poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Wystrzyknąć swoje organy przez odbyt, czyli morskie i szkolne dziwadła

W pewnej szkole w pewnej świetlicy w pewien sposób sprzedają pewne bułki, które w pewien sposób przypominają pewne morskie zwierzęta. A tak na poważnie - w mojej szkole od niedawna można kupić bułki jogurtowe. Gdy pierwszy raz zobaczyłam taką bułkę w mojej głowie ukazał się taki obraz:



Ta buła wyglądała identycznie jak strzykwa! Łapałam się na tym, że nieświadomie nazywałam Bogu ducha winne bułki strzykwami, w końcu tą manierą zaraziła się część szkoły. Strzykwy to bardzo ciekawe zwierzęta - w razie zagrożenia potrafią wystrzykiwać przez odbyt swoje nitkowate i pokryte lepką trucizną narządy wewnętrzne, które potem szybko regenerują. To dopiero coś, prawda? Zjawisko to nosi nazwę ewisceracja.
Większość osób nie kryje obrzydzenia, gdy wyjaśniam im, co to za stworzenie strzykwa i skąd wzięło swoją nazwę, ale mnie niewiele rzeczy jest w stanie odstręczyć, więc ciągle pałaszuję strzykwy z jednakowym apetytem. Kto wie, co jeszcze czyha w głębinach i w szkolnych świetlicach!
zdjęcie pochodzi ze strony http://www.cro.pl/forum/viewtopic.php?p=463257

piątek, 20 kwietnia 2012

Małe skaczące drobinki

Zgodnie z zapowiedzią, post ten będzie o małych skoczkach. Jakże mało ambitne, ale klient nasz pan, a ja, szczerze mówiąc, mam na ich punkcie wręcz obsesję. Niedawno okazało się, że mamy ich jednak trzynaście. Cztery duże (dwa samce, dwie samiczki), piątkę małych większych i czwórkę małych mniejszych. Większe mają już otwarte oczka, jedzą i biegają jak szalone, a mniejsze na razie pełzają po omacku. Łącznie mamy dwa białe maluchy i siedem brązowych. Jak je wszystkie nazwiemy i odróżnimy pozostaje tajemnicą, na razie dwójka większych dzieci ma już swoje imiona, Nocek (jest minimalnie ciemniejszy) i Miodek (jego futerko jest lekko miodowe). Ale dość, oto i one: 



 Większe maluchy, gdy jeszcze były małe i miały zamknięte ślepka. 

A tu już jedno oczko otwarte, na zdjęciach tego nie widać, ale skoczątka są maleńkie.



Czy ktoś się pomylił i zamiast myszoskoczków sprzedał nam surykatki? Mała mysia podziwia świat.


  
Precz mi z drogi, gdzie się gramolicie!



Obgryzać drewniany mostek, czy nie obgryzać, oto jest pytanie.


Mała torpeda, której w końcu udało się zrobić zdjęcie, przepraszam za jakość wszystkich fotografii, ale ja zwyczajnie nie umiem ich robić, a szybkość małych myszek wcale w tym nie pomaga.


Zaspany bielinek siedzi sobie na mojej nodze, nie widać, jaki jest uroczy.



Tył skoczka - alpinisty, w tle książki, które czytam. Wiem, ciężko uwierzyć, że ktoś z własnej woli czytał ,,Trzecią granicę".

  
A oto dziecko innej matki, skoczek z mniejszych małych skoczków, zdjęcie robione wczoraj, ciężko jest wsadzić obiektyw w wąskie wejście do klatki przedzielone na pół

Śmiem przeprosić za ten mało lotny post, poprawię się. Czy w najbliższej przyszłości wrzucić kilka zdjęć z opisem matki większych maleństw, czyli Bziczki? Na razie postaram się wymyślić coś ,,mądrego" na następną notkę, a nuż coś ciekawego przyjdzie do głowy. Może ktoś chciałby hodować myszoskoczki? 

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Niewiedza, niewiedza daje nam wybór

Ciąg dalszy?
Wszyscy pytają o sens życia. A jeśli tego sensu wcale nie ma? Powstaliśmy przez przypadek i całe nasze istnienie jest przypadkiem, który wydarzył się tylko dlatego, że nie do pojęcia byłoby, gdyby się nie wydarzył? Jeśli sensu nie nadano nam z góry powinniśmy sami nadawać sens naszemu istnieniu. Jaki komfort psychiczny - nie ważne co zrobię, i tak będzie dobrze, tak być powinno. Ale my nie wiemy jak jest naprawdę. Niewiedza daje nam wybór?



 Małe pytanie na koniec - o czym wolelibyście przeczytać w kolejnym poście? O małych skoczkach, o anime czy dowiedzieć się, jak straszę swoje rodzeństwo? Niewiele osób komentuje, szkoda, każdej notce poświęcam sporo pracy.

czwartek, 12 kwietnia 2012

A co jeśli nic nie ma?


A co jeśli nic nie ma? Nie ma, nie ma duszy, nie ma, nie ma Boga? Czy życie byłoby przyjemniejsze, gdybyśmy mieli taką pewność? Życie bez kary, która spada po śmierci... W świecie takiej pewności ludzie byliby bogami. Ale i śmierć byłaby ostatecznym końcem, bez żadnych nadziei na życie pozagrobowe. Co jest lepsze, życie bez kary, czy życie bez nadziei? Dobrze, że nie wiemy. Niewiedza bywa błogosławieństwem. Teraz każdy ma wybór w co chce wierzyć i jak żyć. A po śmierci wszystko się okaże. Może dla każdego koniec wygląda inaczej, każdy ma swoją odrębną, własną rzeczywistość? Nie wiem. I chyba tylko to jest pewne.

Po liczbie komentarzy pod notką o czytaniu, można wywnioskować, że książki Was nie interesują. A szkoda. 
Małe skoczki zaczynają otwierać oczka.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Czytanie jest probiotyczne!


Zwykle nie bawię się w łańcuszki, ale ten wydał mi się całkiem sensowny i ciekawy, przede wszystkim nie polegał na bezmyślnym ,,kopiuj wklej" i  pozostawiał całkiem spore pole na własną inwencję twórczą, no i dotyczył czytania, jednej z moich ulubionych czynności.  Lubicie czytać książki? Mam nadzieję, że tak, choć jak wiadomo, nadzieja jest matką pewnych osób o niezbyt lotnym rozumie, określanych zwykle jako ,,głupi". Choć bywa, że głupi mają sporo racji. Wróćmy jednak do łańcuszka. Znalazłam go na blogu Marty. Kto wie, może Wy też przyłączycie się do tej  zabawy i umieścicie podobną notkę na sowim blogu? Zazwyczaj warto czytać, chyba że jest się śpiochem, ma się daleko do szkoły, albo trzeba napisać rozprawkę. Ale czas zacząć łańcuszkowe pytania!


O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
 Zwykle czytam wieczorem, przed snem, ale tak naprawdę możecie zastać mnie ślęczącą nad książką niemal w każdym momencie doby, zwykle w czasie, gdy absolutnie nie powinnam oddawać się powyższej czynności. 

 Gdzie czytasz?
Najczęściej w łóżku, wszędzie, tylko nie w samochodzie, bo gdy czytam podczas jazdy zaraz robi mi się niedobrze i zaczyna boleć mnie głowa, paskudne literki, macie zakaz podróżowania z taką prędkością!

W jakiej pozycji najchętniej czytasz? 
Zmienia się to z biegiem czasu.

Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Bardzo lubię książki, w których coś się dzieje, nie znoszę przesadnych wstępów i dłużyzn. Moim ulubionym gatunkiem jest science-fiction, choć lubię też polską fantastykę, nie pogardzę też dobrym fantasy.   

Jaką książkę ostatnio kupiłaś / dostałaś?
Kupiłam ostatnio mangę, ale ona nie za bardzo zalicza się do szlachetnego pasażu ksiąg.
Dostałam ,,Pomnik Cesarzowej Achai", przyniósł mi go wielkanocny myszoskoczek (Czemu ma być to zając? Jaki on ma związek ze zmartwychwstaniem Pańskim? Myszoskoczek też skacze i jest mi o wiele bliższy.), książka zaraz stała się jedną z moich ulubionych pozycji, nie ma to jak porządnie się naczekać na coś, co jest o wiele lepsze od wszelkich naszych wyobrażeń i domniemań.

Co ostatnio czytałaś?
To co dostałam. A oprócz legendarnego czwartego tomu Achai moje oczy zapoznały się też z ,,2586 kroków" i ,,Rowerem i Pieszo przez Czarny Ląd".    

Co czytasz obecnie?
Niestety nic, bo wszystko już przeczytałam, ale prawdopodobnie dziś sięgnę po ,,Bóg. Życie i Twórczość" Szymona Hołowni. Oby udało mi się to przeczytać i coś z tego wynieść. 

Używasz zakładek, czy zaginasz ośle rogi?
Zwykle zapamiętuję numery stron. Zakładki są w użyciu tylko w chwilach wielkiego pośpiechu, gdy trzeba znienacka zatrzasnąć książkę, na przykład wtedy, gdy tata krzyczy, że rodzeństwo niecnie włamało się do mojego pokoju i męczy skoczki.

E-book, czy audiobook?
Ani to, ani to. Muszę czuć kartki między palcami, jestem bibliofilem i wiele przyjemności sprawia mi sam dotyk książki, oglądanie oprawy, przewracanie stron. Jeśli już miałabym wybierać, to chyba wolałabym e-booka. Wolę widzieć litery, choć w szkole lubię mieć i fonię, i wizję.

Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Teraz pojawia się pytanie, gdzie kończy się i gdzie zaczyna dzieciństwo. ,,Koniec Świata i Poziomki" i przeróżne wersje ,,Kubusia Puchatka". Na różowiste książeczki dla dziewczyn patrzyłam z nieskrywanym obrzydzeniem, wszystko zmienia się z wiekiem, teraz sama wdzięczę się przed lustrem (ale makijaż i tak jest be).

Którą z postaci literackich cenisz najbardziej?
Jest ich wiele, zwykle to właśnie postacie najbardziej lubię w książkach i bywa, że dla jednego bohatera mogę przeczytać całą serię, lub obejrzeć całe anime (w tym przypadku na jedno wychodzi, oglądanie 175 odcinków Bleach głownie dla Urahary i Ulquiorry było właśnie takim ekscesem). Z pewnością Zaan z ,,Achai". Podobał mi się jego umysł i to, że wszystko potrafił przewidzieć. Dla niego nie było rzeczy niemożliwych – cały czas był nikim, teraz niemal cały świat należał do niego. Schorowany i stary i tak potrafił  przechytrzyć najtęższe głowy książkowych imperiów.
Oczywiście jest jeszcze Aki Agonen z pierwszych książek Katarzyny Bereniki Miszczuk. Jego zachowania i odzywki po prostu mnie niszczyły. Nie da się go opisać, nazywanie go j porywczym, brutalnym itp. byłoby wielką krzywdą dla tej postaci, która po prostu miała to ,,coś", co sprawiało, że na jej pojawienie czekało się tak, jak fani Ziemiańskiego na czwarty tom Achai i nigdy nie wiedziało się, co właściwie zrobi. Mogłabym wymieniać w nieskończoność. 

Koniec. Czekam na litościwe komentarze. Już zupełnie nie mam o czym pisać postów prawda? Bzdura, mam o czym pisać, tylko boję się, czy takie notki zostaną dobrze przyjęte. Ryzykować?

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Podróż Ostatnia i Szklane Uszy

Świat zniknął. Pomyślałam, że to tylko tło. Tło było płaskie. Ludzie pół-prawdziwi. Ruch się odcinał.
Potem zaczęłam dostrzegać piękno we wszystkich rzeczach, w wyciskanej z tubki paście, zapaćkanym parapecie, nawet w gnijących szczątkach można było dostreć piękne krawędzie.
Szklany brzęk szklanych kulek długo brzęczał w uszach. Uszy nie były szklane. Czy gdyby były i nasypano by do nich szklanych kulek dźwięk byłby taki sam? Możliwe, ale nie miał by go kto usłyszeć. Uszy by już nie działały. Działały by inaczej. Bardziej kompatybilne z kulkami niż z resztą ciała.
Połamane włosy też są ładne, gdy patrzy się na nie bez nacechowania. Jako coś.


Długo wahałam się przed dodaniem tego posta. Nie lubię truzimów i ogółnych sformuwań, ani pseudopoważnych myśli, które często można znaleźć an blogach, normalnie są tak głębokie, że aż można się w nich utopić. Naprawdę myślałam takie rzeczy i chyba coś znaczą. Przynajmniej dla mnie. Proszę, piszcie jak rozumiecie ten tekst. Niech nie zmyli Was tytuł!

Bziczka była u weterynarza, to tylko dwadzieścia metrów spaceru. Ma grzybicę. Będzie dostawała tabletki, ciekawa jestem, czy jej zasmakują.