czwartek, 27 października 2011

Meduza, której nigdy nie pojmę.

Dlaczego nie piszę? Ależ piszę, tylko, że na kartkach. Siedzę w szkole i bazgrzę. A potem gubię te wszystkie świstki i karteluszki i nie mogę dodać na bloga. Może to nawet i lepiej.
Pobzdurzę na świeżo.


 Jest taka rzecz, a raczej zwierzę, którego nigdy nie pojmę, a mianowicie Meduza. Wiem, teraz pewnie wszyscy myślicie - co jest takiego dziwnego w meduzie? Mówię Wam, jest. Rozmnażanie. Jeśli ktoś to widział, to wie, że chyba nie ma drugiego tak totalnie wykręconego sposobu rozrodczego i pewnie łatwo się zgodzi, że meduzy i polipy to najdziwniejsze stwory o jakich słyszał.
To wszystko przez te polipy!
Polip to mała meduza. Owa dorosła rozmnaża się płciowo, zwyczajnie, ale jako mały polip dzieli się bezpłciowo.  Na naszym kochanym ,,czymś" może też pojawić się pączek, z którego rozwija się dojrzały okaz. Albo drugi polip. Albo nie.
Jak każdy wie, różowa galaretka pięknie sobie pływa po szerokiej i głębokiej toni wodnej, ale jej młodociana forma niekoniecznie... Polip jest przyczepiony do podłoża i wygląda, krótko mówiąc jak jakaś roślina.
A najlepsze jest to, że meduza niekoniecznie jest zawsze meduzą i niektóre gatunki potrafią się cofnąć do stadium polipa, po czym znowu zamieniają się w meduzy. I tak w kółko.
Nie wspominając już o czymś tak abstrakcyjnym jak parzydełka, planule czy kolonie polipów, gdzie każdy polip pełni określoną funkcję.


Nie mam pojęcia, jak takie coś mogło się wykształcić na Ziemi. Jeśli na naszej kochanej, pięknej planecie, gdzie każdy szanuje każdego, wbijając mu nóż w plecy (nie, żeby mi to nie odpowiadało) istnieją jakieś organizmy, które przybyły z kosmosu to z pewnością są to nasze poczciwe meduzie. I polipy. Polipo-meduzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz