piątek, 29 czerwca 2012

Mysz po nieobecności melduje się z zapytaniem

Tła nie można załadować, cieszmy się i radujmy, blogger jest piękny i równie pięknie mnie dobija - ale do rzeczy - blog to nie tylko szata graficzna lecz i treść. Zaczęłam pisać coś na kształt początku książki, dłuższego opowiadania. Nie, nie zamierzam uczynić tego bloga blogiem literackim, ale od czasu do czasu mogłabym wstawiać fragment mojej opowieści i zapoznać się z opiniami na jej temat. Chcielibyście czytać coś takiego? Ach, zapomniałabym - nie piszę niczego o miłości - obietnica i groźba jednocześnie :)


 Wiem, że już było, ale niedawno nastąpił wielki powrót ,,Aluminii" w moim domu, więc...

Mamy już wakacje, ku zgrozie lub ku radości. Nie wiesz,  jak zagospodarować wolny czas? Oto kilka pomysłów, niedługo dodam kolejne, mniej sztampowe.
 1. Idź na spacer. Pomysł banalny, ale jakże łatwy do zrealizowania. Nie musisz zwiedzać okolicy, pewnie i tak już wiesz, co znajduje się w Twoim mieście/wsi, więc nie ma sensu oglądać tego jeszcze raz. Odwiedź za to po drodze znajomych, wstąp do babci lub cioci na krótką wizytę, wieczorna pogawędka przy herbatce na pewno poprawi humor i Tobie, i babci. Może Wasze kontakty się ocieplą?
2. Zacznij zbierać zawleczki od puszek z napojami, konserwami itp. Zrób z nich zasłonkę w pokoju, narzutę na łóżko/fotel, abażur, cokolwiek - +10 do szpanu.
3. Książki. ,,Nie będę czytać, to nudne!" - ile razy ja to słyszałam. Nikt nie mówi Ci, co masz czytać, nie musisz zmuszać się do nieciekawej lektury, wybierasz taką książkę, która Ciebie zainteresuje, jest wiele lekkich i przyjemnych pozycji.
4. Anime. Tak, musiało się to tu pojawić :) Oglądanie anime i czytanie mangi to świetny sposób na spędzenie wolnego czasu, w końcu może stać się to głównym hobby. Nie każdemu chce się wydawać pieniądze na mangi, więc polecam zacząć od anime, można oglądać je w Internecie online, jak pewnie wiecie. Swą przygodę można rozpocząć od popularnych i nieopatrzonych dużym ryzykiem serii, takich jak Death Note, Fullmetal Alchemist:BrotherhoodAngel Beats!, Durarara!! czy K-On!.

Mam nadzieję, że w związku z większą ilością wolnego czasu będziecie częściej tu zaglądać.

czwartek, 21 czerwca 2012

Czego nie wiesz o zawartości swojego piórnika

Po prostu uwielbiam problemy techniczne, kocham je. Tymczasem kilka ciekawostek o przedmiotach, które można znaleźć niemal w każdym piórniku.

Kiedyś zamiast gumek wykorzystywani miękisz chleba. Wyobrażacie sobie, nosić ze sobą w piórniku kawałek chleba i mazać nim po zeszycie do matematyki? Pewien człowiek, odkrywca tlenu, pomylił kiedyś blok kauczuku z chlebem i odkrył, że działa świetnie. Gumki do mazania robione są zwykle z kauczuku, ale początkowo nie był on zbyt popularny, bo… szybko gnił. A chleb to nie gnije i się nie psuje?


Uwielbiam ołówki, to swego rodzaju mania, lubię nimi pisać, wąchać je i ostrzyć. Jednym ołówkiem można narysować linię długości około 55km, można nim napisać ponad czterdzieści tysięcy słów, pisać nim pod wodą i w stanie nieważkości. Ktoś, nie pamiętam kto, sprzedał mi kiedyś te rewelacje, a ja bardzo się ucieszyłam i szybko je zapamiętałam. Najdłuższy ołówek świata ma prawie 20 metrów długości i znajduje się w Malezji.

Większość ołówków, głównie w Stanach Zjednoczonych jest koloru żółtego. Jak się okazuje, nieprzypadkowo.  W dziewiętnastym wieku najlepszy grafit pochodził z Chin, dlatego Amerykanie, chcąc pokazać, że produkowane przez nie ołówki zawierają chiński grafit zaczęli malować je na żółto i tak już zostało. 

Ponoć podczas każdej sekundy na świecie sprzedaje się 57 długopisów. Wynaleziono je z myślą o pilotach, którzy narzekali, że wieczne pióra przestają prawidłowo działać na dużych wysokościach. Miało to miejsce ledwie jakieś siedemdziesiąt cztery lata temu, może Wasze babcie pamiętają czasy bez długopisów? 

Nawet zwykła gumka może kryć wiele zagadek, a ołówek cyfr. 

niedziela, 17 czerwca 2012

W krainie ważek

Idzie lato, choć nie za bardzo to widać, przynajmniej w mojej okolicy, już za dwanaście dni wakacje, jakbyście sami nie wiedzieli. Dla mnie oznacza to między innymi polowanie na ważki. Polowanie za pomocą mojego niedorobionego aparatu, a nie siatki, bo z moimi zdolnościami pewnie wpadłabym do rzeki. Post będzie więc poświęcony ważkom, napiszę, dlaczego uważam je za tak ciekawe stworzenia. W Polsce żyje ponad siedemdziesiąt gatunków ważek, jest więc co śledzić i fotografować. Muszę zrobić kilka zdjęć ważkom - moje wakacyjne postanowienie.


                                                        
 Stare zdjęcie, ale jare. To chyba gadziogłówka pospolita, ciężko je rozpoznać. 

Oto kilka ciekawostek:
Jak pewnie wiecie, po angielsku ważka nazywa się ,,dragonfly", czyli latający smok. Celtowie wierzyli, że te małe owady to dzieci smoków i często łapali je by moczyć im odwłoki w miodzie, tak przynajmniej słyszałam. Nie mam pojęcia, w jakim celu to robili, może mieli nadzieję, że porwie je jakiś ptak, zwabiony słodkim zapachem?

Dziecko ważki może zabić dorosłego owada! Gdy dojrzała ważka składa jaja do wody, larwy chwytają ją i zjadają. Małe smoki to urodzeni drapieżcy.

Obserwując ważki, Leonardo da Vinci wpadł na koncepcję helikoptera. Te owady, w przeciwieństwie do jętek, potrafią latać do przodu, do góry i w dół, w niemal wszystkich kierunkach, szybko i bezgłośnie. 

Ważki to jedne z najstarszych owadów, jakie żyją obecnie. Oglądały czasy pierwszych płazów, na ich oczach złożonych z wielu małych oczek królowały i ginęły dinozaury, przyglądały się świtowi człowieka. Niemal takie same ważki jak te, które towarzyszą nam dziś, fruwały między nogami ogromnych zauropodów. Rozpiętość skrzydeł ważek z karbonu wynosiła prawie metr!

Największą polską ważką jest husarz władca (Anax Imperator, nie mogę z tej nazwy XD), rozpiętość jego skrzydełek to ponad 10 centymetrów!

Może i Wy wybierzecie się na polowanie? Ja ruszam w lipcu, teraz szkoła jest najważniejsza, czekam na ładną pogodę, cel to świtezianka dziewica, ależ one mają kreatywne nazwy, te ważki.

środa, 13 czerwca 2012

Człowiek - ssak wodny?

Czytałam niedawno o pewnej nieortodoksyjnej teorii, według której ludzcy przodkowie mieli być ssakami prowadzącymi wodny tryb życia. Brzmi interesująco, prawda? 

 Oto argumenty, które miału udowadniać trafność tej teorii:
- człowiek jest w większości pozbawiony włosów, jak ssaki morskie
- niemowlęta mają odruch pływania
- człowiek, w przeciwieństwie do swoich najbliższych kuzynów, małp człekokształtnych, potrafi pływać i nurkować
- ludzkie niemowlęta maja warstwę tłuszczy, której pozbawione są małpy, i która nie zapewnia zbyt dobrej ochrony przed zimnem, ale za to znacznie zwiększa pławność
- wielu kobietom łatwiej jest rodzić w wodzie
I tak dalej.


Niestety, nie znaleziono szczątków takich stworzeń, a w zapisie kopalnym nie ma luki, w której mogłyby się one pojawić, niemniej ta teoria jest naprawdę ciekawa. Bardzo lubię czytać o ewolucji człowieka, może taki gatunek naprawdę kiedyś istniał? To wszystko wydaje się być cokolwiek dziwne. Zabawne, o historii konia wiemy więcej niż o naszej własnej. Przynajmniej zawsze zostaną jakieś tajemnice, może nawet na zawsze. Ale przecież tajemnice są po to, by je odkrywać i wynajdować nowe, prawda?
 A co Wy o tym myślicie?

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Zbyt wysokie oczekiwania

Jeśli nie mam nic ciekawego do napisania, to nie piszę, zapychacze nie są potrzebne. Tak zwany Martwy Czas Bloga trzeba po prostu przeżyć, to nie shounen, nie będzie filerów o tym, co dziś zjadłam na śniadanie i jakie kolczyki sobie kupiłam.


To nasza wina,  że mieliśmy zbyt wysokie oczekiwania. Wszyscy niemiłosiernie wieszali psy na wersji TV Black Rock Shooter, która wyszła w tym roku, więc postanowiłam sama sprawdzić, czy to anime naprawdę jest takie beznadziejne. Nie oglądawszy wcześniej OAV włączyłam pierwszy odcinek, potem kolejny i kolejny... Nie było ich dużo, ledwie osiem, więc serię obejrzałam w jeden wieczór. I wiecie co? Wcale nie była tak tragiczna, jak wszyscy mówili i pisali. Momentami rzeczywiście trudno było zrozumieć. o co chodzi, a całość wydawała się być absurdalna, mimo to BRS oglądało się naprawdę przyjemnie. Grafika bardzo przypadła mi do gustu, o ile świat realny w anime nie prezentuje się ciekawie, to alternatywny wygląda interesująco i kolorowo, czasem tylko komputerowa animacja walk wypada średnio. Muzyki oprócz piosenki z openingu, od której wszystko się zaczęło, nie zarejestrowałam. Ta seria może nie jest czymś genialnym, ale nie jest też totalnym gniotem, jak twierdzi wiele osób. Może to dlatego, że mieli co do tego anime zbyt wysokie oczekiwania, które BRS zawiodło. Może gdybym obejrzała najpierw OAV, to seria TV też by mi się nie podobała? W pewnych wypadkach to chyba nasza wina, że nastawiamy się na coś więcej. A ponoć anime niczego nie uczy o życiu. Polecam Black Rock Shooter, może ktoś wytłumaczy mi to dziwne zjawisko.

Od tego czasu na blogu pojawi się cykl pt. ,,Mysz "myśli"". Przekonacie się, o czym będzie. Wracam na stałe :)