piątek, 28 października 2011

Biedronka się nie boi

Biedronki nie boją się wędrować po szybie na szczycie, tak wysoko, że muszą się czuć jakby były w niebie. 


 Dla nich to zwyczajna powierzchnia, podłoga, jak dla nas ziemia. Nie lękamy się przecież, że nagle, czymś osobliwym oderwani ,,spadniemy" w bezmiar przestrzeni nad nami. Ale biedronka wzbija się do lotu, prosto w przepaść. Czym się różni lot od spadania? Uczmy się latać.

czwartek, 27 października 2011

Meduza, której nigdy nie pojmę.

Dlaczego nie piszę? Ależ piszę, tylko, że na kartkach. Siedzę w szkole i bazgrzę. A potem gubię te wszystkie świstki i karteluszki i nie mogę dodać na bloga. Może to nawet i lepiej.
Pobzdurzę na świeżo.


 Jest taka rzecz, a raczej zwierzę, którego nigdy nie pojmę, a mianowicie Meduza. Wiem, teraz pewnie wszyscy myślicie - co jest takiego dziwnego w meduzie? Mówię Wam, jest. Rozmnażanie. Jeśli ktoś to widział, to wie, że chyba nie ma drugiego tak totalnie wykręconego sposobu rozrodczego i pewnie łatwo się zgodzi, że meduzy i polipy to najdziwniejsze stwory o jakich słyszał.
To wszystko przez te polipy!
Polip to mała meduza. Owa dorosła rozmnaża się płciowo, zwyczajnie, ale jako mały polip dzieli się bezpłciowo.  Na naszym kochanym ,,czymś" może też pojawić się pączek, z którego rozwija się dojrzały okaz. Albo drugi polip. Albo nie.
Jak każdy wie, różowa galaretka pięknie sobie pływa po szerokiej i głębokiej toni wodnej, ale jej młodociana forma niekoniecznie... Polip jest przyczepiony do podłoża i wygląda, krótko mówiąc jak jakaś roślina.
A najlepsze jest to, że meduza niekoniecznie jest zawsze meduzą i niektóre gatunki potrafią się cofnąć do stadium polipa, po czym znowu zamieniają się w meduzy. I tak w kółko.
Nie wspominając już o czymś tak abstrakcyjnym jak parzydełka, planule czy kolonie polipów, gdzie każdy polip pełni określoną funkcję.


Nie mam pojęcia, jak takie coś mogło się wykształcić na Ziemi. Jeśli na naszej kochanej, pięknej planecie, gdzie każdy szanuje każdego, wbijając mu nóż w plecy (nie, żeby mi to nie odpowiadało) istnieją jakieś organizmy, które przybyły z kosmosu to z pewnością są to nasze poczciwe meduzie. I polipy. Polipo-meduzie.

czwartek, 13 października 2011

Spotkanie autroskie z p.Małgorzatą Gutowską - Adamczyk


Byłam wczoraj na spotkaniu autorskim z p.Małgorzatą Gutowską - Adamczyk . Jak zwykle babcia musiała jej coś nagadać i pisarka wypytywała mnie o opinię odnośnie swoich książek. Czytałam co prawda tylko,,Wystarczy, że jesteś" i ,,13.Poprzeczna", ale bardzo mi się podobały. Autorka też sprawiła bardzo sympatyczne wrażenie. Dowiedziałam się bardzo wielu rzeczy, niekoniecznie związanych z pisaniem :3

W bibliotece była też moja otaku - po spotkaniu nie mogłyśmy się nagadać i przyszłam do niej do domu. Było ciemno, do tego nic nie powiedziałam mamie i miałam jeszcze lekcje od odrobienia, więc, delikatnie mówiąc nie była zadowolona i urządziła mi awanturę.

niedziela, 9 października 2011

Tęczowe pojęcie


Osoba, która nie ma zielonego pojęcia: Nie mam zielonego pojęcia, co napisać. Ani nawet niebieskiego, bo będę to pisać niebieskim długopisem.
Osoba, która ma żółte pojęcie: Ja mam tylko żółte. O żółtych migdałach. Do diabła z niebieskimi, to niemrawy i blady kolor, jakiś taki zimny. Moje migdały mają być pieczone, takie żółciutkie z ananasem
Znawca ananasów: Ananas wcale nie rośnie na drzewach, tylko w ziemi. Tak z innej beczki.
Wierny widz Wiadomości: Jeśli tej, w której były te dzieci i kapusta, to nie chcę!
Przeczący: Nie, nie tej.
Udający sąsiadkę: A jakiej?
Nie posiadający beczki: A srakiej. Nie mam żadnej.
Troszczący się o ginące zawody w Polsce: A powinieneś mieć. Bednarz przez ciebie zbankrutuje.
Łowca błędnych ogników: A spadaj. Łowcy ogników beczki nie są potrzebne.
Pomysłowy Dobromir: Mógłbyś trzymać błędne ogniki w beczkach.
Realista: Idioto, kto wtedy zobaczy ich tęczowy blask?
Osoba o tęczowym pojęciu: Osoba o tęczowym pojęciu.

piątek, 7 października 2011

Wreszcie pozbyłam się obturacji, czyli od czterdziestolatka do czternastolatki w cztery miesiące.


Wczoraj od dwudziestej pierwszej do pierwszej w nocy, szyłam z babcią koszulkę na ten mój projekt realizowany na zajęciach artystycznych. Dzisiaj poszłam tylko na nie - potem wyjazd do mojego ukochanego pulmonologa (godzina jazdy w jedną stronę). Wpadłam w stres, gdyż okazało się, że akurat dzisiaj zapomniałam wziąć leku, co naprawdę nigdy się nie zdarza, i przekonana, że źle wyjdzie, zrobiłam badanie spirometryczne. Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że wreszcie, po pół roku od rozpoczęcia nowej metody leczenia, w końcu udało się zredukować pokłady komórek stanu zapalnego w oskrzelach i wreszcie oddycham zgodnie z NORMĄ! Czuję różnicę. Moja lekarka powiedziała, że podczas wcześniejszej wizyty (dwa miesiące leczenia n.m.) miałam wyniki jak czterdziestolatek. Teraz wreszcie mam oskrzela jak normalna nastolatka. Wolę nie myśleć, jakie były podczas roku odstawienia od leków :/


 Gdy już jestem w Bydgoszczy, to obowiązkowa jest wizyta w Empiku - miałam pieniądze z urodzin i kupiłam kolejną dziwną książkę (tzn. dla mojej mamy i większości ogółu) ,,Klan Jaskiniowego Niedźwiedzia" i stary (pojęcie względne, do empików wchodzi z taaaakim opóźnieniem) magazyn Otaku. Mój pierwszy :3 Jak już przeczytam tą książkę to z pewnością coś o niej napiszę.

A teraz pa, bo jest już późno.
Spać!

środa, 5 października 2011

I będzie Cię to dręczyć

Przyjmijmy, że nie ma nic, a wszystko dookoła to tylko wytwór naszego umysłu. Ludzie, których ,,znasz" nie mają świadomości. To tylko programy/złudzenia/kukiełki. Straszne? A wiesz, co jest najgorsze? Że nigdy w żaden sposób nie zdobędziesz pewności, że tak nie jest.




Co innego cebula.
Ona nie ma wnętrzności.
Jest sobą na wskroś cebula,
do stopnia cebuliczności.
Cebulasta na zewnątrz,
cebulowa do rdzenia,
mogłaby wejrzeć w siebie
cebula bez przerażenia.
(W.S.)

Post bez sensu.

sobota, 1 października 2011

Sen miałam rodem z polskiej komedii

Bóg zapłać tym 8 dobrym osobom, które uważają, że mój blog warty jest czytania. Taa... Wczoraj był Dzień Chłopaka. Oczywiście moja klasa musiała to świętować w właściwy sobie sposób, to jest nienormalny. Urządziliśmy spotkanie klasowe, podczas którego chłopaki przebierali się w damskie ubrania, a my w męskie. Potem chowaliśmy się na boisku. Nie bardzo było gdzie, więc kładliśmy się i udawaliśmy trawę. Powinszować. W trosce o Waszą psychikę na zamieszczę zdjęć chłopaków w sukienkach. Nikt nie czyta... Sen miałam rodem z polskiej komedii. Szkoda, że tak brutalnie roztłukł się o rzeczywistość.


Obudziłam się dzisiaj w takim świetnym nastroju, jednak mama zaraz musiała mnie zdołować. I teraz w pokoju panuje nieopisany wręcz syf, a ja siedzę przed kompem i zbieram siły na sprzątanie. A po niedzieli cztery sprawdzany... Szkoła jest wkurzająca. Ale na razie żyję w radości, gdyż udało mi się zrozumieć fizykę, a imiesłowy chowają się gdzieś po kątach. W poniedziałek niestety woźna swą nieubłaganą miotłą wymiecie je wprost na kartkę, a nieszczęśni uczniowie będą musieli je po rozplątywać, poukładać, posegregować i jeszcze zrobić z nimi wszystko, co się da na ,,po". Wyniki tej pracy zostaną odnotowane w pięknym obitym pseudo skórą zeszycie. Nie trzeba zdolności w zakresie prekognicji, by wiedzieć, że będą one nie za dobre...