środa, 28 września 2011

Coś nowego - z pamiętnika Kazi...

Nie pisałam, azaliż gdyż byłam chora. Zaraził mnie kto? Oczywiście, nasz kochany ksiądz z autobusu i od pentagramu. Pogratulować. Ale zwolnienia tylko dwa dni, zresztą nie do końca... Ja nawet chorować nie mogę, oż! Potrzeba tu jakiejś odskoczni do anime (Hellsing mnie wciągnął), bo nie o tym miałam tu pisać, więc macie:


Z pamiętnika Kazi…

4 września
W szkole wszystko kręci się dookoła kręcenia. Ja kręcę na temat moich różowych włosów. Nie ważne co kręcę, ważne, że ukręcę (ah, słiit Vilolla!) Jutro przechwytujemy kuriera od Ruskich. Trzeba tylko wziąć bejsbola, bo ostatnio pod lasem pełno takich zakolczykowanych gostków w czarnych skórach z jabolami. Niech nam tylko przemytu nie zepsują, małpy!

5 września
Zniszczyłam sobie moją różową koszulkę z Biebrem, ale przechwyciliśmy uran. Misja była zagrożona, jednak bejsbol skutecznie utorował nam drogę ku ociepleniu. Trzeba się zabezpieczać, na wychowaniu do życia w rodzinie ciągle to przecież mówią. Wikta powiedziała, że trzeba to się zmywać, bo do tego wszystkiego dojdzie jeszcze morderstwo. Jakie morderstwo, on się przecież ruszał!
  
6 września
Mówiłam, że jest git. Trup zniknął i jest w porządku. Wikta się martwi, że może gdzieś na nas donieść. Wątpię, by go posłuchali, za dużo procentów. Nie cierpię, jak mi nie wierzą, więc postanowiłam, że zostanę abstynentem. Trzeba go jednak na w razie co złapać, by przeszedł specjalne pranie mózgu Frycka, bo z punkami nigdy nic nie wiadomo. Ah, kupiłam nowe Bravo! Jest Edward na plakacie! Ja nie mogę, jaki słiiit! Wikta powiedziałaby, że kawaii. 

C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz