sobota, 28 lipca 2012

Lygrys - na pograniczu gatunków.


Pewnie czasem zdarzyło się Wam pomyśleć: ,,Ciekawe, jak wyglądałoby skrzyżowanie tygrysa z lwem.” Lub coś w tym tylu. Wbrew pozorom zobaczenie takiej krzyżówki nie jest niemożliwe, czasem zwierzęta dość blisko spokrewnione mogą się krzyżować w naturze, co daje ciekawe efekty. Jednym z najbardziej interesujących jest z pewnością wymieniona wcześniej, hybryda lwa i tygrysa – lygrys.


 Ojciec Natanek poznał już destrukcyjną moc lygrysa.

Jego matka jest tygrysicą, a ojciec lwem. Co z tego wynika? Ano to, że lygrys rośnie przez całe życie i jest największym kotem świata. Dlaczego tak się dzieje, przecież takie coś przeczy naturze! Cóż, są takie rzeczy, które się filozofom nie śniły. U tygrysów gen hamujący wzrost posiadają samce, natomiast u lwów jest odwrotnie i to lwice go posiadają, nasza krzyżóweczka nie posiada więc genu , który spowodowałby ograniczenie jego wzrostu. Można pomyśleć, że lygrys ma wiele wspólnego z sosenką, bo to rośliny są znane z tego, że rosną przez całe życie. Nasz lygrysek może ważyć pół tony i mierzyć trzy i pół metra! Nie chciałabym spotkać takiego olbrzyma w lesie za domem.


 No właśnie, dlaczego nikt wcześniej nie słyszał o lygrysach i nie spotkał ich w naturze? W warunkach naturalnych zasięg występowania lwów i zasięg występowania tygrysów rzadko się nakładają, więc te dwa wielkie koty technicznie nie mogły się spotkać, dlatego lygrysy rodzą się tylko w ogrodach zoologicznych, gdy dochodzi do połączenia wybiegów tych zwierząt. Wszystko wydaje się fajne i piękne, ot, cudowny zwierzaczek, ale w życiu niewiele rzeczy jest różowych i lygrys ma też ciemne strony. Nie przeżyłby na wolności, bo jest… zbyt duży. Jego pozornie największy atut staje się jego największą słabością. Nie może biec za jedzeniem jak tatuś lew ani podkradać się do zwierzyny jak mamusia tygrys, czyli umarłby z głodu. Dlaczego lygrys jest taki wyjątkowy, nie licząc jego ogromnej wielkości?  Przyjęło się, że krzyżówki są bezpłodne, ale samica lygrysa może urodzić potomstwo. Co prawda, samce są bezpłodne, czyli lygryski nie mogą rozmnażać się ze sobą, ale żeńska część ich ,,populacji” może mieć dzieci, choć nie będą to już lygrysy. Dziwne, prawda?

 A co Wy o tym sądzicie? Uważacie lygrysa za intrygujące stworzenie, czy za biedne zwierzę, które nie powinno mieć prawa do istnienia?  

Jak widać wróciłam do korzeni, czyli piszemy o zwierzętach i przyrodzie. Zawsze jednak lepiej pisać o tym niż o niczym , prawda? Dodałam nową ankietę, proszę o głosowanie :) 

Obrazki pochodzą ze stron:
memgenerator.pl
fundir.org

20 komentarzy:

  1. Fajnie, to znaczy jak?

    Każdy ma prawo do istnienia, a więc i "dziwaczne" krzyżówki typu lygrys. Na szczęście dla nich nie żyją w środowisku naturalnym, chociaż gdyby tak było, z pewnością by się do niego przystosowały i zostałyby "wplecione", "dodane" do łańcucha pokarmowego. ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez moją wieś od czasu do czasu przeleci mewa lub dwie, ale generalnie nie widać tutaj żadnego innego ptactwa morskiego. Nie wiem, skąd u ciebie się ono wzięło, być może emigruje w poszukiwaniu żarełka.
      Pomijając już samą fabułę, powieści młodzieżowe są napisane niezwykle płytko, językiem tak prostym jak dopiero co wyprasowana koszula, bez zbędnych poetyckich wynurzeń, bez rozwlekłych, barwnych epitetów itp. Już dawno z tego wyrosłam i dlatego te książki mnie nużą.
      Minuta goni minutę... chyba szybkość mijającego czasu wzrasta wprost proporcjonalnie do naszego wieku. W podstawówce dwumiesięczne wakacje były jak rok z kawałkiem i zrobiło się w tym czasie o wiele więcej rzeczy niż teraz. Ale to może dlatego, że wtedy tak często nie siedziało się przed komputerem, tylko wylegało na ulicę i skakało na skakance z dziećmi z osiedla, chodziło na plażę (w moim przypadku, bo każde moje wakacje równały się pobytowi u babci w Gdańsku-Brzeźnie), kopało w piaskownicy, grało w piłkę, oglądało mnóstwo bajek etc. Dzisiaj monotonia wkradła się w moje życie i od wczoraj tracę czas grając w Simsy.
      Tak, Chorwacja to dosyć popularny kraj dla turystów, ale jak ja byłam, to rzadko słyszałam polski język. Teraz zapewne jest ich więcej.
      Tak jak psa nie myje się w dzień, tak nie wychodzi się na dwór w mokrych włosach. Po prostu można się przeziębić, zwłaszcza jeśli ma się słabą odporność, tak jak moja przyjaciółka.
      A mi to wisi, egzaminy zdam i na konkursach też jakoś sobie radę dam. Trzeba jakoś zagospodarować sobie czas.

      Usuń
  2. Myślałam, że nic o zwierzętach nie może mnie zafascynować. Myliłam się. Ja uważam takie krzyżówki za coś pięknego, takie wybryki natury. Zazwyczaj nie rozmyslam o zwierzętach (na przykład dopiero rok temu zorientowałam się, że kundle to mieszanka ras), więc może reszta świata już o tym myślała, ale teraz nasuwa mi się pytanie, czy tygrys to nie jest jakaś kolejna krzyżówka prehistorycznych zwierząt, a tamte były krzyżówką czegoś innego. Jeżeli więc reszta świata, czyli Wy, światli i wyedukowani ludzie, już znacie na te pytania odpowiedź, z chęcią ją przeczytam.
    Z jednej strony taki lygrys to coś pięknego, cudowny wybryk natury, sam cud, nie przestaje rosnąć, jest wielki, ale.. gdybym była zwierzęciem, bycie lygrysem przyniosłoby mi tylko utrapienie. Jak można nie przestawać rosnąć?
    Pozdrawiam i czekam na kolejny post :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jeju, fascynujace! no są pod ochroną, myszoskoczek? nawet ja wiem co to ;p
    sztuczny :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem przeciwniczką hybryd. To ciekawostka, ale moim zdaniem trochę wbrew naturze. Nie wspominając o fakcie, że zwierz wygląda moim zdaniem fatalnie...

    Chylę czoła przed Twoją wiedzą z zakresu świata przyrody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ten może tan wygląda, bo to Herkules, największy kot świata, wpisany do Księgi Rekordów G., inne albo Herkules na innych zdjęciach wyglądają lepiej.
      http://t0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTRvRD-oKJ8FKlFcErtYGPF_PPzYWjtFOAZCQQVUCP5pakeHncksf1SQIwKZQ


      Nie wiem, czy wbrew naturze, nikt tego specjalnie nie robił, nie powstał w laboratorium, tylko na wybiegu, gdy na chwilę dookoptowano tygrysicę do lwów.
      https://encrypted-tbn3.google.com/images?q=tbn:ANd9GcTBDkIIrocD6ZimxF0TggTMCmLzB7VUjJdW6skACOU3CFEvMvSN
      Z tego powstałby tigon, ale zasada ta sama.

      Wcale tak dużo nie wiem, to jest powszechnie dostępne.

      Usuń
  5. od pewnego momentu zamiast lygrys jest tygrys i trochę nie wiem jak odnieść się do tego postu ;) No cóż, mnie, fance dzikich kotów post spodobał się bardzo i ze wstydem muszę się przyznać, że nie wgłębiałam się wcześniej w ten temat. Tzn nazwa lygrys nie jest mi obca, ale jakoś nigdy nie szperałam w tym kierunku. Dobrze, że to opisałaś, bo to naprawdę ciekawe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, to blogger uparcie mnie poprawiał, dodawałam do słownika, ale niewiele to pomogło, dalej poprawiał, można zwariować, na szczęście teraz jakoś mi się udało to poprawić, blogger odpuścił :)
      Lygrys jest najciekawszą krzyżówką, o takim tigonie czy jagilonie nie byłoby już tak dużo do napisania...

      Usuń
  6. coś innego niż zazwyczaj, szczerze jeszcze nigdy nie widziałam nic podobnego :)

    do opcji b raczej się nie zaliczam, bo nie chodzi mi o to, po prostu nie lubię swojego ciała.. mi igrzyska się podobają, ale tą co napisałaś też przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wszystko ma prawo zyc, ale sie glubie. to w koncu lygrys, czy tygrys? :) a ogólnie, to świetny blog! :D wpadnij do mnie *: obserwuj, jeśli blog Ci się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham dzikie zwierzęta.:) Lygrys jest świetny! Pół tony?:O Jaki olbrzym:)
    Oczywiście w ankiecie zagłosowałam:D

    OdpowiedzUsuń
  9. ma kolegów ma, byli już kilka razy pod moją szkołą .___. bo się cięła, groziła, wagarowała, uciekała z domu, próbowała popełnić samobójstwo wiele razy no to ją zamknęli. a co jej z czystych płuc jak i tak o siebie nie dba i chce odebrać sobie zycie?
    chyba przekarmiłam ci rybki, przepraszam :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi, te rybki są bardzo żarłoczne i mają wielkie żołądki :3
      A jak tak, to niech sobie ,,pali".

      Usuń
  10. Hymm, o podobnych skrzyżowaniach czytałam w książce, ale nie przypuszczałam, że takie coś może być prawdziwe.
    Jej, strasznie to wielkie stworzenie, a do tego bardzo osobliwe...
    Jak dla mnie jest to intrygujące zwierzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. zewsząd i znikąd19 sierpnia 2012 12:15

    To, jakoby lygrysy rosły całe życie, to akurat bzdura. Owszem, są sporo większe od tygrysów i najwyraźniej coś tam jest z brakiem genu hamującego wzrost, ale na pewno nie rosną całe życie. Może odrobinę dłużej niż tygrysy albo lwy, ale pięcioletni lygrys jest już w pełni wyrośnięty.
    Zresztą można się spotkać z zupełnie skrajną i bzdurną opinią, że wstrętni hodowcy poświęcają tygrysy, bo tygrysica może urodzić lygryski tylko przez cesarskie cięcie - też nieprawda. Lygrysie noworodki są najwyżej minimalnie większe od tygrysich, dopiero później lygrys zaczyna rosnąć szybciej niż tygrysek.
    Podstawowy problem z hodowlą lygrysów i innych hybryd polega na czymś innym: zajęcie na hodowlę "nieistniejącego" gatunku czasu i miejsca, które można by poświęcić na ochronę gatunku faktycznie zagrożonego. Jeżeli tygrysica opiekuje się lygryskami, miną co najmniej dwa lata, zanim je odchowa i będzie mogła zajść w kolejną ciążę z tygrysem. Choć moim zdaniem możliwy jest kompromis: dopuszczenie krzyżowania gatunków, ale tylko z osobników, które są mieszanego podgatunku lub z innych powodów bezużyteczne dla programów rozrodu (np. tygrysica, która urodziła już wiele tygrysków i jeżeli urodzi kolejne, w puli genetycznej będzie za dużo spokrewnionych osobników). Reintrodukcja i tak jest trudna i należy do niej przeznaczać tylko osobniki czystego pochodzenia. Co prawda jest moim zdaniem w pełni możliwe, że krzyżówki tygrysa indochińskiego i bengalskiego albo indochińskiego i malajskiego zdarzają się i w naturze, ale na wszelki wypadek lepiej nie ryzykować wprowadzenia do dzikiej populacji genów innego podgatunku wraz z wytrenowanymi i wypuszczonymi osobnikami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam o tym wszystkim, jednak nie chciałam, by ten post nabrał zbyt poważnego charakteru :) O tym, że tygrysy jednak trochę stopują ze wzrostem dowiedziałam się już później, ale nie chciałam zmieniać, różne źródła różnie podają, w końcu to coś nowego, nieznana hybryda i nikt nie poznał jej jeszcze na wylot :) A jeśli chodzi o krzyżowanie się różnych odmian tygrysa, to jestem raczej przeciwna, to byłoby zanieczyszczenie ich genów, po pewnym czasie zlałyby się w jedno, a szkoda by było utracić takie bogactwo i różnorodność. Choć to i tak lepsze niż wyginięcie.

      Usuń
  12. zewsząd i znikąd19 września 2012 11:12

    Jeszcze raz ja. ;) Tymczasem w Rosji w pewnym zoo urodziła się hybryda w drugim pokoleniu: lwo-lygrysiczka, czyli dziecko lygrysicy i lwa (jak wspomniano, lygrysice są płodne, w odróżnieniu od samców). Prawdopodobnie w tej chwili jedyny taki osobnik na świecie. Jest w 3/4 lwiczką, więc z wyglądu bardzo przypomina lwiątko, ale na tułowiu i ogonku widać bardzo delikatne, blade prążki. Chociaż opiekunka twierdzi, że z usposobienia bardziej przypomina tygryska niż lewka...
    Na razie jest tak maleńka, że opiekuje się nią kotka domowa (matka miała zbyt mało pokarmu, co zresztą ponoć częste po urodzeniu pojedynczych młodych), która na razie pozostaje odrobinę większa od podopiecznej.
    Paradoksalnie hodowanie hybryd drugiego pokolenia może być dużo mniej kontrowersyjne. Matka już jest hybrydą, więc ani nie jest użyteczna dla programów ochrony zwierząt, ani nie może się rozmnażać w obrębie własnego gatunku, bo samce lygrysa są bezpłodne. A tatuś? To, że spłodził lwo-lygryska, nie wyklucza płodzenia także lwiątek. Dla lwa to wręcz naturalne, samce lwa zwykle są poligamiczne. Tygrysy zresztą też raczej nie wiążą się na dłużej, tygrys robi swoje i odchodzi (choć w Indiach zaobserwowano ciekawą sytuację: tygrys, prawdopodobnie ojciec, opiekuje sie dwójką tygrysków, które straciły matkę. Ktoś ładnie to skomentował: widać tygrys zdaje sobie sprawę, że jest zagrożonym gatunkiem, i postanowił wziąć sprawę w swoje łapy...). W niewoli zwierzęta mogą się do siebie przywiązywać, ale jednak często samce są przesyłane do innego zoo, żeby spłodzić więcej małych - jednak tygrysów jest mało i za bardzo nie ma w czym przebierać... ;) Dlatego samice są uznawane za cenniejsze dla programów rozrodu - one poświęcają dużo więcej czasu na rozmnażanie, więc im więcej samiczek w nowych miotach, tym więcej młodych można "uzyskać" w przyszłości. Niedawno pewna gepardzica się poświęciła dla gatunku, że hej - siedem maluchów za jednym zamachem, w tym aż pięć samiczek. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o podobnych przypadkach, gdzieś pojawił się ti-tigon, może to nawet ten sam?

      Usuń