czwartek, 30 czerwca 2011



Wczoraj poszliśmy wieczorem na Stary Barcin. Dzieciaki szalały na placu zabaw, a ja fotografowałam (i łapałam!) żaby i inne nadnoteckie stwory. Dokonałam zadziwiającego odkrycia, a mianowicie: w Noteci żyją raki! A to ponoć taka brudna rzeka… Żabek pełno, tylko takie małe jakieś. Zauważyłam coś dziwnego, nie wie,, czy to jakaś mega pijawka, czy zaskroniec, czy coś jeszcze innego. Zdążyłam zrobić tylko jedno, rozmazane zdjęcie jego końca, ale i tak bardzo proszę o pomoc w identyfikacji tego czegoś.

Rano byłam z mamą u neurologa. Standard – półtorej godziny czekania na pięciominutową wizytę. Niestety dosłownie. Na poczekalni zauważyłam dziwnego gościa. Broda, okrągłe okulary, skórzane sandały… Prorok! Okazało się, że trafnie go oceniłam. Kiedy dawał kazanie swojej córce, mama musiała szturchać mnie i dziadka, tak dusiliśmy się ze śmiechu. Ok, nie mam nic do takich ludzi, ale on był jakiś szczególnie, hmmm, ,,inny”. Zacytuję: ,,Nie możesz medytować, wyłączać się na zbyt długo, bo tu ludzie chol*ry dostają, a ciebie nie ma.” To mnie rozwaliło. Potem nawijał o analfabetyzmie w Detroid. Miał złe dane. Żeby nie go nie słuchać (czytaj nie narobić mamie wstydu) zaczęliśmy gadać o stałej Hubble’a, co wynosi 75m/s na megaparsek, a mama nie wie, czym ona jest :( Dziadek też nie wiedział. Nikt nie wie no i git :P

Dziadkowie wrócili znad morza. Jakoś dziwnie bez nich było. Przywieźli nam wiele ciekawych rzeczy. Ja dostałam upiorna mysz, kulisty budzik i koszulkę z Garfieldem. On jest dokładnie jak ja: śpi i je xd Dzisiaj do kościoła, jest zakończenie oktawy Bożego Ciała. Będzie dłuuga msza z procesją :( Nie cierpię poczty polskiej!

Fotki z wyprawy:


Mój faworyt, he he :)

A oto to dziwne, rozmazane zdjęcie niezidentyfikowanego stwora:

Pierwszy obrazek pochodzi ze strony tapety.joe.pl

poniedziałek, 27 czerwca 2011



Drodzy czytelnicy, zrehabilitowaliście się :) Proszę jednak, by było tak częściej, nie tylko od święta.

Moja mama uczy moje młodsze rodzeństwo. Szykuje się lokalny Armagedon pt. ,,Moja siostra we wrześniu idzie do szkoły”. Naprawdę, zaczyna mi być jej żal (szkoły, bo co do tego ma moja siostra?). Na razie poznają tajniki niezwykłej chronologii miesięcy i dni tygodnia, a także literek alfabetu. Boję się myśleć, co będzie dalej, wakacje są przecież dość długie, i nawet mój niekumany brat i siostra zdążą się tego nauczyć. Nie śpię po nocach, czuwam w strachu przed niecnym splądrowaniem mojego pokoju przez Julidło. Może czas na zasieki?

Mamy na parafii nowego księdza. Jest dziiiwny. Niby młody, ale wygląda staro. Ogólnie zachowuje się podejrzanie. A teraz wyobraźcie sobie, jak niewiele musi się u nas dziać, skoro piszę o takich rzeczach. Będziemy go obserwować. Na razie zaobserwowałam, że pije wino mszalne i już przystosował się do zwyczajów obowiązujących w naszej parafii (mania prześladowcza nie boli… Do pewnego czasu).

Mama zmusza mnie do obierania ziemniaków. Nienawidzę tego robić! Naprawdę, zrobiłabym wszystko, tylko nie to! Tak nie cierpię tej czynności… Zawsze kończy się to u mnie krwią. Do tego moi rodzice zawsze kupują takie maleńkie ziemniaczki, których obranie zabiera mi wieki. Dlaczego oni muszą tyle jeść?! Protestuję! Nie zgadzam się!

Jutro idę do biblioteki. Coś czuję, że wypożyczę jakąś zmierzchowatą książkę. Ach, nie ma to jak ostra krytyka szajsu na początek dnia :) Obiecuję, że jak trafię na jakieś wyjątkowe badziewie z pewnością podzielę się z wami moimi uwagami. Aktualnie za bardzo nie mam co czytać, wiec jeśli trafiliście ostatnio na coś fajnego, proszę, piszcie.  

Ciekawostki ze świata zwierząt:
*     Anakonda a. zielona może zjeść i zadusić nawet kajmana.
*     Ośmiornica potrafi odkręcić słoik.
*     Na wolności żyje tylko ok. 150 – 200 tygrysów syberyjskich.
*     Wśród lwów polują niemal wyłącznie samice.
*     Kot potrafi usłyszeć mysz biegnąca 10 metrów od niego.
*     Zagrożony zaskroniec czasami udaje nieżywego.
*     Największą jaszczurką świata jest waran z Komodo.
*     Kiwi to niezwykły ptak. Nie ma skrzydeł ani ogona.
*     Mamba czarna może sunąć z prędkością do 20 km\h.
 

niedziela, 26 czerwca 2011




Dobra, zacznijmy od tego, że dołuje mnie brak komentarzy. Choćby negatywnych,. Nic. Cisza. Bardzo bym prosiła o te kilka wyrazów. To tylko chwila, a i klawiatura od tych paru literek nie ucierpi.
U mnie nie za wiele się dzieje. Wczoraj z godzinę robiłam kolarz na tablicę korkową, która zawisła na ścianie. Jak będzie mi się chciało, to zamieszczę foto. Z rodziną obchodzimy oktawę Bożego ciała, dlatego dziś wyjątkowo idziemy na msze o 17:30. Ahh! Wreszcie można było sobie trochę pospać. Zaowocowało to dziiiwnymi snami.

W dużej bibliotece (dla dorosłych) stałam się już stałym bywalcem. Pojawiam się tam niemal codziennie. Odwiedzam babcię, która tam pracuje, oglądam aktualną wystawę i co najważniejsze, wypożyczam książki. Teraz są tam wystawione obrazy i decoupage naszej byłej pani plastyczki. Postarzone przedmioty są na sprzedaż. Szczególnie podobają mi się niezwykle ozdobione świeczki, skrzyneczki i lusterko. Kochana babcia kupiła mi jedno pudełko, jest śliczne. Od artystki dostałam śliczną, drewniana  zakładkę. 

Już nie mogę, tak mnie denerwują te całe zmierzchowate książki. Nic normalnego nie można znaleźć. W każdej z nich dzieje się dokładnie to samo, według jakiś niepisanych (ha ha ha) zasad. To jak samochody o innych wzorach karoserii, ale z tym samym silnikiem (ale mi się na porównania zebrało).  Nie wiem, co za osoby to czytają. Owszem, znajdują się wśród nich książki inne, wciągające, o których tutaj piszę, ale naprawdę, są one nieliczne. Pamiętam, jak czytałam ,,Ever”. Chyba w życiu nie widziałam tak beznadziejnej historii (bez obrazy). Nie, nie, przepraszam, jest jeszcze coś gorszego, a mianowicie dzieło naszego kochanego rodaka, Romka Pawlaka, pt. ,,Lena w chmurach”. Fabuła bez  ładu i składu, taka, hm, nierzeczywista? Nie chodzi mi o to, że występują zjawiska paranormalne itp. (o to przecież tutaj chodzi!), tylko o wiarygodność. Bohaterowie pozostawiają wiele od życzenia, po za tym, tam Wojtek pisze się przez ,,y’’. Nie będę się tu rozpisywać, to trzeba przeczytać , by zrozumieć, o co mi chodzi.

Latająca żaba? 
A cóż to już latać nie potrafi :) Dlaczego żaby miałyby być pozbawione tej zdolności? ,,Płetwonogie” żaby umieją szybować z drzewa na drzewo. Są wyposażone w maleńkie spadochrony – pomiędzy długimi palcami nóg mają rozpiętą błonę. Mogę przelecieć 10-15 m, a w czasie lotu wykonywać zwroty, nawet o 1800. Dzięki przylgom na końcach palców lądują na cienkich gałązkach i liściach. Żyją  tropikalnych lasach Azji Płd. – Wsch. , Japonii i Afryki.



środa, 22 czerwca 2011

Żaby, ksiażki, wakacje...



Długo nie pisałam. Miałam tyle do powiedzenia, jednak zwyczajnie nie chciało mi się dodawać postów. Dziś koniec roku szkolnego, przynajmniej jak dla nas. Świadectwa już odebrane. Pasek jest. Taa…
W te wakacje będę się starała jak najwięcej zrobić. Wszystko to, co zawsze planowałam, a także wiele innych rzeczy. Tez czas spędzę intensywnie. Znowu będzie lato. Znowu odkryje wieczory. I tak powinno być. Wreszcie zza chmur wyszło Słońce, pojawiło się po raz pierwszy w całej okazałości po tylu dniach… Czy ono także cieszy się wraz z nami?
      
Jutro Noc Świętojańska i Boże Ciało. Jednocześnie. Pogańskie święto i katolicki obrzęd. Czasami myślę, że kalendarz kpi sobie z nas. Ten czas jest jakiś inny, noc jest najkrótsza w roku, światło triumfuje nad mrokiem. Ale tego wieczoru, tak, wieczoru, który jest jedyny taki w roku wszystko się odwraca. Ludzie nie świętują już za bardzo tego wydarzenia. Nasza pierwotna kultura odchodzi w zapomnienie. Ale natury i ciał niebieskich to nie obchodzi. Wciąż wydarza się wtedy coś niezwykłego, choć my już tego nie dostrzegamy.
Wczoraj byłam na wycieczce na Stary Barcin. Bardzo lubię tam przebywać. Tak ładnie odnowili starówkę… Tylko niech te małe, liche drzewka wreszcie urosną. Wtedy to już będzie pełnia szczęścia. Po raz pierwszy zawitałam do Cejlonu – pizzerii, której właścicielem jest bardzo sympatyczny Murzyn. Mówię tak nie przez złą wolę, tylko zwyczajnie nie znam jego nazwiska. Um… Pizza z kurczakiem była pyszna. Potem poszliśmy nad rzekę Noteć. Robiłam zdjęcia żabom, które mnożyły się w oczach. A niby ostatnio te śliczne płazy giną, zjadane przez, swoją drogą także śliczne, zaskrońce, których jest za dużo. Cóż, te żaby chyba nie wiedziały, że dramatycznie zmniejsza ich liczba. Były genialnie poukrywane. Patrzysz na żabę, robisz jej zdjęcia, a dopiero po dłuższym czasie dostrzegasz, że obok siedzą trzy kolejne. Zdarzyło mi się też, że oglądając zdjęcie, zobaczyłam ukrytą żabę, której wcześniej nie zauważyłam. Narobiłam ich tyle, uf… Po powrocie do domu strasznie bolały mnie nogi. Chyba z dziesięć kilometrów po wertepach zaliczyłam.

Przeczytałam ostatnio wiele ciekawych książek. Ach, lato, lato. To chyba ono sprawia, ze tyle czytam. Podczas wczorajszego wieczoru dosłownie połknęłam dwie grube książki. Wakacje… Teraz będę miała na to dużo czasu.

niedziela, 19 czerwca 2011

Kap!


Z piątku…
Kap. Kap. Kap!

 
Pada deszcz. I dobrze! Jeszcze tylko wiatru brakuje. Na niebie widać gdzieniegdzie jaskółki. A mówią, że ptaki nie znają deszczu. Kłamią. Tak chłodno… Pogoda jakby odczytuje moje myśli. Jeszcze niedawno takiej sobie życzyłam. Tylko gdzie ,,wywiało” wiatr? Dziś w szkole nie było ośmiu osób z naszej klasy. Najpierw nieobecnych było dziewięciu, ale jeden kolega przyszedł na drugą lekcję. Jest nas  17. A teraz proszę powiedzieć, ile osób liczy nasza klasa. Na biologii pani pokazała nam starą, ludzką czaszkę. Wdziałam ją już wcześnie wielokrotnie. Tak smutno patrzy… Wciąż ma cztery zęby, te ostatnie, z tyłu. Nawet nie wiemy, kto to był. To mógł być każdy. Ciekawe, ile ta czaszka i inne kości, które nam pokazano mają lat. Czy należą do tej samej osoby? Czy należałoby je pochować, czy ,,spełniają się” w przybliżaniu młodym ludziom świata? Nie wiadomo. Na takie pytania nie ma odpowiedzi.
 Między nami… napięcie? Nie wiem, jak to określić. Cisza przed burzą, czy po burzy? Nie wiem, ale to trudno określić. Wiadomo, że coś wisi w powietrzu. Pytanie tylko co? To bardzo zawiłe sprawy. Wszystko wpływa na wszystko. Niemal jak w ,,Modzie na sukces”. Mam nadzieję, że ta sprawa rozwiąże się do wakacji.
 
Z dziś… 
Wczoraj byłam na koncercie Budki Suflera. Nawet fajnie było. Wreszcie mama pozwoliła nam iść pod barierki, bo była przekonana, że  ,,dostanę tam w łeb od pijaków”. Byli , ale tylko tańczyli. Budka też fajna, mimo iż przecież stara. Zaskakująco wiele tekstów się zna. ,,Takie tango”, ,,Jolka, Jolka” i ,,Bal Wszystkich Świętych” wykrzyczane. Muzyka dzieciństwa :)

czwartek, 16 czerwca 2011

Pełny pakiet - ja, zwierzęta i wyobraźnia :)



 Nie spodziewałam się tego po nich. Było dobrze. Dlaczego niektóre osoby dążą do awansu społecznego za wszelką cenę? Taaa, akurat, już widzę, jak zaczynają się z nią liczyć. Tylko Retedr jak zwykle zachowała obiektywność i mnie wysłuchała. Nie wiem, co ona myśli, ale ja jej dziękuję. Że nigdy nie jest taka jak inni. Zresztą to nie ich wina. Tak naprawdę jest winna tylko jedna osoba, choć przyczynili się do tego w jakikolwiek sposób wszyscy. Nazwijmy ją Antena :) Poniekąd pasuje. Nie będę się tu rozpisywać szczegółowo. Po Romce, którą starałam się bronić i wspierać też się tego nie spodziewałam. Ale to nie jej wina. To taka wada konstrukcyjna ludzi. Ale wiem, że Retedr też nie ufa naszej Antence. Zresztą ona ufa tylko swoim oczom. Wiem, że powinnam się z nią teraz trzymać,. Naprawdę ją lubię :) Ech, zobaczymy jak to będzie. Niedługo wakacje… Jeszcze tylko trzy szkolne dni.

Czy w was też jest dzika energia?
W końcu zdecydowałam się wypożyczyć pewną książkę, która od dawna zerkała do mnie z regału. I tak odkryłam ,,Dziką energię’’. Pierwsze słowa zaskakują: ,,Pracuję jako piksel.”. Dalej jest jeszcze lepiej. Poznajemy świat, w którym ludzie codziennie muszą być podłączani do gniazdek i ,,ładowani’’ syntetyczną energią. Życie tam nie jest proste. Ci, którzy nie odbiorą swojego pakietu energetycznego umierają… Czyha też wiele innych niebezpieczeństw. Przekonuje się o tym główna bohaterka książki. Za sprawą przyjaciela spotyka ludzi, którzy nie muszą pobierać energii, sami ją wytwarzają. Nazywają ją dziką energią, a siebie Dzikimi. Okazuje się, że dziewczyna jest jedną z nich. Za sprawą wielu niespodziewanych zdarzeń trafia do wioski ludzi-wilków. Znajduje tam miłość, przyjaciół i wrogów… Mimo, że los ciągle rzuca jej kłody pod nogi pokonuje przeciwności, wciąż żyjąc własnym rytmem i z rąk umierającej Wilczej Matki otrzymuje imię: Łania. Jednak to nie koniec problemów. Musi zająć jej miejsce, a także rozwiązać tajemnice mitycznego Zakładu – miejsca wiecznego szczęścia lub piekielnej budowli. Zaskakujący kontrast między społeczeństwem miasta i ludźmi-wilkami. Razem z  bohaterką – Łanią przeżywamy wstrząs, gdy odkrywa mroczny sekret Zakładu, cieszymy się, gdy odnajduje swoje miejsce w Overgroundzie, wraz z nią czujemy rytm. Książka wciąga i zaskakuje. Czy to wizja przyszłości? A może całkiem inny świat, którego losy potoczyły się inaczej? Na te pytania czytelnik sam musi sobie dopowiedzieć. Gorąco polecam i zachęcam do przeczytania!


AJ AJ – PALCZAK MADAGASKARSKI
 W lasach Madagaskaru żyje niezwykłe zwierzę: palczak madagaskarski. Trzeci palec jego ręki jest wyjątkowo długi i zakończony mocnym paznokciem, który służy do wydobywania owadów spod kory drzew. Gdy w XVIIIw. pewien podróżnik pokazał złapane zwierzę tubylcom, oni głośno krzyknęli ze zdziwienia ,,aj aj” – i taj je nazwali. Aj aj ma rosnące przez całe życie siekacze i dlatego wpierw zaliczano go do gryzoni. Dziś już wiemy, że należy on do naczelnych.
 

wtorek, 14 czerwca 2011

Miło by było...


 
Coraz mi trudniej wysiedzieć w szkole. Niecierpliwość dosłownie mnie zżera. Aż mi nogi latają pod ławką. Tom dziwne, że tak ciągnę do tych wakacji, ale zupełnie nie potrafię ich sobie wyobrazić. Już zapomniałam, jak to jest, nie chodzić do szkoły, nie przygotowywać żadnych projektów, dziwnych prezentacji i nie odrabiać zadań domowych. Wstawać nie dlatego, że chce się żyć, tylko dlatego, że żyć trzeba. Nie czuć tego szarego ciężaru cały czas nad sobą. Jak to jest decydować. Jak to jest od nowa przeżywać wieczór, ranek i noc. Jak to jest, gdy witasz i żegnasz słońce wraz jaskółkami. Zapomniałam. Ale życie składa się z zapominania i wiecznego przypominania. Tylko dlaczego tracimy zawsze te najważniejsze wspomnienia?!
Teraz umiem już pływać. W cudzysłowie. ,,Nauczyli” (także w cudzysłowie) nas tego podczas zajęć na basenie.
- Dziesięć długości, rrraaz!
- Ale ja nie umiem pływać!
- To dlaczego jesteś w tej grupie?
- Bo pan mi kazał przejść.
- No właśnie! Dobrze pływasz, i rrraz! Jedynki poszły!
CHLUUUUUUUP!
Tak właśnie nauczyłam się pływać. Jedna z niewielu metod nauczania na wf- ie, która rzeczywiście skutkuje :) No więc (nie zaczyna się zdania od ,,No więc”!) skoro potrafię już pływać muszę w te wakacje koniecznie poodwiedzać nasze jeziora. Trzeba korzystać z tego, ze mieszkamy na pojezierzu. Ciekawe, jak to jest pływać w jeziorze (do tej pory tylko się topiłam xd).
Będę zasuwać z pomalowanymi paznokciami, długimi kolczykami i tatuażem, bo moja konserwatywna mama okazała się nie być aż tak konserwatywna i zezwoliła mi na odkrycie uroków henny. Kiedy wreszcie będzie ta wolność! To słowo musi być pisane z wykrzyknikiem radości, albo wielokropkiem zadumy. Bo Wolność to nie zbitka liter, to nie wyraz, to SŁOWO. A to różnica. Znaczna różnica.
Mamy chemię w nieodpowiedniej sali. Tam jest złe voo-doo. Pełno mrocznej energii pozostaje w tej klasie po fizyce. A propos szkoły, kiedy już będzie wolność prawdopodobnie wstawię zdjęcie mojego świadectwa, by uniknąć pytań o oceny :) Dane osobowe zamażę, nie róbcie sobie nadziei  :) One są top sicret.
Aha. Miło by było, gdyby ktoś cokolwiek tutaj komentował. 
 A nie wierzyli mi, kiedy mówiłam, że w przez oczy można dojrzeć inne światy.

Wszystkie zdjęcia mojego autorstwa.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Moje wydurzenia...



Na pewno nie złożyłabym reklamacji na świat. Wszystko dookoła takie… Takie… tego nie da się opisać. Szczególnie, gdy wieje wiatr, jest chłodny poranek, pomarańczowo – żółty wieczór. Dla mnie świat jest idealny. Może ludzie nie są. Może nie mamy być tacy, jacy jesteśmy. Może jest nam przeznaczone być czymś innym. Może to tylko początek drogi. Może ta droga nie ma końca. Może… Ale to nieważne. Teraz jestem tylko ja i wiatr. Szare niebo, włosy, które plączą się i opadają na twarz. Torba w ręce, którą wymachuję. Chłód przenika mnie na wylot. Jestem tylko takim konturem, przez który wszystko przechodzi. Ale to nieważne. Tak ma być. Idę. Niby dookoła nie ma nic, a można poczuć tyle rzeczy. A one mogą poczuć nas.

sobota, 11 czerwca 2011

Powroty...


I wróciłam do domu. Wszystkie moje rzeczy czuć stęchlizną. Szykuje się wieeelkie pranie. Co tam się działo wolę nie opowiadać. Napiszę tylko, że bardzo się na kimś zawiodłam. W życiu nie spodziewałam się tego po tej osobie. A co dopiero ta, której to zrobiła. Nie wiem, jak teraz będzie w klasie, między nami. A było już tak dobrze, wszyscy ze wszystkimi i OK. Ale chociaż tu jest zgoda…
Ach, już nie będę ubolewać, bo nic mi z tego nie przyjdzie. Pan z wf-u postanowił się zmiłować i dał mi cztery na koniec roku. Za co nam się taki trafił…  Prawie żadna dziewczyna w klasie nie ma piątki z wf-u. Krzyczy na nas i choć wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie, zgubił nas w lesie. To chyba trochę dziwne, że dziewczyny, których uczą inni wuefiści mają piątki, czwórki, a u nas królują tróje, czasem czwórka, jest nawet kilka dwój… Tak, można mieć dwóję z wychowania fizycznego. ,,Cała – klasa – nie – umie – zrobić – zagrywki – piłką – ręczną – na – pustą – bramkę - !” – wszystko to pięknie podkreślane uderzeniami zeszytu w ławkę. Nie przyjmuje do wiadomości takiego terminu jak ,,nieobecność usprawiedliwiona”, a w dzienniku nie było wpisanej ani jednej naszej oceny. Ale najważniejsze, że już niedługo wakacje i dwumiesięczny urlop od wszelkich fanatyków, szkoły, stresu, zakuwania i rannego wstawania :)

Belemnity  – rząd wymarłych morskich głowonogów. Miały dziesięć długich ramion, którymi chwytały zdobycz, aby ją pożreć. Świetnie przystosowane do drapieżnictwa, poruszały się szybko i zręcznie, często w składających się z kilkunastu osobników grupach. Uważa się, że były najsprawniejszymi pływakami wśród wszystkich głowonogów. Padały ofiarą wielkich gadów morskich, zwłaszcza ichtiozaurów. Szczątki szkieletu belemnita uważany jest przez zabobonnych ludzi za ,,kamień piorunowy”. Przyznam sięże ja sama nazywałam je ,,piorunkami” i radośnie wygrzebywałam ze żwiru. Żyje się, świat wydaje się taki pewny, a tu nagle odkrywasz coś takiego, pozornie błahego, co jednak zupełnie zmienia twoje postrzeganie. Belemnity żyły w jurze i kredzie i wymarły w czasie masowego wymierania kredowego.

środa, 8 czerwca 2011

BIWAK!


Już jutro na biwak! Tym razem zawitamy w Jankowie Dolnym. Las, jezioro, domki, zadania… Najbardziej niepokoję się tym, że będę mieszkać sama z dziewczynami z innej klasy. Uh! Jakoś sobie poradzę :) 9:15 – godzina ,,W”, czyli zbiórka na przystanku autobusowym. Kto nie zdąży zostaje! Zero litości, mwahahaha! Jedziemy autobusem liniowym, bo wychodzi taniej. Najlepsze jest to, że resztę drogi pokonamy pociągiem! Ostatni raz z naszej polskiej kolei korzystałam dziesięć lat temu, i o ile się nie mylę byłą to podróż do Częstochowy. Czytam ,,Obcy. Przebudzenie” i bardzo mnie ta książka wciągnęła – jawny dowód, że mam coś z głową :) W związku z biwakiem (to chyba logiczne) nie będzie mnie na blogu trzy dni.
Dziś na basenie doznałyśmy traumy. Po wycisku jak zwykle myjemy się pod gorącymi natryskami (Swoisty absurd – zimą lodowate, latem wrzące. Chyba mają zbiornik na zewnątrz.), a tu wparowuje Edzia z innej klasy z wężem ogrodowym z łazienki i leje nas zimną wodą! Ucieczki, piski, tłoczenie się w jednym kącie… A potem nadgorliwie nasza oprawczyni lała wodą także do przymierzalni… Jak nic, będę miała tramę z dzieciństwa! Trzeba ukrócić ten haniebny proceder! 


 
U nas była wreszcie burza, typowa, letnia burza, krótka i gwałtowna, podczas której powietrze pachnie w ten niezwykły, nie do opisania sposób. Niedawno byłam na rybach z tatą, nad pobliskim jeziorem o nazwie  Gwiazda. Jest małe, ale bardzo ciche i czyste, otoczone lasem i polami. Najlepiej wygląda o świcie, gdy nad wodami kłębią się opary mgły, słońce jeszcze nie zaczęło swojego panowania, ale ptaki wyczuwając je, ożywają i okazują radość śpiewem, a niebo, jeszcze nieco ciemne zdobią ranne zorze. Będąc tam zważyliśmy padłe zwierzę, zanurzone w wodzie. Prawdopodobnie były to zwłoki jelenia lub daniela. Były, a raczej wciąż są, bo mimo zwracania na to uwagi nie wyłowiono go. Teraz wystają tam kości i gnijące mięso. Straszny widok. Mam gdzieś zdjęcia, jak zgram to chętnie pokażę.