,,przynosił szczęście”? Kto nigdy nie miał drobnego zwyczaju, który rzekomo zapewniał mu powodzenie w określonej sprawie? Nie używał długopisu w zielonej oprawce tylko na kartkówkach z angielskiego, a w czarnej tylko z polskiego? Podczas meczów naszej reprezentacji siatkarskiej na igrzyskach pilnowałam, by tata miał nogi wyjęte z laczków. Idiotyzm? Zapewne, ale jaki komfort psychiczny daje. To chyba właśnie sedno sprawy – nie tyle wierzymy, że gdy napiszemy niewłaściwym długopisem sprawdzian, to dostaniemy złą ocenę, ale szukamy podpory, pewności psychicznej, czegoś, czego można się uczepić i co zapewni nam spokój umysłu. To właśnie zadanie ,,przesądów” i ekscentrycznych zwyczajów dwudziestego pierwszego wieku. Dawniej ludzie za pomocą zabobonów i guseł okiełznywali lęk przed tajemniczym, wrogim i nieznanym.  Przesąd to coś, co w wygodny sposób pozwala nam tłumaczyć nieodgadnione rzeczy i jest czymś, schematem, do którego można się przyczepić w szalejącym morzu świata. A potrzeba stałości i przewidywalności nie odejdzie w dal, więc zawsze tego rodzaju rzeczy będą obecne w naszym życiu. Oczywiście, mimo coraz większej technologizacji, wiara w czary, magię, diabły i wioskowe mądrości trzyma się świetnie. W moim małym mieście niedawno szerzyła się wieść, że nieumyte jajka dłużej zachowują świeżość. 

- Aż ręce opadają. – powiedziała o tym moja była nauczycielka – Naprawdę, ludzie nie wracają do średniowiecza, tylko cały czas tam tkwią. 


I ciężko nie przyznać jej racji.  Ciężko też nie czuć przyjemnego dreszczyku , słuchając o grasującym dziwnym stworze na obrzeżach miasta, który pożera kury, i o soli, którą ponoć trzeba sypać na progu, by do domu nie wszedł duch zmarłego.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Sprawy ważkie i bieżące niczym woda, kosmiczne myszy.

 Krótki komunikat. Nie będzie mnie tu przez tydzień, takie usprawiedliwienie, wiem, że zwykle potrafię nie pisać dłużej, ale jak ma być porządek, to ma być i wszystkie przerwy muszą być uzasadnione. Wyjeżdżam na wakacje, nad morze. Mam nadzieję, że jakoś to przeżyję, będzie ciężko, trzeba będzie wyjść na plażę w kostiumie.
Zobaczcie na te dziwne stworzenia! Bloggif i jego funkcja przerabiania zdjęć pomógł mi uświadomić sobie, jakie to dziwne i przerażające myszoskoczki rodem z Obłoku Oorta mieszkają w moim domu.


Do bliskiego zobaczenia!