poniedziałek, 12 grudnia 2011

Nie lubię ludzi, którzy złośliwie płoszą kaczki

Złośliwie i z pełną premedytacją.
W niedzielę, po kościele, pojechaliśmy z rodzicami do sklepu na szybkie zakupy. Rodzice i małe potwory (rodzeństwo) poszli kupować, a ja udałam się na spacer po pobliskim parku.

 


Całe mnóstwo kaczek pływało po stawie i dreptało po trawie. Uwielbiam kaczki, zwłaszcza krzyżówki, zawsze za nimi szalałam. Tak ślicznie się czyściły, kwakały, goniły, pływały, lądowały z impetem rakiety, wyciągając do przodu swoje pomarańczowe nóżki. Było ich kilkadziesiąt. Po pewnym czasie przyjechali skądś trzej chłopacy na rowerach, chyba z gimnazjum, usiedli na ławce i zaczęli rzucać w kaczki kamieniami, płoszyć je petardami i strzałami z jakichś kapiszonów. Robili to bardzo wytrwale, złorzecząc na biedne ptactwo blaszkodziobe jak tylko mogli. Dobrze, że kaczki ich nie słuchały, bo to słownictwo na pewno poważnie by je zdemoralizowało. Po pewnym czasie zostały tylko dwie, dobrze ukryte obok wysepki porośniętej trzcinami. Resztę przepłoszyli nad rzekę albo rozległe bagna. To niezwykłe uczucie, gdy znajdziesz się wśród stada odlatujących kaczej. Myślałam, że niektóre we mnie uderzą.
Naprawdę, nie cierpię takich ludzi. Nawet biedne kaczki nie mogą zaznać spokoju...
Rozumiem, wypędzać z pola, albo nawet z podwórka, ale zakłócać życie kaczuszkom pływającym po swoim własnym stawie? Co za małpy! Zielone :)

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi na pytania są już na moim blogu w zakładce PYTANIA-ODPOWIEDZI. A co do twojej zakładki AKTYWNI to śmiało zrób! Nie mam nic przeciwko

    OdpowiedzUsuń
  2. Niue nie pisałam wcześniej, że jadę do włoch

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale masz tempo odpowiedzi XD

    OdpowiedzUsuń
  4. okienko jest w gadżetach :)

    OdpowiedzUsuń