poniedziałek, 14 maja 2012

Czerwona radość

Kilka powodów do radości, którymi raczę koleżanki. Cieszmy się!
Gdy w najbliższym czasie złamiesz rękę lub nogę - ciesz się. Zrośnie się do wakacji!
Coraz bliżej wystawienie ocen? Coraz bliżej wakacje!
Brzydka, deszczowa pogoda za oknem? Sprowokuj słoneczko! Ono nie chce, byśmy się cieszyli. Chce nas upiec i pożreć! Cieszmy się na przekór, wtedy nastąpimy mu na ambicję i w odwecie wyjrzy zza chmur i zacznie nas smażyć z mściwą satysfakcją. Dwie korzyści jednocześnie!
Dostałeś jedynkę ze sprawdzianu? Możesz ją poprawić i powiedzieć nauczycielowi, że jesteś osobą całkowicie reformowalną i zależy Ci na ocenach i chodzisz na poprawy. 
Gdy zechcesz popełnić samobójstwo, jest 43%*szansy, że gałąź się złamie. Przy upadku można ukruszyć kość ogonową (guziczną), ale wtedy można ,,szpanować" przed znajomymi, że postawiło się kolejny krok w kierunku nowego, wspaniałego świata**.


Nie cieszycie się?

*Na podstawie myszowych obliczeń. Wystarczająco mocne gałęzie są zwykle bardzo wysoko, a ludzie pozbawieni chęci do życia nie mają zbytnio ochoty na wspinaczkę.
 **Gryzoń czyta Huxleya.

13 komentarzy:

  1. Haha, ciekawy blog. Mam zamiar wpadać tu częściej, bo ciekawie piszesz :D I zaraz zabiorę się za czytanie wcześniejszych postów ^^

    I dziękuję za czytanie i komentowanie kawaii-recenzji ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapadłam w chwilowy letarg, już jest lepiej. Moja grupa krwi? Nie mam zielonego pojęcia, moi rodzice także, więc ci nie podam. ^-^ To te kolory tak imitują jesień, ale zdjęcie jest wiosenne i kwitnące. :P

    Ja się nie utożsamiam z terrorystami, nie uważam za słuszne zabijać drugiego człowieka w jakichś urojonych wyższych celach - to jest fanatyzm, który należy zwalczyć. Zastanawiam się też czasem, co kryją Amerykańcy za drzwiami Pentagonu, jakąż to broń już zdołali wyprodukować, by pewnego dnia zgładzić świat. Tego także nie popieram. Wszystko na przekór życiu.
    Moje rozmowy z koleżankami są płytkie i pozbawione sensu, więc wolę nawet nie wymieniać tematów.
    Poleciłabym ci "Afgańczyka" Forsytha, bardzo fajna książka o talibach i atakach terrorystycznych. Generalnie polecam Forsytha, bo jest genialnym pisarzem, który opisuje m.in. kolaboracje Rosji i Stanów Zjednoczonych czy tam czasy wojny w Jugosławii i ataki terrorystyczne. Drugą książką jest "Cień Wiatru" Zafona - jeżeli lubisz romansidła z akcją osadzoną w zeszłym wieku, to możesz sięgnąć. Całość upiększa obraz Barcelony i takie tam. Jak się wciągniesz, to sięgniesz też po drugą część, ja aktualnie poluję na trzecią w Empiku, ale moja mama coś nie jest skora, by kupić; ponoć jest gorsza niż dwie poprzednie, ale chcę zobaczyć, jak sprawa się wyjaśni. ^-^ Trzecia książka i czwarta to ostatnio wydane książki King'a, czyli odpowiednio "Pod Kopułą" (2010) i "Dallas '63" (2011). Nie chce mi się opisywać ich, powiem, że pierwszą przeczytałam w cztery dni, choć ma jakieś 900 stron. Zazwyczaj książki czytam wolno, więc ta naprawdę mnie zafascynowana. Następną książką jest "Zaginiony symbol" Dana Browna - co ja ci będę mówić, autor bestsellera, który też polecam przeczytać, czyli "Kodu Leonarda da Vinci", książka tak samo interesująca jak poprzednie. I tutaj znowu poluję na "Anioły i demony", bo choć oglądałam film, jestem ciekawa początków ukochanego przeze mnie profesora Langdona. Co by tu jeszcze... ach! Jeszcze "Filary ziemi" Foletta, kolejny romans, który mnie urzekł, teraz będę czytać następną część, tak samo grubą jak poprzednia. Poszukaj sobie opisów książek, bo nie mam sił, by przypominać sobie wszystkie te historie. :D Tak patrzę na mój maleńki zbiór książek i nic już mi nie przychodzi do głowy. Jestem wielbicielką kryminałów i zawsze sięgam po twórczość Deavera, ale myślę, że dla ciebie już za drugim razem historia byłaby oklepana, bo łatwo jest go przejrzeć na początku książki. Mimo to mam do niego słabość. ^-^ Dobra, to wszystko. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakiż to sport wyczynowy uprawiałaś, że ci się paznokieć u palucha złamał? Swoją drogą pierwszy raz widzę/słyszę, żeby ktoś pisał/mówił "palce od nóg", a nie "palce u stóp". :D Wiesz, przynajmniej nie mam powykręcanych na wszystkie strony świata stóp, bo niektórzy tak mają... Kiedyś widziałam w którejś z sieciówek kobietę, która miała totalnie koślawe stopy wsadzone w sandały. Koszmarnie to wyglądało, aż się odwróciłam. Ja co prawda miałam płaskostopie, ale w połowie się uleczyło. Nie chciało mi się ćwiczyć.
      Akurat ja jestem chora i mogę jeść, ale tylko lekkostrawne nie-potrawy i pić wodę. Nie przeszkadza mi to aż tak bardzo, ale mam bardzo wielką ochotę na frytki z keczupem. Cóż, muszę się obejść smakiem.

      Nie potrzebuję na razie takiej informacji do niczego, toteż nie jestem do końca pewna, jaką mam grupę krwi. Zdaje się, że A RH+, ale jak będę oddawać krew czy będę w ciąży, to się dowiem. :)
      Zgładzić świat czy zgadzać świat? Jeżeli chodzi o zgładzenie, to... przecież Amerykanie potrafią wszystko zrobić bez konkretnego powodu. Ja się czasem zastanawiam, co kombinują, bo oni tam mogą wszystko robić, włącznie z latającymi talerzami V-7 (prawie jak w książce King'a, tam też był latający talerz).
      Mamy odmienny gust książkowy, widzę. Dlatego raczej wolałam nie podawać przykładów, bo i tak z nich nie skorzystasz. :) Ja kupuję tylko te książki, które koniecznie muszę mieć na swojej półce i których nie ma w bibliotece. Tak to jestem względnie ekologiczna i raczej wolę wypożyczać niż kupować. Szkoda tracić pieniądze na pozycję, która już jest na półce bibliotecznej. Mimo wszystko zawsze jak wychodzę z Empiku, to jestem taka uradowana, że w siatce leży książka i że ona jest tylko moja. :3 Albo kiedy dostaję książkę na urodziny. Szkoda, że tak mało osób decyduje się kupić mi książkę, mimo że wie, jaką jestem pasjonatką czytania. :< Widzisz, tak to już jest... mi książki kupują rodzice. :)

      Usuń
  3. haha .. ej podoba mi sie to co tu przeczytałam . takie życiowe < 3

    OdpowiedzUsuń
  4. u nas wyglądało to o wiele lepiej i normalniej ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuje za uśmiech na twarzy, coraz więcej pozytywów teraz widzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Grunt, to zawsze podchodzić do życia pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No, zawsze powiadano, że trzeba patrzeć na świat przez różowe okulary. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No, Mysza... optymizmu mogłoby Ci pozazdrościć 80% kwękającego polskiego społeczeństwa :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Sporo optymizmu w tej notce:D haha

    OdpowiedzUsuń
  10. Ileż mamy powodów do radości!
    To się nazywa podejście ;)
    We wszystkim da się dostrzec coś pozytywnego, jak widać trzeba tylko chcieć ;>
    Oby tak dalej.
    Pozdrawiam.


    wwww.my-practical-illusions.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie ma się co załamywać. Dobrze napisałaś. Grunt to zawsze znaleźć dobrą cechę w beznadziejnym położeniu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę przyznać, że naprawdę ciekawie to napisałaś :) Masz racje - nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Uświadomiłaś mi tym samym, że mamy wiele powodów do radości, ale ich nie dostrzegamy. Masz ciekawy i wyjątkowy sposób patrzenia na świat :)

    OdpowiedzUsuń