poniedziałek, 21 maja 2012

Salangana, czyli gniazdo ze śliny. Masz ochotę zwiedzić mój domek?

To, że domki i mieszkanka bywają różne, jest wiadome nie od dziś, tylko czy naprawdę wiemy, jakie twory pewne zwierzątka mogą nazwać swoim domem?


W jaskiniach niedaleko Himalajów żyje sobie pewien niewielki ptaszek, który w zasadzie niczym się nie wyróżnia, ot, brązowa ptaszyna, jakaś taka bura i nieciekawa. Telewizja, szkoła i rodzice nauczyli nas jednak, że wszystko może nas zaskoczyć, a im bardziej jest mdłe, tym większa jest szansa, że zwali nas czymś z nóg. Nasz ptaszek, który nazywa się bardzo ładnie, salangana, nie jest wyjątkiem od tej reguły i ma przygotowaną w zanadrzu straszną niespodziankę. Mianowicie, jego gniazdo zbudowane jest... ze śliny! Wyobrażacie sobie mieszkać w czymś takim? Gniazdko przyczepione jest do skalnej ściany, a jego budowa, mimo, że jest nieduże, zajmuje parze ptaków około 40 dni.
Co o tym sądzicie? Może zajmiecie się budową takiego przytulnego mieszkanka?

Obrazek pochodzi ze strony:
 http://orientalbirdimages.org/birdimages.php?action=birdspecies&Bird_ID=562

8 komentarzy:

  1. Pierwsze słyszę o tym ptaku. Na pierwszy rzut oka myślałam, że na zdjęciu są nietoperze. I w sumie nadal nie jestem pewna co to konkretnie jest. No ale niby skrzydła ma ;D
    Ze śliny... No, każdy ma to co lubi :) Osobiście wolałabym się trzymać z daleka nawet od tych gniazd, a co dopiero wyobrazić sobie, że mieszkam w czymś takim. Brr. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja ślina raczej nie jest dobrym budulcem... nadaje się tylko do trawienia pokarmu, odkażania... :D Ale dzisiaj oglądałam kawałek filmu "Home" na biologii i lektor rzekł "nie wiemy, ile jest gatunków na Ziemi", więc na pewno znajdą się jeszcze gorsze osobliwości u nieodkrytych (czy nawet odkrytych) gatunków niż domek ze śliny salangany, który nie jest wcale takim wielkim zaskoczeniem przy pajęczynie pająków (przynajmniej dla mnie). :P

    Powiem ci, że jechał nawet nowy zespół czegoś tam do Olsztyna, cała grupa młodych studentów (tak mi się zdaje, bo jedna dziewczyna mówiła coś o swojej "wykładowczyni"), i któraś z dziewcząt zaczęła mówić o swojej ostatnim pobycie w Barcelonie - "i tam były znaki typu (podaję przykład) "nie wolno urywać głów dzieciom" (to akurat przykład polski, związany ze znakiem przejścia dla pieszych, ale mniejsza), po czym inna dziewczyna się spytała, czy to tak serio, a chłopak jej odpowiedział, że to "nasza wolna interpretacja". Może nie brzmi to tak zabawnie, ale uwierz, miałam ochotę się roześmiać. Później zaczęli kontemplować znaki przyklejone nad oknem w pociągu i "interpretować" ich znaczenie. ^-^ W psychiatryku za nic znaleźć bym się nie chciała, panicznie się boję takich miejsc, tak samo jak izby wytrzeźwień i miejsc, w którym leczą się anorektyczki itp. Ciary mnie aż przechodzą. Już wolę pisać sprawdziany, bo zawsze po jest spokój. :D

    Ze złamanym palcem od razu trzeba jechać na pogotowie... Ja też nie uprawiam żadnego sportu (jestem kanapowcem) i moje stopy także nie wyglądają zachęcająco. Są proste i zwyczajne. Paznokci specjalnie nie pielęgnuję, bo nie wiem, jak. Do kosmetyczki chciałam iść, ale szkoda mi pieniędzy. Więc zostawiam to, jak jest, a tobie wręcz nakazuję jechać do specjalisty z tym palcem! Później będziesz miała wykrzywiony jak moja przyjaciółka, chociaż u niej to przez błąd lekarza... i u ręki. Ale za to środkowy.
    Kiedy lekarz będzie mi pisał skierowanie na następne badanie krwi, spytam się, czy jest możliwość sprawdzenia grupy krwi. Wtedy zapiszę sobie na kartce, żeby uspokoić sumienie. :P Ja nie wierzę w latające talerze z prostej przyczyny - latanie takich pojazdów jest fizycznie niemożliwe.
    Ja mam imieniny dwa tygodnie po urodzinach, więc trochę podobnie do ciebie. Moje życzenia raczej są wysłuchiwane, jeśli chodzi o urodziny, ale wygląda to tak "mamuś, chciałabym to na urodziny", "słuchajcie, to bym chciała". A potem to zazwyczaj dostaję, chyba że jest to życzenie nie do zrealizowania. Ja się właśnie teraz zapisuję do Wojewódzkiej Biblioteki Miejskiej w Gdańsku i będę miała ogromny wybór, także mam nadzieję, że wszystko to, czego będę potrzebować, znajdę tam, jeśli nie będzie w tutejszej bibliotece. A księgarnię w mojej mieścinie mamy, tylko tam nie kupuję książek, w Empiku zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm... no cóż... taka para ptaszków po prostu daje w takie mieszkanie wszystko z siebie i jest ono niejako budowane z sercem :)

    Wszystko jest dla ludzi, ale trzeba użytkować z umiarkowaniem, bo później to naprawdę zdziczeć można, jak się coś dostanie ;D

    A słyszałaś o diecie cud? Jak schudniesz, jedząc samą czekoladę, to to będzie cud :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawi mnie czy ten domek ze śliny często się rozwala:D Pierwszy raz słyszę o tym ptaku,a jest niesamowity. Zrobić coś z niczego.. Istne dzieło! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co jak co ale życia w takim domku bym nie zniosła ;D Nie mniej jednak zwierzątko wydaje się ciekawe ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Natura zadziwia na każdym kroku :-) Nigdy o takich ptakach nie słyszałam. Pomysłowe to one są :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże, nie mogłabym mieszkać w czymś takim. brzydzi mnie dosłownie wszystko, picie z jednej butelki czy oddech koleżanki na mojej skórze - słysząc więc o gnieździe z własnej śliny mam drgawki. po przeczytaniu tytułu naszła mnie myśl, żeby może sprawdzić dokłady proces powstawania takiej lepianki u wujka Google, ale po namyśle stwierdziłam, że lepiej żyć w niewiedzy. przynajmniej na mój gust...
    przepraszam za dość długą chwilę mojej nieobecności, obiecuję poprawić frekwencję :) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hymm, ciekawe, a zarazem deko odrażające.
    W pewnym sensie to tak, jakby ludzie mieszkali we własnej ślinie...
    No ale cóż, przynajmniej nie marnują na budowę mieszkania żadnych surowców czy czegoś takiego.

    www.my-practical-illusions.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń