niedziela, 10 lipca 2011

Chore sny i komary



Dobra, ostatnio mam dziwne sny, i to bardzo. Zastanawiam się, czy nie umieścić na blogu kolumny ,,Chore i Totalnie Pokręcone Sny Myszy” –w skrócie CTPSM. Mogę gonić legwany, oglądać koniec świata, a nawet umierać, ale mój ostatni sen mnie dobił. A cóż w nim było takiego? Hmmm…  Opowiem wam go i sami zobaczycie. Posłuchajcie. Zaczęło się od kolumbijskiej partyzantki…

Jestem w guerilli. Czerwona  opaska, bluzka z Che Guevarą, karabin przyrzucony przez plecy, naboje obijające się wrednie o udo podczas biegu – full wypas. Napadamy i grabimy wioski Indian (tych z nad Amazonii, nie mają oni nic wspólnego z piórami, tipi itp.). Formalnie nie należą oni do żadnego państwa, więc rabujemy ich bezkarnie.

W pewnym momencie przyjeżdża do nas rezydent z Hawany (stolica Kuby) od samego Fidela Castro i nakazuje nam przestać ich ciemiężyć, bo robią oni kasę dla naszego kochanego dyktatora. Więc napadaliśmy na konwoje wojska przewożące broń. Był z nami taki jeden wredny kapral. Cóż, rozumu nie miał tyle, co złośliwości i wraz ze swoim oddziałem podjął samobójczą misję zdobycia wagonu z nitrogliceryną  (nie wiem, skąd się tram wzięła nitrogliceryna, a tym bardziej pociąg). No i hmmm… Jakby to opisać w krótkich słowach… Chyba BUM! opisze ten ,,przykry incydent” najlepiej. Zuy kapral jakoś przeżył (jednak nie był taki głupi, wystawił swój oddział, a sam się ukrył, pewnie przed gniewem dowództwa na tę samowolkę).

 Radość  (czyja?!)  z ,,cudownego” ocalenia nie trwała długo, bo i jego i mnie zgarnęła Armia. Przesłuchiwali nas w jakimś szarym bunkrze. Wyłamywali palce, chcieli od nas wyciągnąć informacje o formacji i taktyce naszej bandy. Kapralowi odebrało reszki rozumu, więc żołnierze, widząc, że opętańczo bełkoczący nie na wiele im się przyda, postanowili się go pozbyć.  Na chwilę przed wykonaniem wyroku jakby coś tknęło feralnego kaprala, opadła zasłona szaleństwa i rozumnym wzrokiem ujrzał wymierzoną w siebie lufę. Krzyczał coś, że ginie w imię jakiegoś Castro (nie zapamiętałam imienia), brata sławetnego Fidela, Ministra Służb Specjalnych. Długo nie krzyczał. Uśmierciwszy go brutalnie oprawcy zaczęli ,,dowiadywać się” czegoś ode mnie. Ktoś mocno mną potrząsał, a potem zaczął ciągnąć za nogę. Okazało się, że to był mój tata, budzący mnie do kościoła.

Taaak… Pozostawmy to bez komentarza,  Naprawdę nie wiem, skąd mi się takie rzeczy biorą… Na jawie chyba bym czegoś takiego nie wymyśliła. Zresztą, kto mnie tam wie.
W krainie absurdu mieszkam ja. Sąsiedzi z bloku na przeciwko mieszkający na czwartym piętrze mają na parapecie… smoka. Więcej o tym jutro.

Byliśmy w lesie. Ach, komary, komary. Mnie lubią szczególnie, nie ma to jak grupa 0-, bez jakiegokolwiek białka na erytrocytach i czynnika Rh, najlepiej nadająca się do komarzego rozmnażania. Cud, że pozostała mi jej choć kropla w żyłach (a także  naczyniach włosowatych i tętnicach. Przygotowywanie do konkursu się kłania L).  Las oprócz tego cudowny. Słońce, ptaki, ten niepowtarzalny klimat. Ach, co za nieszczęśnicy, którzy nie mają u siebie lasu…

Ale cykady grają wieczorem. Milkną już jaskółki i jeżyki, nietoperze wyruszają na łowy, pod błogosławieństwem słońca, malującego na niebie smugi różu i pomarańczy.


3 komentarze:

  1. Dziwny sen. A oglądałaś jakis film wojenny wcześniej?

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh faktycznie dosyć dziwny , chociaż ja też miewam podobne i dziwnie absurdalne sny , skąd to się bierze ?

    OdpowiedzUsuń