poniedziałek, 13 czerwca 2011

Moje wydurzenia...



Na pewno nie złożyłabym reklamacji na świat. Wszystko dookoła takie… Takie… tego nie da się opisać. Szczególnie, gdy wieje wiatr, jest chłodny poranek, pomarańczowo – żółty wieczór. Dla mnie świat jest idealny. Może ludzie nie są. Może nie mamy być tacy, jacy jesteśmy. Może jest nam przeznaczone być czymś innym. Może to tylko początek drogi. Może ta droga nie ma końca. Może… Ale to nieważne. Teraz jestem tylko ja i wiatr. Szare niebo, włosy, które plączą się i opadają na twarz. Torba w ręce, którą wymachuję. Chłód przenika mnie na wylot. Jestem tylko takim konturem, przez który wszystko przechodzi. Ale to nieważne. Tak ma być. Idę. Niby dookoła nie ma nic, a można poczuć tyle rzeczy. A one mogą poczuć nas.

1 komentarz:

  1. Phi! W pewnym miasteczku była droga otoczona lampami. Rozszerzono ją i lampa została na środku jezdni, no bo co, takiej porządnej lampy nie będą rozbierać! A co tam,że przeszkadza w ruchu drogowym!

    OdpowiedzUsuń